Wszyscy ma ją już za sobą rozruchowy mecz w tej edycji. Niektórzy powiedzieć mogą, że również i falstart już jest za nimi. Debiutanci z kolei już posmakowali meczowy stres i zaczynają się z nim oswajać. Faworyci zaczęli stawiać drugi i trzeci krok na swej drodze do wygrania swojej ligi. Trzecia kolejka za nami – a w niej dużo pewnych zagrań, stalowych nerwów a więc i zaciętych pojedynków.

 

Na szczycie tabeli pierwszej ligi – bez zmian i to mimo, że lider nie grał. Tytus Pawlak rozegrał awansem mecz z tej kolejki i po zanotowaniu w sumie trzech zwycięstw z góry obserwuje poczynania pozostałych pierwszoligowców. A tam najskuteczniejsze ruchy wykonuje Piotr Ptaszyński. W sobotni poranek bez większych problemów poradził on sobie z Marcinem Jamroziakiem. Pokonanie brązowego medalisty z zeszłej edycji stosunkiem partii 7:3 jest znaczącym krokiem dla Piotra w kierunku podium a być może i zwycięstwa w Lidze.

Jamroziak tradycyjnie zaczyna jak po grudach edycję. Po dwóch porażkach w trzech meczach zaczął spokojnie polepszać bilans dzięki starciom z Robertem Łuczkowskim (7:4) i Przemysławem Ticem (7:3). Tak się złożyło, że obaj pokonani dumnie zajmują dwa ostatnie miejsca w tabeli i trudno powiedzieć, co jest prawdą: fakt przegrania z Jamroziakiem zepchnął ich na ostatnie pozycje, czy Jamroziak wygrał oba mecze, gdyż przyszło mu zagrać z zawodnikami z dna tabeli.

luczkowski
Robert Łuczkowski

Nerwowo zaczyna się robić w obozie fanów Roberta Łuczkowskiego. Po czterech meczach rozegranych jest jedynym poolbilardzistą w pierwszej lidze bez zwycięstwa na koncie. Łapie się już wszystkich możliwych sposobów, by ten stan zmienić, ale nadal bezskutecznie – przeciwnicy stawiają wystarczający opór. Okazją do przełamania miał być mecz z Tomaszem Grygierem. Początkowo to nawet dobrze wyglądało – Robert objął prowadzenie 4:1. Wizja pierwszego zwycięstwa w tej edycji jest tak abstrakcyjna dla Łuczkowskiego, że go chyba sparaliżowała. Najpierw Grygier wyrównał do stanu 4:4 a następnie objął prowadzenie 6:5. Co prawda Robert jeszcze wyrównał stan meczu, ale to był już tylko łabędzi śpiew. Z dwóch zawodników bez zwycięstwa po wyniku 7:6 został już tylko jeden.

Specjalistą od meczów trzymających w napięciu staje się powoli Maciej Szulczewski. W trzech rozegranych spotkaniach dwukrotnie zanotował wynik 7:6. Tydzień temu co prawda uległ w ten sposób Jamroziakowi, ale karta się odwróciła minionej soboty. Mecz z Krzysztofem Borowczykiem od początku był wyrównany. Szczęście uśmiechnęło się do Macieja w dalszej części, dzięki czemu uciekł przeciwnikowi na odległość dwóch partii, ustanawiając wynik 6:4. Borowczyk osiągnął jednak stan skupienia, którego nie powstydziliby się mnisi buddyjscy z tybetańskich klasztorów i zdołał dogonić Szulczewskiego. Koncentracji jednak w końcu zabrakło - po ostatniej partii Krzychu cisnął swojego patyka na stół z wyraźnym niezadowoleniem. 7:6 dla Macieja.

Wyniki drugoligowe stanowią dla nas pewną zagadkę. W pewnym momencie bukmacherzy chyba otworzyli zakłady „kto z dwójki Bartkowiak-Przybylak najczęściej będzie wygrywał mecze 5:0?”. W miarę upływu edycji dostrzec można, że druga liga jest bardzo zróżnicowana pod względem poziomu, ale zaczęliśmy też zbyt przeceniać liderów. Kuba Wieliński boleśnie do parteru sprowadził jednego z nich. Przemysław Przybylak, który w trzech pierwszych meczach nie zanotował porażki na pewno z zaskoczeniem podchodził do partii nr 7. Przegrywał w bowiem tym momencie 2:4 z Wielińskim. Jedna partia dzieliła go od sromotnej porażki. Przemo jednak przez mgłę przypominał sobie jak kiedyś grał w ósemkę, co pozwoliło mu na doprowadzenie do remisowego stanu. W decydującej partii wygrało doświadczenie ligowe Wielińskiego. To on zwyciężył 5:4 i tym samym dał sygnał, że dwa pierwsze miejsca w tabeli oznaczające bezpośredni awans do pierwszej ligi nadal są tematem otwartym.

Łukasz Bartkowiak
Łukasz Bartkowiak

Doskonale sprawuje się Łukasz Bartkowiak – w sobotnie południe odniósł przekonywujące zwycięstwo nad Łukaszem Kwiatkowskim. To drugi raz kiedy notuje on wygraną bez straty partii. Z jedną jedyną straconą partią zajmuje on pierwsze miejsce w tabeli. Bilans spotkań 15-1 na pewno na przeciwnikach robi wrażenie. My powoli możemy się zacząć zastanawiać, czy zostanie pobite osiągnięcie Szymona Grewlinga, który w drugiej Iidze w edycji WIOSNA 2016 przegrywał co jedenastą rozegraną partię.

Bardzo dobrze wystartował w końcu Bolesław Krzeszkiewicz. Okazuje się, że systematyczne wtorkowe sparingi w końcu zaczęły przynosić jakieś efekty. Bolesław zazwyczaj okupujący ostatnie miejsca w tabeli, tym razem aktywnie włączył się do walki o miejsca barażowe. Póki co gra „w kratkę” i zwycięstwa przeplata porażkami (choć w sumie to porażki przeplata zwycięstwami), ale pozwala mu to zajmować miejsce w środku tabeli. Z pewnością może myśleć o walce o pierwszą ligę na koniec edycji, jednak koniecznym warunkiem do spełnienia jest to, że musi zwyciężać z zawodnikami z dolnej części tabeli. A tego póki co nie możemy być wcale pewni. Co prawda w minioną niedzielę zdecydowanie zwyciężył Tomasza Steczyszyna wynikiem 5:1, ale z kolei w ogóle nie sprostał Jakubowi Kwiecińskiemu, któremu uległ 2:5, dzięki czemu Kuba zanotował swoje pierwsze zwycięstwo w tej edycji.

W najbliższy weekend rusza czwarta kolejka Ligi Pool Bilarda 12ft. Wkrótce też ogłosimy promocję na wiosenną edycję naszej ligi. Ale o tym za chwilę. Szczegóły będą ujawnione niedługo…