Wczesnym rankiem, w niedzielę, wykonałem próby dźwiękowe na dwóch komputerach ustawionych przy stołach snookerowych. Z ulgą stwierdziłem, że oba brzmią dostatecznie głośno, aby nikt nie miał wątpliwości, że cenne 20 sekund przeznaczonych na strzał właśnie dobiega końca. Równo o 9:00 rozpoczęliśmy grać.
Osiem grup po trzech zawodników, 30-to minutowe mecze i walka o dwa miejsca premiowane awansem. Przez 13 godzin bez przerwy, nie wliczając skromnych, parominutowych pauz przeznaczonych na zmianę sędziego i rywalizujących par miało wystarczyć na wyłonienie zwycięzcy turnieju ShootOut. Siódmy raz z rzędu, nieprzerwanie od 2011 roku mamy okazję jako jedyni w Polsce wyłaniać snookerowego “demona prędkości”. Jak co roku jestem ciekaw, czy teza, iż ShootOut jest odmianą nie dla tych co szybko wbijają ale dla tych co szybko myślą, będzie miała przełożenie na poziom klubowy.

GRUPY
DRABINKA
LISTA BREJKÓW

Przez cały turniej dało się zauważyć jedną regułę - rzeczywiście zawodnicy słynący z wolnej gry mieli największe problemy. Okazało się, że nie nieskuteczność we wbijaniu, a brak czasu na długie mierzenie i piórkowanie po kilkanaście razy skutecznie wytrąca z rytmu. Niemniej, największą niespodzianką turnieju było zakończenie gry na poziomie grupowym utalowanej bilardzistki - Kingi Pietrzak, która kolejny raz w te wakacje przyszła w towarzystwie Krystiana Ćwikły pobawić się na 12-to stopowym stole. Wygląda na to, że zapłaciła jednak frycowe w pojedynku z Mikołajem Stęsikiem przegrywając różnicą aż 35 punktów, ale w starciu z rutynowanym Tomaszem Leśniakiem miała szansę na zwycięstwo. Jednak samo pokonanie Tomka nie wystarczyłoby i tak do wyjścia z grupy - Kinga musiałaby wygrać różnicą aż 21 punktów aby dzięki bilansowi punktów pokonać Stęsika. Układ taki był możliwy tylko dzięki bardzo wysokiemu zwycięstwu Leśniaka nad Stęsikiem (107:57).
Miłą niespodziankę z kolei sprawił Marcin Karłyk, który bezapelacyjnie był najlepszy w grupie A. Pokonał Rafała Zimniaka i Szymona Grewlinga, a najdobitniej jego przewagę pokazują różnice punktowe - odpowiednio 34 i 48 punktów. Świetnie spisał się także Maciej Szulczewski, któremu z tygodnia na tydzień przybywa pewności. On z kolei wygrał grupę D ogrywając Marcina Dzbanuszka i Jakuba Wielińskiego.
Bardzo ciekawie zapowiadały się pomiędzy trio Śniegowski - Jankowiak - Gazda. Przed zawodami wydawało się, że nie powinien mieć żadnych problemów drugi z panów, bowiem z pewnością zawodnikiem jest najszybszym w tej trójce. Prym jednak wiódł Piotr Gazda, który umiejętnie wykorzystywał przewagę, która kreowała się albo przez wybuchowy temperament Nikodema, albo przez wrzucającego wyższy bieg Macieja.
Najlepszym meczem dnia okazał się mecz Sebastiana Wawrzyniaka z Krystianem Ćwikłą. Jeszcze chwilę przed końcem meczu wszystko wskazywało na to, że grający bez kompleksów Wawrzyniak wygra mecz, ale właśnie wtedy ze straty 15 punktów i ciężkich opresji wybrnął pięknym brejkiem 23 punktowym jego przeciwnik. Na domiar złego Sebastianowi nie szło wbijanie sekwensu kolorów, na którym pojawiła się jeszcze szansa zmiany prowadzącego, i ostatecznie pojedynek zakończył się 82:92 dla Ćwikły

Pary 1/8 gotowe były tuż przed 17:00. Rozpoczęli Krystian Ćwikła z Nikodemem Jankowiakiem oraz Tytus Pawlak z Wojciechem Ptakiem. W pierwszej parze szybkie wbijanie zdecydowanie łączyło się z szybkim myśleniem, a w tej sztuce swoją dominację Krystiana podkreśla przewaga aż 60 punktów w ostatecznym rozstrzygnięciu. W drugiej, pachniało sensacją. A zapach był tak piękny, że aż pewnie do dziś unosi się w powietrzu. Jednak jak to zwykle bywa, tam gdzie w decydującym momencie szale przechyla doświadczenie lub wysiłek niweczą nerwy. Tym razem swojej szansy nie wykorzystał Wojtek Ptak i zaledwie 4 punktami, ale jednak uległ Tytusowi.
W kolejnych parach kontynuował swoją dobrą grę Maciej Szulczewski i odesłał do domu Kazimierza Czerneckiego, a Mikołaj Stęsik bez większych problemów pokonał dobrze spisującego się tego dnia Marcina Karłyka.
Dolna część drabinki była zdecydowanie bardziej wyrównana, a przynajmniej wskazują na to wyniki pojedynków. Po bardzo zaciętym meczu wygrał Marcin Dzbanuszek z Tomaszem Kasińskim. Jako zwycięzca miał zagrać z lepszym w pojedynku Piotr Gazda - Sebastian Wawrzyniak. Tu, kolejny raz obaj panowie potwierdzili swoją dobrą dyspozycję i żaden z nich nie uzyskał wyraźnej przewagi przez ponad 20 minut. Dopiero w końcówce spotkania lepszym okazał się drugi z wymienionych i w 30 minucie uzyskał przewagę 20 punktów.
Nieźle wyglądał pojedynek Rafała Zimniaka z Tomkiem Leśniakiem. Panowie punktowali regularnie i rozstrzygnięcie przyniosły ostatnie sekundy meczu, kiedy to Leśniak zdołał odskoczyć na 10 punktów i utrzymał tę przewagę dzięki dobrej grze taktycznej. Ostatnim ćwierćfinalistą, po bardzo taktycznej rozgrywce z Panem Pawłem Deckertem, został Piotr Słodzinka.
To właśnie on zagrał z Tomkiem Leśniakiem. Mimo wyrównanej gry z początku spotkania ostatnie 5 minut było wręcz zabójcze w wykonaniu głogowianina. Świetna celność, dobre pozycjonowanie i ze Słodzinki nie było co zbierać.
Znacznie większy łomot sprawił Marcinowi Dzbanuszkowi Sebastian Wawrzyniak, Przewaga 65 punktów oddaje różnicę w grze tych snookerzystów. Z resztą, pozostałe mecze pokazały, że nie tylko Marcin trafił słabszą chwilę w ćwierćfinale. Podobnie Mikołaj Stęsik musiał uznać wyższość Tytusa Pawlaka, a i Maciej Szulczewski wyraźnie odstawał w pojedynku z Ćwikłą.

Akurat spokój Krystiana nie został zmącony już ani przez chwilę tego dnia, bo w półfinale rozbił Pawlaka wygrywając 139:52, a przy okazji wbił brejka turnieju w wysokości 64.
Przeciwnikiem w ostatnim meczu, miał się stać autor prawie sensacji z rozgrywek grupowych - Sebastian Wawrzyniak pokonał po bardzo sympatycznym dla oka meczu Tomka Leśniaka.

Finał pełen walki, ale zgoła odmienny od tego co działo się w poprzednim spotkaniu Sebastiana i Krystiana. Tym razem utytułowany poolista zyskał szybko przewagę parudziesięciu punktów i już do końca meczu raczej szukał okazji na wysokiego brejka kontrolując grę do końca. 150:101 dla Ćwikły i drugi, po zwycięstwie w Bilardzie Angielskim, puchar tego lata trafił w jego ręce. Czy teza, iż szybkie myślenie w ShootOucie jest ważniejsze od szybkiego wbijania sprawdziła się w przypadku tryumfatora? Któż to rozstrzygnie, jeśli oba atuty były po jego stronie w każdym z pojedynków...

I jeszcze na koniec dziękuję wszystkim za sumienne odsędziowanie spotkań, do których zostali wyznaczeni mimo, że było im to czasami nie w smak.