Rok po roku, edycja po edycji proceder ten niby postępuje. Dekadę temu wszystko było od linijki. Ostatnimi czasy natomiast obraz staje się coraz bardziej rozmazany. Mamy za sobą trzecią kolejkę Ligi Snookera 12ft i o dziwo, wszystko wróciło do względnego porządku. Co prawda mamy dwóch zawodników, którzy jeszcze nie uruchomili ani razu  białej bili przy stole oraz jednego delikwenta z pięcioma meczami rozegranymi, ale poza nimi brak jakichś skrajności. Wszyscy idą ławą, sytuacja w tabelach jest przejrzysta i odzwierciedla rzeczywisty poziom umiejętności zawodników.

Na początku, jak zwykle z resztą, dość niemrawo ruszają się pierwszoligowcy. Siłą rzeczy na spisie ostatnich spotkań dominuje kolor żółty, bo tło najliczniejszej z lig, czwartej, właśnie ma takowy.

Za nami już pierwsze odszranianie samochodów, najgrubsze kurtki co chwila w użyciu a poczekalnie przychodni lekarskich wypełnione zakatarzonymi pacjentami. Słowem: zima. Za oknem nieraz sypnęło już białym puchem. Co prawda temperatura powoduje, że śnieg na dłużej nie może się utrzymać niczym Marcin Smorawski w pierwszej lidze. Ale obaj z uporem powracają. Liga Snookera 12ft zatem jest już oficjalnie rozpoczęta i tradycyjnie, kiedy na ulicach Poznania gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w klubie zazwyczaj gramy pierwszą kolejkę edycji zimowej.

Pal licho kolejny tytuł Wiktora Doberschuetza (gratulujemy, rozpoczął 3 rok panowania, to 7 edycja z rzędu), bo po 11 latach w końcu się udało zburzyć ostatni pierwszoligowy bastion. Wampir spadł. Poczynając od Zimy 2008 roku aż do Jesieni 2018, dokładnie po 33 edycjach Ligi. Od teraz nie ma już nikogo, kto bez przerwy grałby w 1 Lidze. Rekord wyśrubowany, fakt, ale w końcu się nie stały. Najdłuższy w historii sezon na snookerowego leszcza zakończony.

To już ten dziwny etap Ligi Snookera 12ft, gdzie co połowa zawodników powie, że jesienna edycja już się skończyła a druga połowa, że trwa i jeszcze wiele istotnych rozstrzygnięć nie zapadło. Skłaniamy się ku tej drugiej opinii, choćby z powodu tego, że nie poznaliśmy jeszcze oficjalnie Mistrza Ligi jesiennej odsłony rozgrywek. Mimo że zawodnicy pierwszej i drugiej ligi zakończyli już rozgrywki i kolejny raz zagrają dopiero w przyszłorocznej edycji zimowej, to w pierwszej lidze mamy jeszcze dwie rundy gier a w czwartej właśnie zaczęliśmy drugi etap gier.

Jest taki kolo, co już 11 lat gra w 1 Lidze. Do rozegrania ma jeszcze mecze z Pawlakiem, Doberschuetzem i Dzbanuszkiem. Zajmuje 7. miejsce w tabeli i w zeszłym tygodniu zasponsorował 3 punkty Tomkowi Bystrzyńskiemu. Jakby ktoś wątpił, że Wampiry spadają na cztery łapy to niebawem będzie okazja, żeby swoje wątpliwości rozwiać. Albo się w nich utwierdzić.

Jako pierwszy z beniaminków wziął się do solidnej roboty Łukasz Bartkowiak. Odnotował swoje drugie zwycięstwo, tym razem 3:0, w meczu z Marcinem Dzbanuszkiem. Nadal bez powodzenia gra Filip Ratajczak i chociaż jego licznik drgnął i wskazuje 1 punkt, to zdobył go w meczu przeciwko kolejnemu początkującemu pierwszoligowcowi, Grzegorzowi Sroce, i jest w najgorszym możliwym położeniu po rozegraniu 4 spotkań.

Filip Ratajczak – oto ten szczęśliwiec. Przynajmniej na wstępie jesiennej edycji Ligi Snookera 12ft. Grał w czwartej lidze, grał w trzeciej – teraz zagra od razu w pierwszej. Postępy, dobre wyniki oraz częsta aktywność latem spowodowały, że znalazł się na trzeciej pozycji w rankingu SummerTime. A że pierwszy i drugi zawodnik z tego rankingu w pierwszej lidze już są, więc Filip dołączył do Marcina Karłyka jako przedstawiciel lwóweckiego snookera w najwyższej klasie gier Ligi Snookera 12ft. Także tradycyjnie jesienna edycja ma nierówne liczebnie klasy gier. 11 zawodników w pierwszej lidze, 10 w drugiej, 10 w trzeciej i jedynie 17 w czwartej. W sumie 48 nazwisk. Ostatni raz tak niską frekwencje mieliśmy dokładnie 3 lata temu w edycji JESIEŃ 2015.

W poprzedniej edycji za 20 punktów można było sobie kupić najniższy stopień podium. Tym razem wystarczyło do zwycięstwa. Cóż z tego, jeśli mimo to i znów o włos... Doberschuetz wodzi nas za nos. Niechaj ten przypadkowy rym, będzie pierwszym wersem hymnu, który poprowadzi nas jesienią ku rewolucji, ku detronizacji tego drania. Spuśćmy Wiktora do 2 Ligi! Kto nie jest z nami ten przeciwko nam!

Bliżej nam do końca edycji niż do jej początku. W miniony weekend było dużo grania, głównie z powodu poprzekładanych meczów z początku majówki. Przy takiej ilości gier dostaliśmy pełen pakiet przeżyć. Były błyskawiczne frejmy (Leicherta), maratony meczowe (Sroka), dogrywki (Stęsik/Bystrzyński), dzień konia (Stęsik), czy czarne serie (Śniegowski, Jamroziak). Sypnęło brejkami, gdzie przez jednego z nich Mikołaj Stęsik wdrapał się na trzecie miejsce na liście brejków. No ale po kolei.

Czwarta porażka Pana Pawła Deckerta w tej edycji to niewątpliwie jedna z bardziej niespodziewanych rzeczy. Czy rzeczywiście?

Udany powrót do Ligi  Marka Lajasa Leicherta to główne wydarzenie minionej kolejki. Zawodnik z Wągrowca po dwóch edycjach przerwy znów stanął w szranki przy zielonych stołach i zrobił to w bardzo dobrym stylu, bowiem otworzył rozgrywki inkasując maksymalną zdobycz, aż 6-ciu punktów, w dwóch meczach. Jest murowanym faworytem czwartoligowej Grupy A, tym bardziej, że jego najgroźniejsi przeciwnicy już potracili punkty.

21 z 27 zaplanowanych na ten weekend spotkań zostało rozegranych. Otwarto również worek z brejkami i po pierwszym ligowym weekendzie notowanych podejść na liście brejków mamy już 65, z perłą w koronie w postaci osiągnięcia Tytusa Pawlaka na poziomie 42 punktów. Jak to zazwyczaj bywa w pierwszej kolejce, było trochę nerwów nowicjuszy, puściły pierwsze nerwy po pierwszych wtopach, choć najważniejsze w sumie jest to, że emocji nie brakowało.

Piąty raz z rzędu i tym razem w znacznie lepszym stylu niż jesienią, Wiktor Doberschuetz sięga po tytuł Mistrza Ligi Snookera. Nie przegrał z nikim, chociaż dość niespodziewanie skutecznie drogę ku kolejnym laurom próbował mu zagrodzić mu Marcin Jamroziak. Skutecznie o tyle, że o tytule zadecydował jeden, a dokładnie trzeci frejm w meczu między tymi dwoma.

    W przededniu rozstrzygnięć zimowych zmagań snookerowych klubu 12ft zawodnicy na łeb na szyje umawiają swoje mecze. Temperatura świadczy o tym, że ta zima spowodowała opóźnienia nie tylko pociągów ale i terminowego rozgrywania meczów. Nie chciało się zbytnio grać w terminach wyznaczonych … trzeba nadganiać !!! Brak wolnych terminów na najbliższy weekend i mecze przestawiane na dni robocze skumulowały sporą ilość ciekawych rozgrywek. Komu przypadną puchary na zbliżające się Święta? Zobaczymy po weekendzie!