Życie w Poznaniu wraca do szarej rzeczywistości. Kończy się okres urlopowo-wakacyjny, studenty się zjeżdżają, na wieczorne piwo nad Wartą powoli się robi za zimno. W 12ft również dobijamy do finiszu letnich rozgrywek. Minionej niedzieli piękną klamrą spięliśmy poolbilardowe rozgrywki ostatnich trzech miesięcy – rozegraliśmy Finał SummerTime. Przewidziany był dla najlepszej szesnastki rankingu letniego. Życie jednak zweryfikowało plany organizatorów, gdyż odwagę na pokazanie swych umiejętności w tym elitarnym gronie znalazło tylko 13 zawodników. Reszta psychicznie nie udźwignęła presji związanej z koniecznością pojawienia się na zawodach.

Gdyby wszystko było idealne, skład i pierwsza runda turnieju finałowego byłaby łatwa do przewidzenia. W teorii pierwszy zawodnik z rankingu mierzy się z szesnastym. Drugi z piętnastym. Trzeci z czternastym itp. Jednak gdy okazało się, że nie niektórzy bilardziści z pierwszej szesnastki mają inne plany na niedzielę, lista zaczęła się przesuwać i do samej publikacji drabinki skład zawodów był tajemnicą.

Formuła zawodów rokrocznie przypada do gustu zawodnikom i ci z niższych pozycji rankingu upatrują w niej swojej szansy. Co się okazuje – uzasadnienie. Gwoli przypomnienia – ten bilardzista w parze meczowej, który był niżej w rankingu dokonywał wyboru odmiany, w którą miał się toczyć mecz. Wybierano pomiędzy 8 bil, 9 bil i 10 bil. Oj wybierano. Ci, którzy wiedzieli, że do przeciwnika może brakować im nieco umiejętności, wybierali odmianę, w której szczęśliwe czy przypadkowe wbicia mogą im znacznie pomóc – ergo 9 bil. Ci z kolei, którzy wiedzieli, że przeciwnik lubi grać szybko efektownie, wybierali bardziej zamulającą odmianę, a więc 8 bil. W 10 bil nikt grać nie chciał -  interesowała ona jedynie grono pasjonatów wąskie niczym grupa fanów uprawiania seksu w ruchomych piaskach. Zagrano w nią raz.

Pierwsza runda, czego raczej nietrudno się domyślić, przyniosła pojedynki skrajnie różne. Najszybciej z przeciwnikiem poradził sobie Karol Wiatrak, odpalając z turnieju zawodnika z listy rezerwowej – Bolesława Krzeszkiewicza. Bilardowy senior zdołał urwać dwie partie młodej strzelbie w odmianie 8 bil. Mnóstwo emocji przyniosło spotkanie Emila Mądrego z Szymonem Grewlingiem rozgrywane w tej samej odmianie. Emil prowadził spotkanie w taki sposób, że zwycięstwo zbliżało się do niego w sposób systematyczny, komfortowy i niezagrożony. Tak się działo do momentu stanu w meczu 7:3. Wówczas resztami rozpaczy podpartymi jakimiś tam jednak umiejętnościami Szymon uruchomił pościg. Wygrał kolejne trzy partie. Gdy wbił poprawnie ósemkę w kolejnej odsłonie nastąpił dramatyczny zwrot akcji niczym w odcinku finałowym „Gry o Tron”. W łuzie wylądowała biała. Zamiast remisu 7:7 i decidera, tym pokracznym harakiri Grewling oddał partię a przez to i mecz. 8:6 dla Mądrego.

Najbardziej zaciętym spotkaniem turnieju finałowego był jednak mecz pierwszej rundy grany w „dziewiątkę” pomiędzy Leszkiem Antczakiem a Piotrem Ptaszyńskim. Spotkanie to zanim się już rozpoczęło, miało swoją bogatą historię. Byliśmy o włos od przyznania walkowera, gdyż Antczak po opublikowaniu drabinki zapowiedział oddanie walkowera z powodu niespodziewanych planów osobistych. Sprawy jednak udało się poukładać na tyle, że udało mu się pojawić w klubie na czas pojedynku. Upartość w porządkowaniu spraw była widoczna u Leszka podczas gry. Piotr większość czasu uciekał mając zawsze przewagę przynajmniej jednej partii – Leszek ciągle gonił. Dopiero na ostatniej prostej udało mu się przegonić wymęczonego już rywala. Spotkanie skończyło się po maksymalnej liczbie partii przewidzianych na grę w 9 bil – Antczak zwyciężył 10:9.

robert
Robert Łuczkowski

Z jednej strony mieliśmy zacięte zwarcie Antczak-Ptaszyński. Na przeciwległym biegunie mieliśmy egzekucję w parze Łuczkowski-Szulczewski. Był to zdecydowanie najszybszy mecz turnieju. Spotkanie, na które było przeznaczona 1 godzina i 45 minut odbyło się tak szybko, że mieliśmy trudności z ustaleniem jego długości. Skończyło się na szacunkowych 20-25 minutach. Prawdopodobnie trudniej jest dziecku odebrać lizaka niż Maciejowi Szuczlewskiemu w tym meczu zabrać partię. Wszystkie 10 Robert Łuczowski wziął jak swoje. Kompletnego blamażu Maciej uniknął, gdyż udało mu się wygrać jakimś cudem jedną partię. Na taki dysonans poziomu gry zawodników wziął się z kilku rzeczy. Skrajna indolencja strzelecka Szulczewskiego pogłębiająca się z upływem czasu z jednej strony a z drugiej pewność w grze Łuczkowskiego, skuteczność we wbijaniu w postaci chociażby dwóch partii z kija, sporo szczęścia i zapewne przychylna koniunkcja planet w Układzie Słonecznym. To był już ćwierćfinał.

Na etapie ćwierćfinałów dołączyli do turnieju zawodnicy najwyżej rozstawieni. Dwóch z nich odpadło od razu. Pierwszym był Szulczewski a drugim turniejowa jedynka – Tytus Pawlak. W meczu z Marcinem Jamroziakiem mieliśmy wspomniany wcześniej wyjątek – to jedyne spotkanie w turnieju rozegrane w 10 bil. Spotkanie, które notowało kilka remisów. Przy stanie 6:3 dla Jamroziaka wydawać by się mogło, że jest już „pozamiatane”. Pawlak jednak z niejednego pieca chleb jadł, co udowodnił i doprowadził niedługo do remisu. To był jednak łabędzi śpiew – kolejnej ucieczki Jamroziaka nie powstrzymał – przegrał to spotkanie 7:9.

Na turniejową niespodziankę numer 1 wyrósł Leszek Antczak. Po ciężkim meczu otwierającym z łatwością poradził sobie z Karolem Wiatrakiem, ogrywając go 10:6. Tendencja coraz lepszej gry została utrzymana w półfinale z Marcinem Jamroziakiem. Postawił on mało wymagające warunki Antczakowi, niczym Francja w wojnie z faszystowskimi Niemcami. Ten systematycznie czyścił stół z odpowiednich bil. Leszek sprawił niezłe lanie przeciwnikowi ogrywając go 8:2.

jankowiak
Zwycięzca SummerTime 2017 - Nikodem Jankowiak

W drugim półfinale z turniejem w końcu pożegnał się autor największej ilości partii z kija - Robert Łuczkowski. Mimo że poczęstował on przeciwnika tą swoją specjalnością, to na Nikodemie Jankowiaku nie zrobił ten fakt większego wrażenia. Wybór odmiany 9 bil, która wyraźnie leżała Robertowi przez cały turniej, nie pomógł mu zbytnio w tym meczu. Jankowiak szybko przekwalifikował się z ćwierćfinałowej „ósemki” na półfinałową „dziewiątkę”. Dość szybko zaczął zostawiać przeciwnika w tyle. Skończyło się na 10:6

Finał to z jednej strony faworyt. Z drugiej zawodnik, z listy rezerwowej, który w ogóle miał nie zdążyć na turniej. Ten drugi wybiera „dziewiątkę” jako pole do rozgrywki finałowej bilardowego Finału SummerTime. Wybór, który miał mu pomóc, pomógł jego przeciwnikowi. Nikodem Jankowiak w stylu dość podobnym do półfinału prowadził ostatnie spotkanie turnieju. Szybko zdobył przewagę rozciągniętą do dramatycznych dla Antczaka rozmiarów. Stan 9:2 nie dawał Leszkowi solidnych podstaw do myślenia o zwycięstwie w meczu. Nikodem chciał szybko zakończyć pojedynek, decydując się na beztroskie i ryzykowne wbicia. Efektem tego były jednak trzy kolejne wygrane Leszka. Przy stanie 9:5 Jankowiak jednak się opanował i postawił kropkę nad i. Nikodem Jankowiak zwycięzcą Finału SummerTime 2017! Gratulacje.

Dziękujemy wszystkim zawodnikom za udział w zabawie w każdym turnieju. Przyniosły one wszystkim również wiele emocji. Bilardowe letnie rozgrywki dobiegły końca. Przed nami krótka przerwa – w kalendarium klubowym można zauważyć już jesienną edycję Ligi Pool Bilarda 12ft. Zapisy przyjmujemy do 3 października a pierwsza kolejka rozgrywana jest w weekend 7-8 października. Z informacji organizacyjnych – symbolicznie, bo o 10 zł wzrosła opłata startowa.