Terra Incognita. W niedzielę wkroczyliśmy na ląd nieznany. Teoria to jedno – ale zastosowanie jej w praktyce to drugie. Dopiero na żywo zaczęliśmy tworzyć zręby czegoś, co można nazwać taktyką. Dopiero przy stołach można było zweryfikować, czy nasze założenia dotyczące ryzyka, oceny sytuacji, czy umiejętność adaptacji do gry przeciwnika były prawidłowe i jakie dawały efekty. Bilardowi podróżnicy Cyklu SummerTime dotarli na jeden z ostatnich nieokrytych lądów na mapie bilardowych sportów – odmianę 14/1.

Środek lata, sezon urlopowy w pełni oraz obawa przed nowością i przed nieznanym – te czynniki zapewne spowodowały, że niedzielny turniej 14/1 był zawodami z najmniejszą frekwencją ze wszystkich dotychczasowych bilardowych imprez tegorocznego Cyklu SummerTime. Do zawodów zgłosiło się 11 śmiałków. Jako, że towarzystwo zostało podzielone na dwie grupy, szykowało się sporo grania. Rozegraliśmy w sumie 28 spotkań.  Rozstawienie w grupach nastąpiło na podstawie aktualnej klasyfikacji bilardowej SummerTime. Wówczas naszym oczom okazał się obraz, który jeszcze przed pierwszym meczem zapowiadał ciekawy turniej. Kandydatów do wyjścia z grupy było zazwyczaj ponad dwukrotnie więcej niż miejsc do awansu do fazy pucharowej. A wychodziło po dwóch.

Grupa A w tym względzie prezentowała się elektryzująco. Miała ona w składzie:
- aktualnego lidera rankingu SummerTime i finalistę poprzedniego turnieju – Macieja Szulczewskiego
- siedmiokrotnego zwycięzcę Ligi Pool Bilarda 12ft – Tytusa Pawlaka
- zwycięzcę trzech zeszłorocznych bilardowych turniejów i Finału SummerTime – Waldemara Dębskiego
- zaliczającego co jakiś czas finał czy nawet wygrany turniej, lub podium w Lidze Pool Bilarda 12ft – Piotra Ptaszyńskiego
- i najmniej utytułowanego Emila Mądrego – solidnego pierwszoligowca, wiecznie pretendującego do walki o podium.

Co ciekawe, to wcale nie Emil zajął ostatnie miejsce w grupie, choć to on brał udział w meczu, który zakończył się największą różnicą punktową. W swoim drugim spotkaniu uległ aż 5:50 Waldemarowi Dębskiemu.

Najbardziej zacięte mecze w grupie A odbywały się zazwyczaj z udziałem Tytusa Pawlaka. Dwa z jego czterech spotkań kończyły się różnicą zaledwie czterech punktów. W obu musiał odrabiać straty, by na ostatniej prostej prześcignąć przeciwników. Najpierw uczynił to w spotkaniu otwierającym, gdzie pokonał 50:46 Piotra Ptaszyńskiego. Drugi taki wynik padł w meczu kończącym rozgrywki grupowe, gdzie identycznym rezultatem pokonał Waldemara Dębskiego. Właśnie to ostatnie spotkanie zadecydowało, że Tytus zajął pierwsze miejsce w grupie kosztem właśnie Waldemara.

Zacięte spotkanie również rozgrywało się między Maciejem Szulczewskim a Emilem Mądrym. Toczone niby w luźnej atmosferze, panowie grali o to, kto będzie czerwoną latarnią grupy A. Z szerszego punktu widzenia, spotkanie to też było istotne z powodu punktów rankingowych w klasyfikacji SummerTime – brak zwycięstwa w grupie powoduje przyznanie jedynie połowy punktów za daną pozycję. Jak już się domyślacie – obronną ręką ze starcia wyszedł Emil. 50:44 dla niego.

W grupie B rozstawienie według rankingu dało efekty, których z założenia się spodziewaliśmy. Grono zawodników było mocno zróżnicowane, mimo że do tej grupy trafiło dwóch bilardzistów niesklasyfikowanych wcześniej w naszych rozgrywkach letnich. O tym, że rozgrywki w tej grupie będą przebiegać niestandardowo przekonaliśmy się dość szybko, kiedy Marcin Jamroziak pokonał zwycięzcę poprzedniego turnieju – Karola Wiatraka. Drugim, oprócz Jamroziaka zawodnikiem, który nie grał wcześniej w letnich rozgrywkach był Piotr Kurek. Również on nieźle namieszał – również on pokonał Wiatraka, tym samym spychając go na dalekie, miejsce czwarte w grupie.
Karol umiał utrzymać się jednak w grze o awans. W bardzo ciekawym spotkaniu z Wiktorem Doberschuetzem w końcu odgryzł się. Po dwóch porażkach przyszła kolej na zwycięstwo Wiatraka z – jak się miało okazać – końcowym zwycięzcą grupy B. Wyrównane spotkanie, brak taktyki typu „koko dżambo i do przodu”, spore zabarwienie taktyczne – w ten sposób po stykowym przebiegu meczu Karol wygrał 50:46.

Środkowa część tabeli była mocno wyrównana. Zarówno Wiatrak, Kurek jak i Jamroziak mieli po trzy zwycięstwa. O ostatecznej kolejności zadecydowały starcia pomiędzy nimi, czyli „mała tabela”. W niej okazał się być najlepszy Jamroziak, gdyż wygrał zarówno z Kurkiem jak i Wiatrakiem.

Oba mecze półfinałowe miały podobny przebieg. Każdy z czterech półfinalistów starał się prowadzić ostrożną grę i nie pozwolić na zbytnią ucieczkę przeciwnikowi. Zarówno mecz Jamroziak-Pawlak jak i spotkanie Dębski-Dobeschuetz kończyły się podobnymi wynikami. Jamroziak wygrał 9 oczkami a Dębski 11, z tą różnicą, że w przypadku tego drugiego, wygrana przyszła wraz z decydującym ciosem, jakim był Waldemara brejk 14, kończący spotkanie.

Co ciekawe, do ostatniego meczu zawodów awansowali zawodnicy, którzy wyszli dopiero z drugiego miejsca ze swoich grup. Liderzy zostali wycięci w pień rundę wcześniej. Mecz finałowy pomiędzy Waldemarem Dębskim a Marcinem Jamroziakiem można podzielić na trzy zasadnicze etapy. Początkowo to wyglądało jak wyrównany półfinał z remisem oscylującym w okolicach dwudziestukilku punktów. Następne Dębski zaczął „odjeżdżać” rywalowi kilkupunktowymi brejkami, gdzie ten drugi popełniał błąd taktyczny, zbyt szybko próbując otwierać sobie zblokowane grupy bil. W ten sposób, Jamroziak myląc się, zostawiał punkty do wbicia Waldemarowi, który niestety nie odwdzięczał się tym samym. Ostatnia faza to moment, gdy Dębski przekroczył barierę 60 punktów i została mu ostatnia prosta do wygranej. Wówczas Jamroziak zmienił nieco podejście i zaczął niwelować ponad trzydziestopunktową stratę. Waldemarowi, mówiąc kolokwialnie w końcówce „nie żarło”, więc zaczął tracić przewagę. Była ona jednak tak duża, że spokojnie dowiózł zwycięstwo a rywal odrobił tylko część straty. Waldemar Dębski w pierwszym turnieju 14/1 w 12ft zwycięża w finale Marcina Jamroziaka rezultatem 71:53. Gratulacje!