Tłok przy stołach jak w tramwaju w godzinach szczytu? Przybijanie piątek częstsze niż brejki notowane? Dziwnie wysokie liczby na wyświetlaczach wyników? Trzyosobowe konsylia omawiające operację na stole? Te poszlaki wskazują jednoznacznie, że w miniony weekend odbył się drużynowy turniej Team Grand Prix. To dziewiąta rokroczna odsłona tych zawodów w klubie 12ft, która zawsze przynosi nowy rodzaj emocji – potwierdzi to każdy zawodnik biorący po raz pierwszy udział w tym turnieju. Kandydat na „majstra” na papierze był jeden. Z kolei z drugiej strony trudno było wskazać czerwoną latarnie tych zawodów, co potwierdził ich przebieg, kótry wyraźnie wskazywał, że żadna drużyna nie chce i nie zamierza nią zostać.

Piętnastu zawodników uformowanych w trzyosobowe ekipy zmierzyły się między sobą w jednej grupie. Zmagania zaczęły się od dwóch spotkań między drużynami, z których trudno było wyłowić zdecydowanego faworyta. Składy były zróżnicowane pod względem umiejętności zawodników, co tylko podwyższało emocje i uatrakcyjniało przebieg poszczególnych meczów w turnieju. W wyniku tak wyrównanego poziomu oraz z faktu, że z pięciodrużynowej grupy, cztery ekipy wychodziły do gier pucharowych, każde zwycięstwo prawie gwarantowało wyjście z grupy.

Po pierwszej rundzie gier w tak komfortowej sytuacji były ekipy Geriatria Show (Paweł Deckert, Tomasz Kasiński, Wojciech Ptak), która dość łatwo wygrała z Hałastrą (Piotr Adamczak, Kazimierz Czernecki, Marcin Jamroziak) oraz Shot Or Not (Szymon Grewling, Tytus Pawlak, Marcin Smorawski) wygrywający 120:76 z Drużyną Marzeń (Tomasz Sobczak, Karol Tyszer, Marcin Wołoszczuk). Kolejne rundy jednak tylko potwierdzały jak wyrównany poziom tego dnia mieliśmy w turnieju. Geriatria Show pokonała Hałastrę, która to potem pokonała Shot Or Not, którzy pokonali Drużynę Marzeń, którzy to z kolei pokonali Geriatrię Show. Każdy wygrywał z każdym. Poza jednym wyjątkiem. sepnu pues (Ariel Trębocha, Krzysztof Górniak, Tomasz Bystrzyński) golili każdego jak leci. Wygrywali z każdym, częściej bezproblemowo, ale zdarzały im się momenty gardłowe. Jednym z nich był pierwszy mecz w turnieju rozgrywany z Hałastrą, który wygrali zaledwie jedenastoma punktami. Przy remisie 109:109 w klubie atmosfera była tak gęsta od emocji, że można ją było kroić nożem. Tomasz Bystrzyński jednak na kilka rat, ale jednak skutecznie skompletował ostatnie 11 oczek potrzebnych do zwycięstwa.

Co ciekawe nie to – a inne spotkanie przyniosło najbardziej wyrównany wynik i najwięcej emocji. Najwięcej emocji dlatego, że stawką spotkania było to kto wyjdzie z grupy a kto zajmie ostatnią pozycję w rozgrywkach. Hałastra pogubiła się w środku spotkania, przez co Drużyna Marzeń uciekła z wynikiem na ponad 30 punktów. Finisz tego meczu, to sól tej snookerowe sztafety. Wbicie czerwonej i poprawienie jej niebieską przez Tomka Sobczaka zamknęło licznik na wyniku 123 punktów. Co prawda sprokurował jeszcze faul, więc przeciwnicy zakończyli mecz z 117 punktami oraz z łatką drużyny, która jako jedyna nie otrzyma pucharów.

grniak
Krzysztof Górniak - zawodnik zwycięskiej drużyny, obrońca tytułu
oraz autor najwyższego brejka zawodów - 51 pkt.

Faza pucharowa to od razu mecze półfinałowe. Tutaj już nie było ekscytacji a wyniki kończyły się znaczną różnicą. Co ciekawe – mieliśmy prawie identyczne rezultaty. sepnu pues pokonali 209:106 Geriatrię Show a oczko mniej zdobyli Drużyna Marzeń pokonani przez Shot Or Not taką samą ilością punktów co sepnu pues.

Piąty rok czekamy na wyrównany finał, gdzie gra się do 240 punktów i obie drużyny przekraczają pułap 200. W tym roku również się nie doczekaliśmy. Shot Or Not zdobyli prawie setkę mniej punktów niż zwycięzcy. Ich licznik zatrzymał się na poziomie 158 punktów, gdy przeciwnicy kończyli mecz z osiągiem 244 oczek. Zwycięzcą Team Grand Prix 2019 sepnu pues. Dla Tomasza Bystrzyńskiego był to pierwszy triumf w tym turnieju – Ariel Trębocha i Krzysztof Górniak obronili tytuł sprzed roku.

Tegoroczny Team GP był wyjątkowy również pod innym względem. W porównaniu do lat poprzednich, gdzie różnice punktowe w meczu między wygrywającymi i przegrywającymi zdarzały się horrendalnie duże, to minionego weekendu nie mieliśmy w ogóle takich spotkań. Doprowadziło to do takiej sytuacji, że w każdym meczu zagrał każdy uprawniony zawodnik każdej drużyny. W ogóle nie zdarzały się spotkania jak co roku lat poprzednich, gdzie zawodnik z trzeciej a czasem nawet z drugiej zmiany nie zdążył zagrać, gdyż jego kolega drużynowy tak się ociągał na pierwszej zmianie, że przeciwnicy zdążyli wygrać mecz. W tym roku to doprowadziło też do innej ciekawej sytuacji: bilanse punktowe drużyn po etapie rozgrywek grupowych nie były tak mocno zróżnicowane jak w latach poprzednich. Dość powiedzieć, że drugi najlepszy bilans w grupie miała Hałastra, która zajęła w niej jednak ostatnie miejsce.

Punkty za te zawody dość mocno namieszały w rankingu SummerTime. Przed nami ostatnie zawody snookerowe i ostatnia szansa do zdobycia kolejnych oczek do klasyfikacji. W najbliższą niedzielę rozgrywamy turniej 6red. Zapraszamy!