„Byczący się mentalnie” bilardziści, ewidentnie urażeni tym ubliżającym epitetem, wzięli się do roboty i pełną parą wracają do ligowych zmagań. Dziewięć meczów zostało rozegranych w ten weekend, z których aż sześć przez pierwszoligowców. Druga liga zrobiła sobie trochę wolnego – w końcu mieli klub dla siebie w zeszłym tygodniu.


 Do rozgrywek włączył się Piotr Ptaszyński, który chcąc nadrobić zaległości podjął czterech przeciwników, w przeciągu dwóch dni. I jeżeli czasami można mówić o „zmiennym szczęściu”, to w przypadku Piotra, jest to jak najbardziej trafne określenie. W sobotę zaskakiwał. Zdominował przy stole Marcina Jamroziaka, oddając mu tylko trzy partie, by zaraz potem, po wyrównanym meczu z Szymonem Grewlingiem wytrzymać presję i dołożyć drugie zwycięstwo tego dnia w deciderze. A w niedzielę? Też zaskoczył. Tylko w jego grze coś nie zaskoczyło. Po długim i zaciętym pojedynku z Michałem Grygierem zabrakło niewiele by wyjść na decydującą partię i przegrał 5:7. Chwilę później lider tabeli Nikodem Jankowiak nie okazał wobec niego litości. I tak Piotr rozpoczął weekend wynikiem 7:3, aby zakończyć go 3:7.
 Po sobotniej porażce Szymon Grewling liczył na niedzielne odkupienie i szybkie zwycięstwo w meczu z Krzysztofem Borowczykiem. Ten natomiast „znalazł haka” na Szymona, i ku zdziwieniu części widowni przy barze, rozgromił go 7:2. Zajmuje teraz miejsce tuż za podium, z tylko jedną porażką na swoim koncie.
 Swój mecz rozegrali również Tytus Pawlak i Emil Mądry. Lider pomarańczowej tabeli z zeszłej edycji wchodził do klubu, wyraźnie zaznaczając, że „przyszedł po ostre lanie” (czy jakoś mniej cenzuralnie, nie pamiętam), ale nie dał sobie spuścić łomotu urywając Tytusowi 4 partie. Słaby start dla Emila, biorąc pod uwagę, że gdyby nie walkower Michała Grygiera, miał by okrągłe 0 punktów na koncie.
 Dobra passa Roberta Łuczkowskiego niestety dobiegła końca. Zajmując drugie miejsce w tabeli, przegrał swój pierwszy mecz w tej edycji z Mikołajem Stęsikiem, i to w deciderze. Był o włos od przeskoczenia Michała Pomianowskiego, który po fenomenalnym początku pozostaje liderem drugiej ligi.
 Zaraz za tą dwójką bracia Maciej i Mikołaj Stęsik. Pierwszy w sobotnim meczu był bliski wygrania z Tomaszem Steczyszynem do zera, który urwał jedną partię dla siebie i wciąż pracuje na swoje pierwsze, ligowe zwycięstwo. W podobnej sytuacji znajduje się Tomasz Grygier, który nie sprostał Robertowi w sobotę, przegrywając 5:7.