Summer Time 2019 oficjalnie rozpoczęte. Na pierwszy ogień poszły duety. Znaczy deble. Pary… To znaczy niby koledzy tylko, ale jednak jeden za drugim. W każdym razie aby było raźniej graliśmy drużynowo w składach dwuosobowych w 8 bil i snookera. Były emocje, były niespodzianki wśród nerwów napiętych i strzelających jak postronki. Ostatecznie wygrali najlepsi i finały nie pozostawiły żadnych złudzeń komu należał się komplet punktów.

 

8ball white 200

GRUPY
DRABINKA 8 BIL



W sobotę 6-go lipca rozpoczęli grę wielbiciele “ósemki”. Gry otworzyli Hubert Kujawa z Martą Czerwińską, którzy przybyli się pobawić i postawić swoje pierwsze kroki w grze o stawkę w naszym klubie. No i zabawa dla LUCKY 75 chyba była taka sobie, bo wśród przeciwników nie trafił się nikt mniej doświadczony i każda z drużyn wiedząc, że utrata partii może skutkować późniejszymi perturbacjami przy liczeniu punktów potrzebnych do wyjścia z grupy, pilnowała wyniku i sumiennie, bez ułańskiej fantazji, kończyła mecze z tą sympatyczną parą bez strat.
Faworytem w grupie A byli dwaj wiosenni mistrzowie. Łukasz Bartkowiak jako czempion Ligi Poola i Piotr Słodzinka jako mistrz Ligi Snookera mieli pozamiatać towarzystwo bez większych emocji. Nic z tych rzeczy. Owszem wygrali pewnie przeciwko Borowczykowi i Musidlakowi zwalczając 5:2 CHOROBĘ FILIPIŃSKĄ, ale w ostatnim starciu przeciwko THE MUPPETS SHOW różowo już nie było. W międzyczasie jednak, CHOROBA pokonała pluszaki w tym samym stosunku co przegrała poprzedni mecz i z bilansem partii +5 spokojnie oczekiwali wyniku ostatniego pojedynku.
A tam cuda się działy. Z początku luźno, potem dość nieoczekiwanie z wyniku 2:1 dla mistrzów zaczęło się robić niekorzystnie na tyle, aby baczniej przyjrzeć się tabeli. To był ten moment! Szczecinianie, czyli MUPPETS stanęli przed szansą wyjścia z grupy, ale musieli wygrać 5:2. W dodatku przy takim wyniku jedynie zrównywali się z NIE, NIE, NIE, JA TAK NIE CHCĘ, czyli z Łukaszem i Piotrem, oraz z CHOROBĄ FILIPIŃSKĄ. Szkopuł w tym, że o klasyfikacji końcowej decydowały mecze wygrane, wynik bezpośrednich spotkań, bilans partii oraz liczba partii z kija, a tę na swoim koncie mieli tylko Łukasz z Piotrem. Ostatecznie więc, przy zwycięstwie MUPPETÓW o ich losie miał zdecydować ślepy los zwany pięciozłotówką rzuconą na stół. Płynąc do brzegu - rzucaliśmy monetą. Miał być orzeł, a wypadła reszka i Borowczyk z Musidlakiem trafili do półfinału.

W Grupie B zagrały tylko trzy teamy. Samą nazwą ᛋᛁᛖᛃᛖᛗᛃᛉᛚᛟᛁᚾᛁᛗᛞᛟᛒᚱᛟ siali postrach poganie, więc nie dziwota, że to właśnie Jamroziak z Mądrym. Generalnie siali dobro ale coś tam było ze złem też w tej nazwie… Kto by to zapamiętał! Fakt faktem, że grupę wygrali bo zwyciężyli 5:2 z G-FORCE i ulegli 4:5 PO SAME KULE (czy też PO SAMYM KULOM). Oczywiście aby tę grupę wygrać mogli to musiał zdarzyć się cud i Maciej Górny wespół z Szymonem Grewlingiem musieli ograć KULE, czyli Casimiro Licciardiego i Grzegorza Hołysza. Szans nie mieli niby, ale może dlatego wygrali 5:2 i zrezygnowani zaczęli pakować kije, kiedy to dotarła do nich wieść, że jednak źle przeliczyli partie i zagrali idealnie tak jak musieli wyprzedzając wrocławian.

Pary półfinałowe wyglądały więc tak: ᛋᛁᛖᛃᛖᛗᛃᛉᛚᛟᛁᚾᛁᛗᛞᛟᛒᚱᛟ przeciwko CHOROBIE FILIPIŃSKIEJ oraz NIE, NIE, NIE, JA TAK NIE CHCĘ przeciwko G-FORCE. Faworytów można było wskazać, ale po co, skoro przegrali. Borowczyk z Musidlakiem zagrali po prostu skuteczniej w pierwszym półfinale, a w drugim nerwy puściły Słodzince, bo przeciwnik rzekomo grał zbyt wolno. Co by nie mówić, tego dnia Szymon Grewling z Maciejem Górnym grali tak dobrze, że zwycięstwo G-FORCE było w pełni zasłużone.

Finał toczył się w wolnym tempie, typowym dla tego turnieju. Masa konsultacji, ale dość mało prostych błędów - jakby odpowiedzialność przed partnerem zmuszała do większej koncentracji. Przy stanie 5:2 na swoją niekorzyść zryw zaliczyli jeszcze G-FORCE, ale ostatecznie okazało się, że na CHOROBĘ FILIPIŃSKĄ antidotum nie było. Tak oto 6:4 turniej wygrali w finale ci, którzy przy obrocie monety o 180 stopni mogli w ogóle nie mieć szansy walki po etapie grupowym. Gratulujemy!


2vs2 white 200

GRUPY
DRABINKA 2vs2

Równolegle do dwóch ostatnich rund w turnieju pool bilardu rozpoczęły się zmagania w snookerowym 2vs2. Na pierwszy ogień poszedł WAWRZYNIAK, czyli drużyna utworzona na cześć naszego kolegi Seby, w której skład wszedł Tomasz Spider Bystrzyński i Pan Paweł Deckert. W pierwszej potyczce ograli braci Błaszczaków FC REKINY. Trzeba przyznać, że wcale nie było im łatwo.
W Grupie C dwa mecze zagrały ZIMNE DRANIE. Maciej Śniegowski i Tomasz Sobczak niespodzianie zaczęli od porażki w pierwszym frejmie z MAX ALERT (Kamil Przybylski, Kacper Rafalski), ale podnieśli się i zdołali przechylić szalę na swoją korzyść wygrywając pojedynek 2:1. W drugim meczu w sobotni wieczór było gorzej i dali się ograć tradycyjnej głogowskiej parze, zwanej dalej GILAMI. Tomasz Leśniak i Jarek Strugała, bo o nich oczywiście mowa, wygrali nazajutrz mecz z MAX ALERT i tym samym zapewnili awans ZIMNYM DRANIOM.

Niedzielny poranek miał uzupełnić brakujące pojedynki wszystkich czterech grup. Zaczynając od końca THE MUPPET SHOW, grający w tym samym składzie co w 8 bil, nie pozostawił złudzeń ogrywając zarówno CRAZY DIAMONDS (Daria Reńska, Marcin Trurl) oraz OSTATNICH W GRUPIE (Szymon Grewling, Łukasz Uciechowski) bez straty frejma. Drugie miejsce rozstrzygnąć musieli więc DIAMONDS z OSTATNIMI. Szymon Grewling w formie, więc wiadomo, że Daria z Marcinem szans nie mieli. Tak zamknęła się grupa D.
W Grupie B sytuacja się skomplikowała, a jakże. Wzajemne wyniki 2:0 spowodowały konieczność sklasyfikowania drużyn bazując na wysokościach brejków, a tu najlepsi okazali się wrocławianie PO SAME KULE. Miejsce drugie przypadło parze Kasiński-Ptak, a z grupy nie wyszli KOBRA TEAM, czyli Marcin Michałowski, Łukasz Tomaszyk.

Grupa A zakończyła się dla niektórych niespodziewanie, bo awansem z pierwszego miejsca pary NIE PRZELEWAJ WARKI (Tyszer, Wieliński) przed Śniegowskim i Sobczakiem. Z turniejem pożegnali się Błaszczakowie reprezentujący gminę Swarzędz.

W ćwierćfinałach górę wzięła większa moc rażenia - tak możnaby rzec. Nie owijając w bawełnę, gdybym miał wskazać faworytów to wyniki oddawały to w stu procentach, chociaż nie spodziewałem się gładkiego zwycięstwa OSTATNICH W GRUPIE z NIE PRZELEWAJ WARKI i raczej jednostronnego pojedynku PO SAME KULE z ZIMNYMI DRANIAMI. Jak ptaszki doniosły DRANIE były mobilizowani w szczególny sposób przez Śniega ;) więc może dlatego taki opór stawili wrocławianom. Dalej, GILE pokonały Ptaka z Kasińskim, a MUPPETS uległy WAWRZYNIAKOWI.

W półfinale nie starczyło już animuszu Grewlingowi z Uciechowskiemu i przepuścili do finału parę z Wrocławia. Z drugiej strony dobili do nich inni przedstawiciele Śląska, czyli głogowskie GILE.
W finale górował niższy pesel. Znacznie młodsi Cassimiro i Grzegorz pokonali Tomka i Jarka i po raz pierwszy odnieśli sukces w Poznaniu. Zapytani o genezę nazwy drużyny odpowiadali bardzo pokrętnie, ale niniejszym ogłaszam, że duetem panującym przez najbliższy rok będą PO SAME KULE.