Jest inaczej. Jest ciekawiej. Przyszłość jest trudniejsza do przewidzenia niż zwykle. Liga Pool Bilarda 12ft rozpędza się i to rozpędza się w niecodzienny sposób. Inne niż zwykle nazwiska na szczytach tabeli, trudno powiedzieć, które wyniki są niespodziankami, a które powinny być już traktowanej jako norma. Z tego powodu też trudno też ocenić, czy powinniśmy być zdziwieni przebiegiem obecnych rozgrywek, czy jednak do nich przywyknąć. Czas pokaże. Jedno jest pewne – może być ciekawie.

ptactwo
Piotr Ptaszyński

Po trzeciej kolejce gier tabela pierwszej ligi wyglądała zazwyczaj podobnie. Uciekający Tytus Pawlak z niegrającym obecnie Wiktorem Doberschuetzem. Próbujący nie odpaść z wyścigu o Mistrza Ligi Marcin Jamroziak. Jesień 2017? Nic z tego. Jamroziak w połowie stawki, Pawlak już z jedną porażką. A tymczasem mocno naciska niepokonany Piotr Ptaszyński no i konkretnie odjechał punktowo oraz na liście partii z kija Nikodem Jankowiak. Zmiana warty? Być może. Jakby co to ja pierwszy o tym napisałem!

Pierwszy krok milowy w walce o Mistrza Ligi Jankowiak wykonał tydzień temu zyskując dodatkowy punkt poprzez pokonanie bez straty partii Szymona Grewlinga. W miniony weekend odniósł ważne zwycięstwo w perspektywie walki bezpośredniej o fotel lidera – pokonał 7:5 Marcina Jamroziaka. Stawia go to w bardzo komfortowej sytuacji, gdyż Nikodem może sobie pozwolić na jedną porażkę wśród wszystkich pozostałych meczów do rozegrania a i tak zdobędzie tytuł Mistrza Ligi. Nawet jeśli przegrałby z bezpośrednim rywalem – Tytusem Pawlakiem. Ale ale… Nie ma tak o! Przekonać się o tym będziemy mogli dopiero w 9 kolejce, gdyż wówczas mają rozpisany mecz między sobą.

Tymczasem Tytus Pawlak po wpadce w meczu z Maciejem Górnym, z którym to przegrał 6:7, próbuje ratować sytuację. Ten dodatkowy punkt za zwycięstwo „do zera”, który trafił na konto Jankowiaka, Pawlak próbuje rozpaczliwie odrobić. Wygrana 7:1 z Grewlingiem sugerowałaby, że był bardzo blisko. Jednak rzeczywistość była inna – Szymon wygrał swoją jedyną partię w drugiej partii całego spotkania, więc szybko okazało się, że dodatkowy punkt przejdzie Tytusowi koło nosa. Co nie zmienia faktu, że seria wygranych sześciu partii od stanu 1:1 musi robić wrażenie.

W cieniu korespondencyjnego pojedynku Jankowiak-Pawlak na swoją szansę czeka Piotr Ptaszyński. A pozycję do ataku w odpowiednim momencie o podium a może nawet o tytuł Mistrza Ligi, przygotowuje rozważnie, systematycznie i co najważniejsze – póki co zgodnie z planem. Dopisuje na konto zwycięstwo za zwycięstwem. Minionej soboty dopisał sobie cztery punkty za pokonanie dwóch wyrastających outsiderów – Krzysztofa Borowczyka oraz Roberta Łuczkowskiego. Obaj zawodnicy mają zero punktów na koncie, prawdopodobnie z innych powodów. Dla Krzysztofa może to już być opatrzenie z rozgrywkami i pewnego rodzaju zmanierowanie, gdyż nie z takich opałów wychodził obronną ręką. W końcu dopiero przerżnął 1/3 wszystkich meczów do rozegrania. W przypadku Roberta można mówić raczej o kiepskim terminarzu (dwa mecze i dwie przegrane z pretendentami do podium) oraz o przedłużającym się okresie adaptacji do pierwszoligowych rozgrywek, debiutującego w nich nowicjusza.

szulcz
Maciej Szulczewski

Co mają ze sobą wspólnego wybory w Korei Północnej, mecze Lech-Legia, kluby wokół Starego Rynku w sylwestra oraz druga liga w Lidze Pool Bilarda 12ft? Stuprocentową frekwencję. Trzy kolejki za nami, każda kolejka rozegrana od linijki. Żadnego przekładania meczów, żadnego kombinowania z datami. Żelazna terminowość, niemiecki porządek. Ordnung muß sein. Idealna sytuacja do analiz, gdyż wszyscy rozegrali tyle samo meczów, nie trzeba brać poprawek na to, że ktoś po rozegraniu zaległych spotkań będzie zamiast na końcu to w czubie tabeli. No tyle w teorii – bo życie pisze trudny scenariusz. Jedynie dwóch zawodników nie zaznało jeszcze porażki i tylko jeden bilardzista póki co nie wygrał. Różnice punktowe są niewielkie między zawodnikami, tabela spłaszczona i brak wyraźnych liderów czy tym bardziej dominatorów.

Kogo mamy na czele? Maciej Szulczewski i Przemysław Tic. Czy to jest zaskoczenie? Czy to jest zgodne z przewidywaniami? Szczerze powiedziawszy nie wiadomo. Szulczewski pokonał w miniony weekend zawodnika środka (tejże płaskiej) tabeli – Staszka Ćwika. Tic „pogonił” Tomasza Sobczaka, choć wynik 5:3 równie dobrze mógłby wyglądać w druga stronę i też by się nikt nie zdziwił.

Zdziwiło jednak pierwsze 5:0 w tej edycji. Jacek Chlebio zasmakował jako pierwszy zawodnik pomarańczowej tabeli, jak to jest zarobić całe 3 punkty za zwycięstwo bez straty partii. Co ciekawe – dostarczycielem radości Jacka jest o dziwo Jakub Wieliński. Jakub, który nie wiadomo dlaczego tak kiepsko gra w tej edycji, gdyż w poprzednich osiągał całkiem przyzwoite wyniki ocierające się o miejsca barażowe. Jakub, który do ostatniej możliwej, dziewiątej partii tłukł się w pierwszej kolejce z obecnym wiceliderem, Przemkiem Ticem. Cóż… Jakubowi po prostu jeszcze coś nie odpaliło i nie wszedł w edycję jak powinien. Chlebio tę sytuację wykorzystał zatem doskonale.

Pierwsze punkty w końcu zarobiły Stęsiki. O ile zwycięstwo 5:2 Macieja z Bolesławem Krzeszkiewiczem nie jest niusem nadającym się na pierwszą stronę La Gazzetta dello Sport, tak już ogranie „El Proffesore” Grygiera przez Mikołaja już urasta do rangi ciekawego wyniku w drugiej lidze. Spotkanie to było wyrównane do stanu 3:3, jednak później najbardziej doświadczony drugoligowiec zaczął (jak sam mówił) popełniać błędy taktyczne. Źle poprowadził grę, czego wynikiem były kolejne i jak się okazało ostatnie dwie partie oddane przeciwnikowi. A że się gra tak jak przeciwnik pozwala – to Mikołaj grał. 5:3 dla starszego ze Stęsików.

A już za tydzień: bratobójczy pojedynek!