Od czasu szorowania dna drugoligowej tabeli do wspięcia się na najwyższe podium w Lidze minęły 4 lata. Historia ta powinna być inspiracją dla ludzi, którzy twierdzą, że odstają grą od reszty stawki. Praca i cierpliwość może nas teleportować z ostatnich lokat na czoło stawki. Jedno zwycięstwo na piętnaście rozegranych meczów. Tak wyglądał początek przygody świeżo koronowanego Mistrza z Ligą Pool Bilarda 12ft. Z kolei ostatnie piętnaście ligowych meczów to tylko dwie porażki… No właśnie. Obie z Tytusem Pawlakiem. Jest to niewątpliwie pięta achillesowa nowego Mistrza Ligi – Nikodema Jankowiaka.

 

W przeszłości Mistrzowie Ligi bez porażki w ciągu całej edycji co jakiś czas się zdarzali. Sztuka ta udała się choćby Tytusowi Pawlakowi, Wiktorowi Doberschuetzowi czy Marcinowi Jamroziakowi. Na osiągnięcie perfekcyjnego wyniku Nikodemowi przez ostatnie dwa sezony nie pozwalał ciągle Tytus Pawlak. W zeszłej edycji po odniesieniu ośmiu zwycięstw z rzędu Jankowiak poległ w ostatnim spotkaniu 2:7 z Pawlakiem. Kosztowało go to wówczas porażkę w wyścigu o tytuł Mistrza Ligi na rzecz przeciwnika. W tej edycji sytuacja wyglądała wręcz identycznie. Nikodem odniósł osiem zwycięstw i w ostatnim spotkaniu również przegrał z Tytusem i to również 2:7. Różnica polegała jednak na tym, że Nikodem został oficjalnie już Mistrzem Ligi w przedostatniej kolejce – ostatni mecz już nie robił różnicy. Młody pretendent do tytułu drugą edycję z rzędu zadbał o narzucenie wysokiego tempa w postaci pochodu od zwycięstwa do zwycięstwa. Tempa, którego dwukrotnie starszy etatowy Mistrz w końcu nie wytrzymał. Wiosną Pawlak jeszcze nadążał za postawionymi warunkami przez Jankowiaka, by  na emocjonującym finiszu edycji zadać mu decydujący cios. Jesienią Tytus już zbyt często się potykał, przez podkładane nogi Górnego (6:7) i Jamroziaka (6:7). Właśnie przez te potknięcia, spotkanie, które jak wiosną miało decydować o przydziale tytułu Mistrza Ligi zostało zdegradowane jedynie do meczu o prestiż. Nikodem już tydzień wcześniej wypił zwycięskie Piccolo a drugie miejsce w tabeli po zwycięstwie w tym meczu Tytus na pewno traktuje w kategorii porażki.

jankowiak
Nikodem Jankowiak - Mistrz Ligi Pool Bilarda edycja Jesień 2017

Samo spotkanie nie miało większej dramaturgii. Tytus, zmotywowany ambicją, od początku przycisnął świeżo upieczonego Mistrza. Nikodem z kolei próbował robić dobrą minę do złej gry, jednak jego ambicja została już zaspokojona tydzień wcześniej zagwarantowanym tytułem. Nie mógł wykrzesać z siebie najlepszych umiejętności, by przeciwstawić się Pawlakowi, który swoją grą chciał na przekór przekazać mu jasną wiadomość: „może i odebrałeś mi tytuł, ale ze mną i tak nie wygrasz”. Rywalizacja między nimi urasta do klubowych klasyków i jest obciążona coraz większą ilością podtekstów. Czy będzie ona miała kontynuacje w zimowej edycji? Miejmy nadzieję, że tak.

A co za ich plecami? Prawie się doczekaliśmy naprawdę niecodziennej sytuacji. Przy założeniu, że Nikodem wygrałby z Tytusem (wielu dopuszczało taką możliwość), mielibyśmy za plecami lidera aż czterech zawodników z dwunastoma punktami. Małą tabelę wygrałby Jamroziak, który dzięki zwycięstwami w ostatnich dwóch meczach z Łuczkowskim i Górnym dołączył w ostatniej chwili do elity pierwszoligowej. Tytus postanowił jednak zepsuć tę dramaturgię i to on wysunął się na drugą pozycję. Trzeci ostatecznie jest Marcin Jamroziak, który wrócił na podium po trzech edycjach przerwy.

Mecz o prestiż mieliśmy nie tylko na czele tabeli, ale również na samym jej końcu. O pierwsze zwycięstwo w sezonie zagrali ze sobą Michał Pomianowski i Krzysztof Borowczyk – obaj przed tym meczem już zdegradowani do drugiej ligi. Dla Krzysztofa mecz ten był pięknym podsumowaniem katastrofalnej edycji – uległ przeciwnikowi 4:7.

Całkiem udany swój pierwszy sezon w pierwszej lidze zaliczył Robert Łuczkowski. Nowicjusz bezpiecznie utrzymał się w tej klasie gier na szóstym miejscu z – co należy podkreślić – większą liczbą zwycięstw niż porażek. W sobotę co prawda przegrał z Jamroziakiem, ale zagwarantowany pierwszoligowy byt dało mu niedzielne, pewne zwycięstwo nad Pomianowskim.

Problemy zdrowotne niestety dopadły Emila Mądrego. Nie był on w stanie rozegrać swojego ostatniego meczu, przez co trzy punkty za darmo zainkasował Szymon Grewling. Szymon może mamę oszukać, tatę oszukać, ale życia nie oszuka. Pomimo sporego zastrzyku punktowego i tak tradycyjnie zobaczymy go w barażach. Przeznaczenie. W barażach miejmy nadzieję, że zagra również Emil. Być może jego perturbacje zdrowotne przejdą do czasu rozegrania meczu o awans do pierwszej ligi. Póki co spotkanie to stoi pod znakiem zapytania.

Maciej Szulczewski i Przemysław Tic – tych delikwentów zimą zobaczymy jak sobie radzą w warunkach pierwszoligowych. O ile Maciej wszystkie swoje zwycięstwa wykuł własnymi rękoma przy stole, tak w przypadku Przemka na finiszu pomógł mu Mikołaj Stęsik oddając mu mecz walkowerem w wyniku mało poważnego i niesportowego zachowania (nie chciało mu się grać). Szulczewski, po tym, jak wysunął się zdecydowanie na prowadzenie w tabeli, na finiszu rozgrywek nieco zwolnił. Po tym jak odjechał rywalom w punktach, swoim ostatnim meczu uległ 2:5 Tomaszowi Grygierowi.

stesikmac
Maciej Stęsik

Tomasz wyrósł w tej edycji na posępnego żniwiarza niepokonanych zawodników. Do swojej kolekcji oprócz lidera Szulczewskiego może dołączyć również wicelidera Przemka Tica, który to z nim zaliczył swoją pierwszą porażkę (1:5). Całe te flagowe osiągnięcia Tomka niweczą momenty słabszej, czy też katastrofalnej gry. Stanowią one niezły kontrast z przegraną z ostatnim w tabeli Bolesławem Krzeszkiewiczem, czy sromotna porażka 1:5 w meczu z bezpośrednim rywalem, Maciejem Stęsikiem o to, który z nich zajmie wyższe i teoretycznie łatwiejsze miejsce barażowe. Wydaje się zatem, że miejsce czwarte w tabeli Tomka Grygiera jest sprawiedliwym odzwierciedleniem jego gry w tej edycji.

Nieźle zaprezentowali się tej jesieni dwaj debiutanci w Lidze Pool Bilarda. Jacek Chlebio i Stanisław Ćwik wylądowali w okolicach środka tabeli. Pomijając walkower Ćwika, nie przytrafiły im się mecze, w których zostaliby zdominowani przez przeciwników i zawsze im jakieś partie wyrywali. Jackowi zdarzało wygrywać nawet do zera, inkasując przez to dodatkowy punkt. Ogólny bilans jednak w przypadku jednego i drugiego jest taki, że odnieśli nieznacznie więcej porażek od zwycięstw.

Jakub Wieliński może zaliczyć tę edycję do jednej z bardziej pechowych w historii swoich występów. Zajął przedostatnie miejsce z dwoma zwycięstwami a przy odrobinie szczęścia mógłby mieć ich pięć i wskoczyć na miejsce barażowe. Kuba trzykrotnie grał w meczach dziewiątą decydującą partię i trzykrotnie kończyło się to da niego niekorzystnie. Porażki 4:5 bolą, zwłaszcza gdy się przytrafiają seryjnie. Nieszczęścia nie chodzą parami – nieszczęścia chodzą stadami.

Obiecująco zaczął edycję Bolesław Krzeszkiewicz. Zacięte mecze, zwycięstwo. Niestety im dalej w las, tym ciemniej. Druga połowa edycji była dla Krzeszkiewicza mordęgą, w której niezbyt potrafił nawiązać walkę z przeciwnikiem. A zaczęło się naprawdę interesująco. Następnym razem trzeba zrobić wszystko, by tę pozytywną tendencję jak najdłużej podtrzymać.

Na koniec rzućmy okiem jeszcze na listę partii z kija. Tam również zadziały się rzeczy historyczne. Pękło parę niezłych rekordów:
- tłum jak nigdy w historii – na listę wpisało się aż siedmiu zawodników
- łączna liczba „laczków” to 15 – w historii edycji granych w 8bil, to najwyższe osiągnięcie
- 8 partii z kija – nikt w historii w jednej edycji nie wbił ich więcej – autorem oczywiście Nikodem Jankowiak

Liga Pool Bilarda 12ft edycja Jesień 2017 dobiega końca. Przed nami jedynie mecze barażowe, które zostaną rozegrane w najbliższy weekend. Kolejne wydarzenia bilardowe w 12ft zaplanowane są dopiero na 2018 rok. W pierwszy weekend stycznia zostanie rozegrany turniej noworoczny w odmianę 9bil. W drugi weekend ruszy zimowa edycja Ligi Pool Bilarda. Na oba wydarzenia już serdecznie zapraszamy!