Cykl Summer Time 2017 rozpoczęliśmy od turnieju pool bilardu. Odmiana 9 bil ściągnęła do klubu piętnastu zawodników, których podzieliliśmy na cztery, z uwagi na niepodzielną liczbę graczy, nierówne grupy. Awans do fazy pucharowej gwarantowały aż dwa pierwsze miejsca, tak więc mogliśmy od samego początku wyczekiwać niespodzianek, tym bardziej, że “dziewiątka” jest bardzo nieprzewidywalna.


W grupie A zdecydowanych faworytów brakowało. Piotr Słodzinka, rozpoczynający meczem z Danielem Kozą, zaliczył udany start wygrywając mecz otwarcia, ale już w drugiej potyczce musiał uznać wyższość Tomasza Spidera Bystrzyńskiego. Przewrotność “dziewiątki” dała znać o sobie po raz pierwszy w kolejnym meczu, kiedy to Daniel Koza ograł Spidera i w tabeli mogliśmy zaobserwować prawie idealny remis pomiędzy trzema zawodnikami. Wtedy to właśnie do gry przystąpił, nieźle spisujący się w ostatniej Lidze Poola - Krzysztof Borowczyk. Z urzędu był murowanym kandydatem do wyjścia do dalszych gier, jednakże to nie był jego dzień i ustąpił pola wszystkim trzem oponentom. W ostatnim meczu zagrał przeciwko Słodzince, który nie miał co kalkulować - musiał wygrać wysoko. Tak też się stało i to właśnie Piotr z Tomkiem awansowali do pucharówki.
W grupie B sytuacja mogła się wydawać równie wyrównana. Grający z miesiąca na miesiąc coraz lepiej Nikodem Jankowiak, mógł uchodzić za faworyta, jednakże niewiele wiedzieliśmy o Karolu Wiatraku, który od samego początku zaznaczył całkiem przyzwoity poziom wbijając partie z kija w każdym ze spotkań. Nikodem pokonał zarówno jego, jak i Roberta Łuczkowskiego w stosunku 6:2, ale w ostatnim pojedynku uległ Emilowi Mądremu w decydującej partii. To zwycięstwo otworzyło drogę Emilowi do wyjścia z grupy nawet z pierwszej pozycji - wystarczyło wygrać z Robertem Łuczkowskim. Ten jednak nie zamierzał sprzedać tanio skóry i doprowadzając do jedenastej partii ostatecznie przechylił szalę na swoją korzyść i awansował z drugiej pozycji do ćwierćfinału.
Trzecia z grup na swojej liście miała nazwisko mistrza Ligi - Tytusa Pawlaka, ale także parę ciekawych i bardzo mocnych akcentów. Jak zwykle latem przypomniał o sobie Waldemar Dębski, zagrali tu także Piotr Ptaszyński i Szymon Grewling. Niespodzianką turnieju można okrzyknąć mecz Tytusa z tym ostatnim, bowiem Mistrz przegrał w deciderze i wyrósł tuż przed meczem z Dębskim na faworyta grupy. Niestety, równa i metodologiczna gra Waldemara była zbyt skuteczną, aby dać się ograć w meczu “o życie” i to właśnie on obok Pawlaka zagrał w ćwierćfinale. Jak nietrudno się doliczyć Piotr Ptaszyński, podobnie jak Szymon Grewling odniósł jedno zwycięstwo, a że było to zwycięstwo nad Szymonem to właśnie on zajął miejsce trzecie.
Najmniej liczna grupa D miała swojego czarnego bohatera, ale może dzięki temu adrenalina w żyłach Piotra Słodzinki nie przestawała buzować już do samego końca zawodów. Wiktor Doberschuetz po wygranej w pierwszym pojedynku z Bolesławem Krzeszkiewiczem, spóźnił się na swój drugi mecz z Maciejem Szulczewskim i w wyniku tego mógł zostać nawet wyeliminowanym z turnieju. Na szczęście Bolek z Maciejem “spółdzielni” nie założyli i sportowo rozstrzygnęli kto jest lepszym. Awansowali Szulczewski z Doberschuetzem, a z uwagi na wynik bezpośredniego pojedynku Wiktor z drugiego miejsca...
...wpadając w ćwierćfinale na Słodzinkę, który w ogóle tego się nie spodziewał.

W fazie pucharowej jak to w fazie pucharowej, przegrywasz - odpadasz. Po bitwie do stanu 5:5 w systemie BO13, Doberschuetz i Słodzinka wyglądali równo, potem trochę lepiej Słodzinka, a potem trochę lepiej szczęście Słodzinki i skończyło się 7:5. W drugim meczu tym razem bardzo wyraźnie wygrał faworyt spotkania - Tytus Pawlak wyeliminował 7:3 Roberta Łuczkowskiego. Dalej, w jeszcze bardziej okazałym stylu, Nikodem Jankowiak poturbował 7:2 Waldka Dębskiego, a Maciej Szulczewski awansował do półfinału po zwycięstwie 7:4 z Bystrzyńskim.
O finał walka krótka była między Nikodemem a Maciejem. Raczej niewiele mógł zdziałać Szulczewski z rozpędzonym młodszym kolegą i uległ 3:7. W drugim meczu za to mieliśmy spektakl w maksymalnej liczbie odsłon, gdzie kolejny raz Słodzinka pokazał, że szczęście trzeba mieć wyrównując stan meczu na 6:6 oraz, że iść za ciosem trzeba wygrywając trzynastą partię.
Finał zapowiadał się smakowicie. Po krótkiej przerwie niezmordowany trudami turnieju Słodzinka korzystał w dalszym ciągu ze swojego szczęścia wygrywając pierwszą partię z kija. Drugą po szczęśliwym czyszczeniu, trzecią po fartownej przepychance, czwartą przez przypadkowo zaplanowane combo…. W każdym razie Nikodem już nie grał tak jak do tej pory i zaakcentował swoją obecność w meczu dopiero przy stanie 0:6. Wygrana dwóch partii to było jednak wszystko na ten wieczór i ostatecznie puchar za I miejsce wręczył szczęścliwemu Słodzince... Słodzinka, składając najszczersze gratulacje.

Klasyfikacji Summer Time szczęśliwy początek znajdziecie TU.