Snookerowy Cykl SummerTime pędzi na najwyższym biegu. W miniony weekend właśnie minęliśmy jego półmetek, gdy rozgrywaliśmy turniej deblowy 2vs2. Zgłosiło się do niego 15 drużyn, gdzie nieskromnie i nieco z przekąsem zauważymy, iż pod względem frekwencji bijemy rozgrywane w podobnym trybie Drużynowe Mistrzostwa Polski (2017 – 11 drużyn, 2016 – 12 drużyn). Obrońcom tytułu, drużynie Rojber i Miglanc, którzy rok temu nazywali się Szymon Grewling (Paweł Deckert, Sebastian Wawrzyniak) nie udała się sztuka ponownego zdobycia najwyższych laurów. Również ekipie Końbek (Wiktor Doberschuetz, Tytus Pawlak), którzy w przeszłości najczęściej wygrywała te zawody, nie udało się zwyciężyć w tegorocznym turnieju. W 2017 najlepsza okazała się drużyna, prezentująca dość zmienny poziom gry o znamiennej nazwie Ze Szczęściem Nie Wygrasz (Karol Szuba-Jabłoński, Marcin Jamroziak).

Najpierw należało odsiać ziarna od plew – czyli rozgrywki grupowe podzielone na cztery grupy. Pranie się do skutku we własnym sosie, by z każdej grupy wyszły dwie najlepsze drużyny do fazy pucharowej. W tej procedurze o przypadkowości, czy nadmiernym szczęściu nie mogło być mowy.

W najmniej licznej, bo trzydrużynowej grupie A „na papierze” już wszystkie wyniki były rozpisane przed pierwszym uruchomieniem białej na stole. Jako że Końbek miał patent w przeszłości na wygrywanie zawodów, walka o drugie miejsce premiowane awansem do dalszych gier miała się rozstrzygnąć między ekipami poznaniaków Turlaj Bile (Mikołaj i Maciej Stęsikowie) a szczecińskim The Muppet Show (Paweł Flantowicz, Mariusz Kukułka). Był to typowy mecz, w którym jak komuś na początku „nie idzie”, to w miarę upływu meczu „nie idzie” mu jeszcze bardziej. Muppety zdobywały pewnie punkty i patrzyły jak Stęsiki byli coraz bardziej nieporadni w nadrabianiu strat. 2:0 dla przyjezdnych szybko stało się. Co się okazało – nie wiadomo dlaczego zespół Turlaj Bile spisał już turniej na straty. Przed ostatnim meczem okazało się, że wystarczy wygrać z Końbekiem, by wrócić do gry i mieć realne szanse na wyjście z grupy. Oświecenie najwyraźniej przyszło za późno, gdyż bracia nie zdążyli się odpowiednio mocno nakręcić i skupić. Końbek przejechał ich również 2:0

Grupa B okazała się być najciekawszą w ten weekend. Obrońcy tytułu, drużyna Rojber i Miglanc poległa 1:2 sensacyjnie z outsiderami Nieobliczalni z Zadupia (Marcin Karłyk, Waldemar Manyś). Wynik ten otwarł drogę praktycznie dla wszystkich drużyn myślących o awansie. Element nieprzewidywalności stanowiła dodatkowo kaliska drużyna Amnezja Crew (Łukasz Lis, Grzegorz Sroka), której szanse w turnieju były niemożliwe do oszacowania. Szybko okazało się, że ekipa Amnezji miała trudności adaptacyjne z naprzemiennym prowadzeniem gry przez zawodników i pierwsze dwa mecze przerżnęła, mimo upolowania brejka 45. Przegrali zarówno z Nieobliczalnymi jak i Rojbrem i Miglancem, dając jednocześnie obu ekipom przepustkę do gier pucharowych. Kaliszanie odgryźli się jedynie Koziemu Dzbankowi (Daniel Koza, Marcin Dzbanuszek), ogrywając ich w „meczu o honor” 2:0.

Grupa C wyrosła na najbardziej bezkompromisową. Nie licząc mniej licznej grupy A, to właśnie wśród drużyn tej grupy nie padł żaden wynik trzyfrejmowy. Jak któraś ekipa wygrywała pierwszą partię, wygrywała z automatu drugą. Najbliżej doprowadzenia do decidera były głogowskie Gile (Jarosław Strugała, Tomasz Leśniak) w meczu z późniejszymi triumfatorami Ze Szczęściem Nie Wygrasz. Duet Szuba-Jabłoński/Jamroziak w drugim frejmie dwukrotnie znaleźli się w sytuacji, że potrzebowali dodatkowych punktów z faulu przeciwnika, by wygrać partię. Sztuka ta im się udała i dowieźli szczęśliwe 2:0 do końca. Mecz o drugą pozycję odbył się ze wspomnianymi Gilami a drużyną miejscową Wbijać Każdy Może (Nikodem i Robert Jankowiakowie). Wątpliwości nie było 2:0 dla przyjezdnych.

Grupa D zawarła w sobie najbardziej eksperymentalne składy. W przypadku rozgrywek pojedynczych zawodników, łatwiej byłoby przewidzieć ich wyniki. W momencie sparowania ich stało się to bardzo trudne. W tym enigmatycznym towarzystwie najlepiej poradzili sobie Burak z Chrzanem (Krystian Ćwikła, Maciej Szuczlewski), którzy stracili jednego frejma w meczu z Ptakassem (Tomasz Kasiński, Wojciech Ptak). Ciekawostką jest to, że tak jak w całej fazie grupowej na 21 meczów tylko czterokrotnie zanotowaliśmy mecze, gdzie trzeba było zagrać trzeci, rozstrzygający o zwycięstwie frejm, tak w trzech przypadkach działo się to z udziałem drużyny Ptakass. Z tego też powodu rozgrywki w grupie D były najbardziej zacięte. Wśród tych napiętych nerwów, stykowych partii i zajadłych pojedynków najchłodniejszym podejściem wykazała się ekipa Turbo Truskawek (Szymon Grewling, Jakub Wieliński). To oni w decydującym spotkaniu o zajęcie drugiego miejsca w grupie wygrali z Ptakassem, jakżeby inaczej – wynikiem 2:1.

Ćwierćfinały to jeden z bardziej zaciętych etapów turnieju. Tylko jedno spotkanie zakończyło się w dwóch frejmach – Burak z Chrzanem odesłał pociągiem do Szczecina The Muppet Show. Na największą niespodziankę zawodów wyrośli Nieobliczalni z Zadupia, którzy pokonali 2:1 Gili z Głogowa. Na tej fazie rozgrywek zakończyli również po wyrównanej walce obrońcy tytułu – Rojber i Miglanc przegrali 1:2 z Ze Szczęściem Nie Wygrasz.

Półfinały to dwa mecze o zgoła odmiennym przebiegu. Zapału i umiejętności zabrakło Nieobliczalnym na taką drużynę jak Końbek. Mimo ucieczki w drugim frejmie, Wiktor z Tytusem metodycznie odrobili straty i zakończyli spotkanie po dwóch frejmach swoim zwycięstwem. W drugim półfinale Szuba-Jabłoński z Jamroziakiem ponownie męczyli się w trzech partiach – tym razem z Ćwikłą i Szulczewskim. Spotkanie obfitowało w kilka punktów zwrotnych, co okazało się bez znaczenia, gdyż mecz skończył się na ostatniej czarnej. Czarnej, którą wbili Ze Szczęściem Nie Wygrasz.

Finał, który był rozegrany w godzinach późnowieczornych, by nie powiedzieć nocnych, był jednym z bardziej nietypowych spotkań całego turnieju. Każda trzeźwo oceniająca swoje szanse drużyna obawiałaby się starcia z Końbekiem, gdyż Wiktor z Tytusem najwyraźniej posiadali sekretny patent na wygrywanie zawodów deblowych. Nie wygrywali jedynie wówczas, gdy nie brali udziału w turnieju. Póki co się scenariusz sprawdzał – ponownie zameldowali się w finale, co nikogo nie dziwiło. Tymczasem przebieg pierwszego frejma mógł nieco dziwić. Jamroziak z Szuba-Jabłońskim powoli, ale konsekwentnie powiększali swoją przewagę. Pawlakowi i Doberschuetzowi partia powoli wymykała się z rąk i w momencie poddania w ich głowach zapewne kiełkował plan, by spotkanie przejąć od drugiego frejma. Druga odsłona pojedynku spowodowała, że mecz finałowy był jednym z łatwiejszych rozgrywanych tego weekendu przez ekipę Ze Szczęściem Nie Wygrasz. Końbek w ogóle nie zaistniał w drugim frejmie i stanowił tylko tło dla poczynań przeciwników. Przy stanie 70:0 dla Jamroziaka i Szuba-Jabłońskiego poddano partię. Dla Doberschuetza i Pawlaka pozostało jedynie pocieszać się faktem, że zostali zwycięzcami klasyfikacji brejków z wbiciem we wcześniejszej fazie turnieju na poziomie astronomicznych 74 punktów.

Licznie obsadzony turniej spowodował duże zamieszanie w rankingu SummerTime. Pozycji nie zmienił jedynie lider. Cykl rozgrywek letnich dobił do półmetku, a w klasyfikacji mamy już 70 nazwisk. Kolejne zawody już w ten weekend – do 12ft Cup przyjmujemy zapisy do czwartku 3.08 do godziny 21:00. Serdecznie zapraszamy!