Niewtajemniczona osoba z zewnątrz, przy pierwszym zetknięciu się z nazwami drużyn, które startowały w miniony weekend w Team Grand Prix najprawdopodobniej pomyślałaby, że biorący w nim udział są pacjentami ośrodka dla umysłowo chorych, ze szczególnymi zaburzeniami osobowości. Sam byłem świadkiem, jak niczego nieświadomy gość naszego klubu głośno skomentował - „Nie szukaj drogi, znajdziesz ją w sercu? To pewnie jakiś ksiądz wymyślał.” I o ile nie ma żadnych zastrzeżeń co do tego, czy duchowny może grać w snooker, o tyle taka interpretacja tej nazwy daleka jest od prawdy. Może po przeczytaniu tego artykułu zrozumie, żeby nie oceniać książki po okładce?

GRUPY
DRABINKA

LISTA BREJKÓW

 

 


Dwie nierówne grupy, dziewięć drużyn i nieskończona ilość możliwych scenariuszy. Jako pierwsze przekonały się o tym „Kobra Team” (w składzie Marcin Michałowski, Łukasz Tomaszyk i Roman Szymkowiak) oraz „Trick Shot Lwówek” (Marcin Karłyk, Dominik Hirsz, Filip Ratajczak), które rozegrały swoje wszystkie mecze bez chwili wytchnienia. Ani taktyka Kobry, ani sztuczki Lwówczan nie potrafiły zapewnić im zwycięstwa w żadnym meczu, choć trzeba przyznać – walczyli jak lwy.
Sobotnie losy grupy B rozstrzygnęły się dosyć szybko. „Uniwersytet 3-go wieku” (Tomasz Kasiński, Wojciech Ptak, Tadeusz Miężalski) po zwycięstwach nad reprezentacją z Lwówka oraz „Poznańskimi Rojbrami” (Paweł Deckert, Tomasz Bystrzyński, Andrzej Jachniewicz) mieli praktycznie zagwarantowane wyjście z grupy, a to dzięki dosyć solidnemu bilansowi punktów. Drugie miejsce w grupie wyłoniło niedzielne spotkanie łobuziaków i „Kijołamaczy” (Mikołaj Stęsik, Maciej Stęsik, Nikodem Jankowiak), w którym to raczej Rojbry łamały kije próbując powstrzymać przeciwników od zdobycia trzeciego skalpu w swojej grupie. Gdyby im się powiodło mogli by nieźle narozrabiać…
Grupa A, po pierwszym dniu turnieju, to była jedna wielka niewiadoma. „Młodzi Gniewni” (Tomasz Sobczak, Przemysław Tic, Maciej Śniegowski), „Opór jest daremny” (Marcin Jamroziak, Michał Bartkowiak, Łukasz Bartkowiak), „Nie szukaj drogi, znajdziesz ją w sercu” (Wiktor Doberschuetz, Tytus Pawlak, Piotr Słodzinka) – wszystkim udało się pokonać Kobrę. Potem natomiast dla Gniewnych opór okazał się daremny, za to apostołowie piosenek Kultu pokazali, że mogą oprzeć się każdemu. Dwie drużyny, z dwoma zwycięstwami na koncie, a lepsza wyłoniona w bezpośrednim pojedynku. Więc w czym problem?
No właśnie „Nie ma problemu” (Piotr Gazda, Marcin Smorawski, Rafał Zimniak). Bezproblemowo przyjęli walkower od Kobry, a sami okazali się problemem nie do przekroczenia dla większości grupy. Najpierw pozbawili Gniewnych złudzeń, potem przyjęli lekcję pokory od „kultowej trójki” by ostatecznie udaremnić aspiracje Oporu do wyjścia z grupy. Warto w tym miejscu nadmienić, że pojedynek ten rozstrzygnięty został w tylko „jednym frejmie” - jako że trójkąt czerwonych przywrócony był raz, tylko po to, by jedno wbicie później ogłosić półfinałowe pary.
Oba mecze można w ciekawy sposób opisać. Pojedynek Uniwersytetu z Kultowymi był jak klasyczny, romantyczny dramat. Pomimo odważnych, i często udanych prób bohater nie może odnaleźć drogi do zwycięstwa, i ostatecznie zostaje pokonany. Dla „Uniwersytetu 3-go wieku” nie skończyło się aż tak tragicznie – mogą być dumni ze zdobycia pucharu za trzecie miejsce.
Starcie Łamaczy z Bezproblemowymi było zbudowane według klasycznego schematu hollywoodzkiego filmu. Napięcie wzrastało z każdą sekundą, aż do momentu, w którym obie drużyny były o bilę od zwycięstwa, a widownia siedziała jak na szpilkach. „Kijołamacze” zameldowali się w finale z błyskiem determinacji w oku, a „Nie ma problemu” zabrali puchary do domu.
Jak na ostateczne rozstrzygnięcie przystało, nie obyło się bez krwi i potu. Dwa dni rozgrywek stanowczo dały się zawodnikom we znaki, nie mówiąc już o tym, że sama rozgrywka trwała trzy godziny. Po długiej i wyczerpującej batalii to Wiktor, Tytus i Piotr mogli wznieść okrzyki zwycięstwa i odebrać zasłużone trofeum. Z tych zawodów wyszli niepokonani.
Team Grand Prix różni się od innych turniejów. Nie tylko formą, ale również podejściem zawodników, ich zaangażowaniem i partycypacją. Jedni działają w sposób bardziej federalny – zagrać swoje, a wspólnie zbierać laury. Z drugiej strony są unioniści – chcą być wsparciem i pomocą dla drużyny, czasem nawet wspólnymi siłami wychodzić z trudnych snookerów! Każda droga jest słuszna dopóki prowadzi w dobrym kierunku. Od tegorocznych zwycięzców nauczyliśmy się gdzie jej szukać.