Liga na ostatniej prostej. Chwilę temu, na ostatnim zakręcie wypadło jednak z trasy kilku zawodników. W weekend znów nie brakowało ciekawych wyników i widowiskowych porażek. Ta edycja Ligi Pool Bilarda 12ft z pewnością należy do ciekawszych w historii tych rozgrywek. Co ciekawe – emocje które dostarczają pierwsza i druga liga są zdecydowanie różne. Rozegraliśmy siedem kolejek. Przed nami ostatnie dwie. Oto co się działo w miniony weekend.

niko
Nikodem Jankowiak

Nie ma już chyba osoby, która zakwestionowałaby zasadność roszczeń Nikodema Jankowiaka do tytułu Mistrza Ligi tej edycji. Za nim kolejny mecz, w którym udowodnił, że jest jednym z faworytów. W sobotę pokonał bez większych problemów Marcina Jamroziaka, gdy po początkowo wyrównanym okresie gry wygrał kolejnych sześć partii. Dokładając do tego oczywiście partię z kija. Jamroziak wyrwał jedynie dwie partie przeciwnikowi.

W podobnym scenariuszu toczyło się spotkanie drugiego z pretendentów do tytułu. Tytus Pawlak poradził sobie równie łatwo z Szymonem Grewlingiem. Dzięki zwycięstwu 7:3 dorównuje punktowym krokiem Jankowiakowi w tabeli. Obaj mają po 15 punktów na koncie. Dalej za nimi… …przepaść.

Mateusz Gajewski miał być tym trzecim, który korzysta, gdy dwóch się bije. Okazał się być jedynie trzecim do pary, czyli bezużytecznym. Mateusz co prawda po siedmiu grach zajmuje trzecie miejsce w tabeli, ale ze zdobyczą punktową praktycznie o połowę mniejszą od Pawlaka i Jankowiaka. Dość powiedzieć, że z zawodnikami przed nim w tabeli zaliczył bilans partii 1:14. Deklasacja. W minioną niedzielę dorzucił właśnie drugą część składową tego bilansu – przegrał z Jankowiakiem 1:7. Przegrana 3:7 z Michałem Grygierem, dopełnia mizerii występów w tej edycji jednego z początkowych kandydatów na Mistrza Ligi.

Dalsza część tabeli jest tak płaska, że czysto teoretycznie rzecz biorąc, nawet ostatni Szymon Grewling, mógłby zająć za dwie kolejki, na koniec sezonu najniższy stopień podium. Bawienie się w takim razie w jakiekolwiek przewidywanie nie różniłoby się znacznie od zwykłego wróżenia z fusów.

W drugiej lidze im bliżej końca tym mniej wiemy. Los w tej edycji rzucił nam tak wyrównaną stawkę zawodników, że praktycznie każdy z pierwszej siódemki tabeli może wygrać z każdym. Najbliżej ostatecznego sukcesu jest Robert Łuczkowski. Jest obecnie zawodnikiem z najmniejszą ilością porażek w drugiej lidze i w miniony wtorek zrobił kolejny duży krok do awansu do pierwszej ligi. Zwycięstwo tego dnia z Jakubem Wielińskim 5:2 znacznie go przybliżyło do tego celu. Robert ma do rozegrania jeszcze tylko jedno spotkanie. Jeśli je wygra to nie ma możliwości byśmy na jesień nie oglądali go w pierwszej lidze.

Stawka za jego plecami notorycznie podkłada sobie nogi nawzajem. Nikt nikomu nie pozwala na taką ucieczkę, jakiej dokonał Łuczkowski. Pewnie dlatego Michał Pomianowski wygrał z Maciejem Stęsikiem. Zwycięstwo 5:3 spowodowało sytuację, że różnice pomiędzy zawodnikami są tak małe, iż Michał w następnej kolejce z pozycji wicelidera gwarantującego awans do pierwszej ligi, może zlądować na miejscu piątym, nie upoważniającym go nawet do gry w barażach.

gryg
Tomasz Grygier

Tomasz Grygier próbuje uratować co się da z tego sezonu. Na wiele to się nie zda, gdyż mimo że notuje drugie zwycięstwo z rzędu, mało prawdopodobne, by na koniec edycji zajął miejsce wyższe niż ósme w tabeli. Ostatnie spotkanie, które pozostało mu do rozegrania – z Tomaszem Steczyszynem, otwiera możliwość na napisanie naprawdę nietypowego scenariusza tej edycji. Po pierwszych sześciu porażkach, trzy kolejne zwycięstwa. Ciekawe.

Ciekawe występy prezentuje nam nowicjusz tej edycji – Wacław Wodkiewicz. Rzadko kiedy można to napisać o zawodniku, który przegrał póki co wszystko co się dało przegrać. Bilans zwycięstw do porażek 0-8 sugerować może, że spotkania Wacława to typowe mecze „do jednej bramki”. Nic bardziej mylnego. Jeśli od sumy porażek odejmiemy dwa walkowery, zauważymy, że w przegranych meczach Wacław często nawiązuje walkę. Minionej soboty znów trafiła mu się przegrana po ostatniej z możliwych do rozegrania partii. Tym razem 4:5 przegrał właśnie ze wspomnianym wyżej Grygierem. Wszystko to sugeruje, że pierwsze zwycięstwo Wodkiewicza wisi w powietrzu. Nie wiadomo jedynie, czy wydarzy się w tej, czy dopiero w następnej, jesiennej edycji.