Praktycznie pierwsza tercja rozgrywek za nami. W przypadku niektórych zawodników można by nawet silić się na jakieś wstępne podsumowania. Jedni na pewno zadowoleni są, że wszystko toczy się po ich myśli. Entuzjazm drugich po wstępnych niepowodzeniach zapewne osłabł niczym Krzynówek goniący za piłką w pięćdziesięciometrowym sprincie. Jednak dla większości wszelkie scenariusze wydarzeń są nadal możliwe. Rozwiązań jest tak wiele, że każdy może rzec do siebie słowami typowymi dla Lecha Wałęsy: mam trzy koncepcje wyjścia z tej sytuacji i sześć wariantów.

42 km 195 metrów wynosi dystans biegu maratońskiego. W Poznaniu, rokrocznie, odbywa się on w drugą niedzielę października. Nasze miasto owinięte dwudziestokilometrową pętlą zaczyna zakorkowywać się od godzin porannych, a zatory na ulicach znikają dopiero późnym popołudniem. Na szczęście nie pokrzyżowało to harmonogramu ligowego i wszystkie mecze odbyły się o czasie.
Miło mi dodać, iż w 10. Poznań Maratonie z numerem 3063 wystartował Robert Zabel. Dystans pokonał w czasie 3h52m, aby po paru godzinach odpoczynku stawić się na dwa mecze ligowe w naszym klubie.

Kolejna edycja Ligi Snookera 12ft wystartowała z impetem. Kolejny raz nadzieje na sukces w rozgrywkach zostały rozbudzone wśród wielu graczy. U wielu z nich marzenia te upadną szybciej niż tajwańska prostytutka pada na kolana. Do tej edycji wielu przystępuje skupionych do granic możliwości, ale na jej końcu spora część z nich będzie miała psychikę rozjechaną jak most pontonowy. Jednak wśród zawodników po dłuższej przerwie od ligowych zmagań można wyczuć wzmożoną chęć rywalizacji.
Wraz z nadchodzącą Edycją Ligi Snookera pragniemy rozpocząć nową, acz jak pokazały eksperymenty całkiem ekscytującą, formę zabawy - typowanie wyników w pojedynkach ligowych. Tuż przed początkiem rozgrywek na stronie ukaże się formularz, w którym będzie należało wskazać zwycięzcę we wszystkich meczach Edycji Jesiennej 2009. Posiłkować można się na wszystkie możliwe sposoby - od wpatrywania się w herbaciane fusy, rzucanie przez lewe ramię czarnym kotem, aż po wszelakie staropolskie gusła czy wbijanie szpilek w laleczki voodoo.
PS Nagrody podobno jakieś mają być :)

Kończącą się edycję Ligi Snookera przyło nam oglądać w bardzo rozciągniętej formie. Ostatni pojedynek, który zaważył na układzie w strefie barażowej miedzy pierwszą a drugą ligą odbył się dopiero 8-go lipca. Niemniej jednak od dawna wiadomo było, że drugi raz z rzędu najlepszym zawodnikiem w klubie okazał się Wiktor Doberschuetz. Grał świetnie taktycznie, grał widowiskowo, w pełni na tryumf zasłużył.

W każdej edycji naszej Ligi przychodzi taka kolejka, że mamy więcej niespodzianek niż woda „Nałęczowianka” bąbelków. Tym, którzy pewnym krokiem zmierzali do celu, wylano na głowę kubeł wody schłodzonej niemalże do poziomu, w którym przemienia się ona w ciało stałe pod postacią lodu. Inni, na których postawiono przysłowiowy „krzyżyk”, pokazali kawałek dobrego snookera, mimo iż już nie mają istotnych targetów do osiągnięcia. Tak pokrótce wyglądały szósta i siódma runda gier.
Piąta kolejka gier za nami. Jak to starzy malarze pokojowi twierdzą, rzeczy mogą być barwne i bezbarwne. Podobnie jest z rundami gier naszej Ligi. Ta ostatnia była ciekawa, ale w drugiej lidze. W pierwszej raczej wiało nudą i wyniki, które padały nie były żadną niespodziewajką. Trzecia liga – to już inna historia…

Kolejne dwie kolejki ligowe za nami. Mecze środka edycji zazwyczaj są jedynie krokiem w kierunku realizacji jakiegoś celu – jakiego? To zazwyczaj wiadomo po ostatnich meczach. Jednak to właśnie teraz odbywają się mecze, o których zawodnicy na końcu edycji powiedzą: "gdybym wygrał(a) tego jednego frejma, gdybym wbił(a) tą jedną bilę".... Na tym etapie jednak cele poszczególnych zawodników dla osoby patrzącej z zewnątrz są nieczytelne. Pewnie dlatego jedni twierdzą, że ostatnie kolejki były porywające jak sytuacja na krajowym rynku paszowym, drudzy jednak dostrzegli ileś meczów, którymi można co najmniej się zaciekawić. Jak to zazwyczaj bywa – prawda pewnie leży pośrodku.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. My od dobrego również zaczynamy! Pierwsze dwie kolejki nowej edycji Ligi Snookera nie zostały rozegrane co prawda w pełni, ale za to w meczach, które się odbyły zabrzmiało długo wyczekiwane "wysokie C". Mało tego, odbiło się dzień później donośnym echem.
Mowa oczywiście o fantastycznych brejkach 61 Wiktora Dobreschuetza oraz 32 Filipa Siudzińskiego, które zostały wbite w drugiej kolejce.

Nowe szanse, nowe doświadczenia, nowe twarze. No i kolejne prawie trzy miesiące grania. Wszystko to przed nami. W weekend 18-19 kwietnia startuje kolejna edycja Ligi Snookera 12ft. Tym razem zgłosiło się 38 37 zawodników, czyli o dwie trzy osoby mniej niż w edycji poprzedniej. Warto wspomnieć o paru kwestiach, które będą odróżniać tą edycję od poprzednich....

Tak to jest w sportowym życiu, że czasem Bóg daje talent, ale resztę trzeba wygrać samemu. Ostatnie rozstrzygnięcia bieżącej edycji Ligi Snookera 12ft w postaci meczów barażowych wydają się być dobrym potwierdzeniem tej teorii. Pojedynki były w sumie jednostronne, ale czy wygrywali faworyci? Z tym już było różnie...

 

Łukasz Stasiak w miniony weekend potwierdził swoją dobrą dyspozycję i wygrał prestiżowy mecz, którego stawką był czempionat w 3.Lidze. Jakub Czernicki, upatrywany już dzisiaj jako jeden z kandydatów do gry w pierwszej lidze, musi się pogodzić z tym, że passa 9 spotkań bez porażki została przerwana i zadowolić się drugim miejscem.

Życie pobocza bywa czasem bardziej interesujące od tego, co dzieje się w głównym nurcie czy na szczytach. Tak pocieszają się zawsze ci, którzy z pobocza nie mają szans przebić się do czołówki. To także marna pociecha dla tych, którzy z głównej szosy zostali nagle wypchnięci na pobocze. O ile teoria ta ma rację bytu w niezliczonych sytuacjach, tak w przypadku naszej Ligi rzeczywiście pojedynkom środka tabeli tej kolejki zawdzięczamy więcej palpitacji serca, ataków apopleksji, czy uczucia nagłego maksymalnego spadku ciśnienia w kabinie, niż potyczkom o pierwsze miejsca (które nota bene również przyniosły sporo emocji). Najważniejsza informacja – wygrał Wiktor…

Droga wiodąca do zwycięstwa bywa bardzo trudna, chociaż cel wydaje się wyraźny i oczywisty. Potknięcie w końcówce rozgrywek ligowych może się okazać tym bardzo bolesnym i niewybaczalnym. W obliczu wpadek, jakie miały miejsce w przedostatniej kolejce ten edycji, zacieram ręce z radością i czekam na ostateczne rozstrzygnięcia. Będzie bardzo ciekawie...

Pozostały ostatnie dwie kolejki gier a my już poznaliśmy pewne odpowiedzi. Jednym już udało się dopiąć swego, inni nie wybronili się przed losem, który ich niestety spotkał. Emocje w siódmej rundzie gier naszej Ligi przenosiły się z meczu na mecz szybciej niż kleszcze po Bieszczadach. Co bardziej interesujące – kończyły się również niespodziewanymi wynikami.