Ruszamy na dobre. Święta, długie weekendy za nami. Przed nami z kolei już tylko cotygodniowe granie. Rozleniwieni urlopowymi przerwami w ciągu ostatniego miesiąca bilardziści wrócili mniej lub bardziej chętnie do gry. Niektórzy musieli się przestawić dodatkowo z odmiany 9 bil, według której rozgrywany był Turniej o Puchar Ligi Pool Bilarda 12ft, na ligową „ósemkę”.  Robili to z różnymi skutkami. Różnie też przebiega rozruch do cotygodniowego rytmu grania.

boro
Krzysztof Borowczyk

Pierwsza liga wróciła do rozgrywek ospale. Skrajnie ospale. W weekend rozegrano tylko jeden mecz pierwszoligowy – drugi został rozegrany awansem w czwartek. Wychodzi na to, że cała reszta zawodników nadal byczy się mentalnie w przerwie długiego weekendu majowego. Demony zeszłej edycji znów doganiają Marcina Jamroziaka. Zimą grał on całkiem przeciętnie i w tej edycji zdarzają mu się mecze „w kratkę”. Z zimną krwią wykorzystał to Krzysztof Borowczyk, który stał się autorem raczej dużej niespodzianki wygrywając z Jamroziakiem 7:6. Stalowe nerwy wynikające zapewne z bardzo pokaźnego doświadczenia ligowego przydały się na końcu spotkania, kiedy Krzysztof przegrywał 5:6. Udało mu się utrzymać kontrolę na ostatnimi dwoma partiami, kiedy to każdy błąd mógł go kosztować mecz.

W drugim, ostatnim spotkaniu pierwszoligowym Nikodem Jankowiak udowadnia, że idzie na majstra. Tym razem los przyniósł mu przeciwnika dość solidnego – Macieja Górnego. Postawił on trudne warunki i Nikodem męczył się dość długo, zanim ostatecznie przechylił szalę zwycięstwa. Mecz zakończył się wygraną Jankowiaka, który musiał oddać Górnemu aż 5 partii.

Na czele tabeli znajduje się właśnie Nikodem z trzema zwycięstwami i z zerową ilością porażek. Niemniej jednak obraz pierwszej ligi jest wykrzywiony – dwóch zawodników nie rozpoczęło jeszcze rozgrywek: bydgoszczanin Mateusz Gajewski oraz Piotr Ptaszyński, który wraca do Poznania w połowie maja.

W drugiej lidze wyłania się zdecydowany lider i dominator tej klasy gier. Michał Pomianowski w trzech meczach stracił sumarycznie tylko trzy partie a w minioną sobotę optymalnym wynikiem 5:0 pokonał Jakuba Wielińskiego. Rozmiar porażki zastanawia, gdyż po pierwszych meczach tej edycji można było mieć wrażenie, że Wieliński w zauważalny sposób podniósł swój poziom gry. Dość powiedzieć, że ten zawodnik środka tabeli rozpoczął od dwóch zwycięstw i porażka z Pomianowskim jest jego dopiero pierwszą.

waclaw
Wacław Wodkiewicz

Przekalibrowanie się z „dziewiątki” na 8 bil nienajlepiej wyszło Piotrowi Kurkowi. Najpierw uległ Maciejowi Stęsikowi 3:5, by w kolejnym meczu na dobre wczuć się w „ósemkę”, dzięki czemu wygrał z Danielem Kozą 5:2. Piotr okupuje pozycję wicelidera, jednak wprawne oko zauważy, że sytuacja ta jest wynikiem większej ilości rozegranych meczów. Po piętach depcze mu chociażby Robert Łuczkowski, który ma dwa punkty mniej i aż o dwa mecze rozegrane mnie. Nie wspomnę już o tym, że Robert jako jedyny oprócz Pomianowskiego nie przegrał jeszcze meczu w tej edycji.

Pierwszego zwycięstwa nadal nie doczekał się debiutant Wacław Wodkiewicz. Czekał już na nie trzy mecze. Po porażkach z drugoligowymi mocarzami: Kurekiem i Pomianowskim, za mocnym okazał się również być Daniel Koza. Zwycięstwo Daniela było dość pewne – mecz zakończył się wynikiem 5:2.

Zupełnie pogubiony w tej edycji wydaje się być Tomasz Grygier. Mało kto spodziewał się po trzech kolejkach widzieć go na dole tabeli. Wraz z Wodkiewiczem i ze Tomaszem Steczyszynem jeszcze nie odnotowali zwycięstwa. Wieczne ambicje stałego pobytu w pierwszej lidze Tomek musi zapewne odłożyć do edycji jesiennej. Po tak kiepskim starcie, gdzie zaliczył trzy porażki w trzech grach, trudno wyrokować, by na poważnie włączył się on jeszcze tej wiosny w walkę o awans do pierwszej ligi.