Półmetek, połowa, środek. W zimowej edycji Ligi Pool Bilarda 12ft upłynęło już tyle czasu ile z grubsza pozostało do jej końca. Jest to na tyle specyficzny okres, że zawodnicy nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji mogą mieć jeszcze nadzieję na odwrócenie swojego losu. Inna sprawa czy są to szanse realne jak to, że starczy nam wypłaty do końca miesiąca, czy już typowo matematyczne, jak to, że brak tej kasy do końca miesiąca załatamy szóstką z totka.

Jak w każdej edycji część zawodników gra zgodnie z oczekiwaniami, lecz są grupy, które odstają od swoich normalnych umiejętności w jedną bądź druga stronę.

nikodem
Nikodem Jankowiak

Na fali wznoszącej

Zauważalny wzrost poziomu gry występuje w tej edycji u Nikodema Jankowiaka. Jego poprzedni występ w pierwszej lidze zakończył się na miejscu piątym. Było to rok temu. W tej edycji celuje już wyraźnie w podium. Na początek rozgrywek pokonał brązowego medalistę z poprzedniej edycji - Marcina Jamroziaka. Później dołożył kolejne dwa zwycięstwa i uległ dopiero urzędującemu Mistrzowi Ligi, Tytusowi Pawlakowi.

Maciej Górny podnosi średni poziom pierwszej ligi i w jego debiutanckim sezonie w tej klasie gier gra z wszystkimi bez kompleksów. Co prawda zebrał srogie lanie od Wiktora Doberschuetza, ale już w meczu z Tytusem Pawlakiem sensacja wisiała w powietrzu. Ostatecznie Maciej ten mecz przegrał 6:7, jednak te dwie przegrane zniwelował zwycięstwami z Grewlingiem i Pomianowskim.

Na górze czy na dole, ale zgodnie z oczekiwaniami

Tytus Pawlak i Wiktor Doberschuetz - tandem niezmiennie okupujący dwa pierwsze miejsca w tabeli i niezmiennie w tej kolejności. Wyniki, które odnoszą są spodziewanymi zwycięstwami a na jakiekolwiek potknięcia doczekamy się (i to jedynie być może) w momencie, gdy zmierzą się z kimś, kto ma w swojej historii występów w Lidze sukces w postaci miejsca minimum trzeciego na koniec którejś edycji.

Piotr Ptaszyński tradycyjnie czai się gdzieś za podium w tabeli. Nigdy nie spogląda jak daleko ma do miejsca barażowego - zawsze jak daleko do podium. Piotr o dziwo zdążył już ponieść dwie niespodziewane porażki - z Nikodemem Jankowiakiem i Szymonem Grewlingiem. Nadrobił z kolei zaskakującą wygraną z Marcinem Jamroziakiem.

Szymon Grewling i Krzysztof Borowczyk - czyli zawodnicy żyjący wiecznie na krawędzi. Niekończąca się walka, która zaczęła się eony temu, by nie spaść bezpośrednio do drugiej ligi, lub by załapać się na mecz ostatniej szansy (czytaj: baraż), lub i nawet by uratować się miejscem w środku tabeli, co od święta im się zdarzało. Mamy połowę edycji, więc ujemny bilans zwycięstw do porażek nie jest w przypadku tych zawodników zaskoczeniem.

Nie żre

Tej trójce zawodników zdecydowanie pod górkę. Marcin Jamroziak, okupujący zazwyczaj któreś miejsca na podium przegrał już aż trzykrotnie. Zwycięstwa na minusie, bilans frejmów na minusie. Środek tabeli, to najlepsze co może osiągnąć w tej edycji.

3. 5. 7. Takie miejsca edycja po edycji notuje Piotr Kurek. Od czasu jego największego sukcesu, czyli brąz w edycji ZIMA 2016, Piotr gra coraz gorzej. Zanosi się na utrzymanie tej tendencji. Poniósł już trzy porażki, notując jedno zwycięstwo z zawodnikiem, któremu nie żre najbardziej. Z Michałem Pomianowskim.

Michał jako jedyny w tej edycji nie ma pierwszoligowego zwycięstwa na koncie. Bardzo dobry występ w poprzedniej edycji, którą zakończył na rekordowym szóstym miejscu, widocznie uśpił jego czujność i stępił ambicję. Wyniki, na które ciężko wówczas pracował nie przychodzą. Co jest przyczyną? Mniejsze zaangażowanie? Oczekiwania, że po bardzo dobrych jesiennych meczach, będzie teraz łatwiej? Pechowy kalendarz? To tylko Michał wie. Albo i nie.

 

 

W drugiej lidze w ostatni weekend działo się sporo. Wysyp meczów, głównie za sprawą nadrabiającego dystans Mateusza Gajewskiego. Dzięki temu tabela drugiej ligi w końcu odzwierciedla z grubsza aktualną dyspozycję, formę i umiejętności. Co z niej możemy wyczytać?

Im zatrybiło

Emil Mądry to kandydat do awansu. Przynajmniej jeden z kilku. Wiadomo było to przed pierwszym uruchomieniem białej w drugiej lidze. Dziwi jednak łatwość z jaką dystansuje przeciwników. Popatrzmy na suche fakty: Emil jest liderem, mimo że rozegrał najmniej meczów z całej stawki. Jako jedyny nie przegrał meczu w drugiej lidze. Jedyny, który częściej wygrywa mecze bez straty partii, niż mecze z partiami oddanymi przeciwnikom.

Jakub Wieliński z ligowego średniaka w końcu gra o najwyższe laury. Co prawda zajmuje miejsce szóste, ale ma tylko dwa punkty straty do lidera. Kuba w czterech meczach zwyciężył trzykrotnie, w tym dwukrotnie z teoretycznie wyżej notowanymi przeciwnikami: Robertem Łuczkowskim i Dariuszem Czechem.

Grają swoje

czech
Dariusz Czech

The Grygier Brothers. Zawsze gdzieś w czołówce drugiej ligi, lub w ogonie pierwszej. Zaskoczeniem by było gdyby nie bili się o awans. Więc się biją. Tomasz jedynej porażki zaznał z bratem. Michał co ciekawe, na pięć rozegranych spotkań, czterokrotnie zaliczył wynik 5:0. Szkopuł polega na tym, że tylko dwukrotnie był w tych meczach zwycięzcą - pozostałe dwa mecze w ten miażdżący sposób przegrał.

Robert Łuczkowski gra ten sam bilard co w zeszłej edycji. Wówczas skończył na miejscu barażowym i wychodzi na to, że tej zimy pozycja niższa będzie rozczarowaniem. Problemem jest jego gra "w kratkę" potrafi mecz wygrać 5:3 jak i przegrać 3:5. Co gorsza, zasada ta już ma również zastosowanie do wyników 5:0 i 0:5.

Powinno być lepiej a nie jest

Mateusz Gajewski - brązowy medalista edycji WIOSNA 2013. Taka laurka sugeruje, że drugą ligę powinien połknąć w całości. Tymczasem Mateusz w maratonie meczowym, który ustawił sobie w niedzielę, poniósł dwie porażki. Czy rzeczywiście poziom drugiej ligi tak skoczył? Czy to błąd taktyczny ustawienia czerech gier pod rząd, przez co na koniec pokonany na spółkę przez przeciwnika i zmęczenie? Mimo że Mateusz jest drugi w tabeli, wielu oczekiwało po nim fotela lidera po minionym weekendzie.

Dramat. Tak można jednym słowem określić występy Dariusza Czecha. On niewątpliwie się pod tą opinią podpisze, gdy przypomni sobie czasy, w których był etatowym pierwszoligowcem. I to takim, który raczej myślał o wyższych celach niż tylko obrona przed spadkiem. Jeśli poprzedniej edycji niespodzianką było to, że Darek zajął dopiero piąte miejsce i nie miał szansy nawet zagrać barażu do pierwszej ligi, to jak nazwać jego obecną sytuację, gdzie na pięć gier wygrał tylko raz?

Tomasz Steczyszyn i Bolesław Krzeszkiewicz. Obaj zawodnicy, o których można powiedzieć, że rozgrywali już o wiele lepsze edycje. Tomek jesienią zakończył rozgrywki z czterema zwycięstwami i sześcioma porażkami a Bolek dwie edycje temu również cztery razy zwyciężył przy ośmiu przegranych meczach. Gdy ogląda się tych zawodników w obecnej edycji ma się wrażenie, jakby gdzieś po drodze zgubili swoje umiejętności i pewność w grze. Odzyskają je jeszcze w tej edycji? Czy już ją spisali na straty?