Turnieje Noworoczne, oba, bo rozgrywamy zarówno w pool bilard jak i w snookera, są dla nas preludium przed zimowymi edycjami ligowymi. Korzystamy z przerwy świąteczno-noworocznej i w pierwszy weekend stycznia aplikujemy naszym stęsknionym klubowiczom możliwie największą dawkę emocji.


SNOOKER

Drabinka
Brejki

W zeszłym roku zgromadziliśmy w turnieju snookerowym aż 28. zawodników, co w założeniu, że rozpoczęliśmy od etapu rozgrywek grupowych, zdawało się wyczerpywać nasze możliwości organizacyjne w turnieju dwudniowym. Istotnie, tak było, ale przekonać mogliśmy się o tym dopiero w tym roku, bo tym razem lista nazwisk zwiększyła się aż do 39! Siłą rzeczy, Wampir nie był w stanie rozpisać grup i drabinki tak, abyśmy nie zaczynali gier o 6:00 rano, więc rozegraliśmy tradycyjne KO.
Na starcie oprócz klubowiczów, stanęły także zastępy szczecinian, a wśrod nich Paweł Flantowicz, Maciej Relich, Jacek Mark, Mariusz Kukułka - wszyscy dobrze nam znani czy to z Ligi, czy to z cyklu Summer Time, że nie wspomnę o krajowym podwórku. Do tej zacnej grupy dokoptowały jeszcze dwie, stosunkowo nowe na wielkopolskim podwórku, twarze - Remigiusz Olender i Paweł Farynowski. Przybył też dobrze znany torunianin - Jacek Kubicki.
Najlepsze jednak, zostawiłem na koniec. Mieliśmy także dwóch gości, których nikt się nie spodziewał, a już napewno nie w Turniejach Noworocznych. Zaszczycili nas, bo jakże inaczej to ująć, Radosław Babica (Rokietnica) oraz Rafał Jewtuch (Warszawa). Sylwetek obu panów przybliżać nie trzeba fanom sportów bilardowych, jednakże jeśli ktoś nie skumał, to w klubie za sprawą tych dwóch nazwisk “znalazło się” sporo medali ME we wszelakich odmianach pool bilardu oraz bez liku tytułów Mistrza Polski, że o mniejszych osiągnięciach wspominać już nie będę, bo zwycięstw w turniejach najwyższych krajowych kategorii nawet nie zdołałbym policzyć.Nic więc dziwnego, że towarzystwo zgłoszonych do zawodów podzieliło się na dwie części - pierwszą, która drżała, żeby na jednego z mistrzów nie trafić, oraz drugą, która oddałaby (gdyby była w ich posiadaniu) pół królestwa i córkę za żonę temu, kto pozwoliłby im z nimi zagrać. Byli i tacy, którzy chcieli też po prostu z nimi porozmawiać, bo niecodziennie można zobaczyć na żywo ulubionego (tu ściemniłem) komentatora Eurosportu czy jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich bilardzistów. O autograf nikt jednak nie prosił, piszczących fanek nie było (trochę Jewta na to narzekał prawdę mówiąc),a wielu rodzimych zawodników chciało się z nimi spróbować w grze.
Formuła Turnieju Snookera była jednak nieubłaganą, mistrz czy nie mistrz, o rozstawieniu zadecydowało losowanie. Radosław Babica trafił w swoim pierwszym meczu na Marcina Dzbanuszka. Przyzwyczajeni byliśmy do poczynań Krystiana Ćwikły i Szymona Dudy, uznanych w Poznaniu zawodników “poolistów”, którzy nie cofają się przed żadnym atakiem, budują brejki, wbijają i demolują przeciętnych klubowych grajków. Tu jednak, Babica rozpoczął bardzo ostrożnie, nie czując stołu ani bil, jakby nie wiedział jak się w snookera gra. I rzeczywiście, w czasie turnieju padały z jego strony nawet pytania o przepisy gry. Paru z przeciwników Radka było tuż tuż od wyrwania mu partii, czy nawet wygrania meczu, ale pierwszym zagrożeniem, po zwycięstwach z Dzbanuszkiem i Stacharzakiem, był w 3. rundzie Krzysztof Górniak. Udało mu się zagrać dobrze w jednej partii, ale rozbrat ze snookerem był nader widoczny i to było wszystko, na co stać było w tym meczu Krzysia. W deciderze tego spotkania Babica już wiedział jak grać bezpiecznie i jak się asekurować w ataku, a z meczu na mecz obserwował stół coraz baczniej i coraz lepsze wyciągał wnioski.
Tymczasem Rafał Jewtuch, rozpoczął turniej od rundy 2. Na dzień dobry, niedzielnym porankiem, mógł przywitać zwycięzcę pojedynku Rafał Zimniak - Maciej Szulczewski, rozgrywanego od 22:15 dnia poprzedniego. W tym wypadku Maciej, jako triumfator owego meczu, miał podjąć w gościach Jewtę, ale nie podjął i dał mu fory, żeby sobie przyjezdny zagrał z Karolem Szubą-Jabłońskim czekającym po zwycięskim pojedynku, rozgrywanym niemal równolegle do owegoż walkowera.
Tym samym, Rafał nie miał takich szans jak Radek, aby się rozegrać i wbić w turniej. Ledwie musnął bili w sparingu w Michałem Potyszem, który nota bene trwał może z 8 minut i był to najlepszy frejm tego poranka w 12ft Club, a już musiał skrzyżować kij z poznańskim czempionem. Karol grał przyzwoicie, Rafał grał przyzwoicie, wygrał młodszy 2:1. Sensacja? Nie sądzę, chociaż trochę żal, że Jewta nie miał okazji rozpędzić się w zawodach.
Tymczasem w pozostałych odnogach drabinki w pierwszym meczu pożegnał się z turniejem pupil publiczności, ulubieniec barmanów, człowiek impreza, czyli Jacek Mark. Mocniejszym okazał się Michał Potysz (Rokietnica), który nie spuszczał z tonu i w drugim pojedynku rozprawił się ze świeżo upieczonym pierwszoligowcem - Tomaszem Bystrzyńskim.
O 16:00 na Michała oczekiwał Paweł Flantowicz. Szczecinianin bez większych problemów wygrał pojedynek o ćwierćfinał, choć zdecydowanym faworytem raczej nie był. W ¼ dołączył do niego Tytus Pawlak, po zwycięstwach nad Mikołajek Stęsikiem w meczu otwarcia i Jackiem Kubackim (Toruń) w rundzie 3.
W tym samym czasie, do ćwierćfinału, w którym czekał Radek Babica, przedzierał się z dobrym skutkiem Pan Paweł Deckert. Początkowo wydawało się, że Paweł Farynowski da mu radę, ale ostatecznie świnoujścianin musiał uznać wyższość poznaniaka i uległ 0:2. W kolejnym meczu Pan Deckert spotkał się z Danielem Kozą i ponownie wygrał, choć tym razem mniej zdecydowanie, bo tylko 2:1.
Nieźle rozpoczęli turniej Mariusz Kukułka i Michał Bartkowiak - docierając do 3. rundy nieuchronnie wpadali na siebie w drabince. Tu lepszym okazał się poznaniak, a w ¼ oczekiwał na niego Sebastian Wawrzyniak. Sebastian, póki co, sprawił największą niespodziankę turnieju eliminując w pierwszym meczu Macieja Relicha, jednego z murowanych faworytów zawodów. W pojedynku z Bartkowiakiem Seba miał swoje zachwianie formy, ale udało mu się wygrać 2:1.
W półfinale parę z Wawrzyniakiem stworzył, pokonawszy Marcina Wampira Jamroziaka, Karol Szuba-Jabłoński. I tu, skazywany na pożarcie Wawrzyniak, pokazał, że zwycięstwo z Relichem to wcale nie był przypadek i co jak co, ale jak gra idzie, to jest ciężki do zatrzymania. Wynik 2:0 nie oddaje przebiegu meczu, lecz jak to zwykle bywa powinienem dodać tutaj coś o szczęściu Seby, pechu Karola, o wyrównanym meczu do ostatniej bili… ale nic z tego. Szubek się po prostu zaciął, być może rozproszony przez niesforną już o tej godzinie publikę, może przez kolejne udane ataki Wawrzyniaka - któż to wie. Oba frejmy, poza dobrym początkiem pierwszego ze strony Karola, rozgrywane były do jednej bramki. Nigdy nie widziałem takiego pojedynku w jego wykonaniu, więc tym bardziej gratulacje za umiejętność “pójścia za ciosem” dla Sebastiana.
Z drugiej strony drabinki do ½ dotarli, a jakże, Radek Babica oraz Paweł Flantowicz. Spokój i opanowanie pool bilardzisty mogłyby posłużyć jako film szkoleniowy dla każdego z adeptów gier bilardowych. Szczecinianin został po mistrzowsku rozklepany i wyeliminowany z turnieju.
Finał był zacięty. I to jak. Jednakże Sebie nie żarło już tak jak w półfinale, a przeciwnik rozwinął już skrzydła i metodycznie, na spokojnie, w skupieniu wbijał układ za układem, nie szukając wysokich brejków tylko zwycięstwa. Muszę przyznać, że mogąc obserwować podróż jaką przebył triumfator turnieju od pierwszego do ostatniego, szóstego! już tego dnia, spotkania, chylę czoła zginając się w pół. Trzeba być prawdziwym mistrzem, żeby z meczu na mecz uczyć się nowej dla siebie gry w takim tempie. Być może spodziewaliśmy się fajerwerków, być może brejków 50+ i fantastycznych strzałów jak u przywoływanego już dzisiaj Krystiana Ćwikły, ale na serio, dawno nie widziałem takiej jakości w grze zawodnika nie parającego się snookerem na codzień. Gratulacje Radek!

Brejkiem turnieju było podejście Karola Szuba-Jabłońskiego w wysokości 46 punktów.

 

9 BIL

Grupy
Drabinka

Partie z kija

Do gry przystąpiło 25. zawodników. To aż o 11 więcej niż w zeszłym roku. Oczywiście licznie przybyła grupa z Pomorza Zachodniego wzbogaciła turniej. Wśród przyjezdnych był i obrońca tytułu Maciej Relich.
W sobotę, w godzinach porannych ruszyły rozgrywki grupowe. Dość szybko dwa mecze wygrał Mariusz Kukułka, w tym bezpośredni pojedynek z Tomkiem Spiderem Bystrzyńskim, i to właśnie zdecydowało o kolejności na dwóch pierwszych pozycjach w grupie A.
Podobnie pozamiatali w swoich tabelach Paweł Farynowski i Maciej Relich wygrywając odpowiednio w grupach B i H. W grupie D tradycyjne w ten weekend fory dawał Maciej Szulczewski - tym razem Jackowi Markowi. Ten z kolei po zaciętym meczu pokonał Roberta Łuczkowskiego 6:5 i zameldował się jako czwarty ze szczecinian w drugim etapie.
W grupie E wystąpił Rafał Jewtuch, który nie bez problemów, ale jednak odniósł dwa zwycięstwa. Sensacją było wyeliminowanie Tytusa Pawlaka, który uległ Piotrowi Ptaszyńskiemu.
W grupie F również nie obyło się bez niespodzianki - Łukasz Bartkowiak ograł świeżo upieczonego Mistrza Ligi - Nikodema Jankowiaka. Ten jednak bardzo skutecznie zaprezentował się w meczu z Szymonem Grewlingiem i zapewnił sobie wyjście z grupy z 2. miejsca.
W turnieju wystąpili po raz pierwszy w historii rozgrywek w naszym klubie Dawid Frąckowiak i Adam Wrzecian. Obaj zaprezentowali się dobrze, choć Adamowi zabrakło dosłownie jednej partii z Bystrzyńskim, aby awansować z grupy A, natomiast Dawid wygrał z Arturem Urbaniakim i Marcinem Jamroziakiem wychodząc do pucharówki z 1. miejsca.
Skutecznie zagrał Michał Bartkowiak wygrywając z Tomkami: Sobczakiem i Steczyszynem. Pary ⅛ uzupełnii: Krzysztof Borowczyk, Maciej Szulczewski, Tomasz Sobczak oraz Paweł Flantowicz.
W najbardziej zaciętym pojedynku Mariusz Kukułka pokonał Krzysztofa Borowczyka. A potem w aż 3 meczach z 7 odpadał faworyt (czyt. zwycięzca grupy). Najpierw Wampir spakował 6:2 Pawła Farynowicza, następnie Nikodem Jankowiak 6:3 Michała Bartkowiaka a następnie Paweł Flantowicz 6:2 Dawida Frąckowiaka. Ćwierćfinał wywalczyli także Jacek Mark, Maciej Relich oraz Łukasz Bartkowiak. W ostatnim meczu kolejny raz fory od Szulczewskiego dostał Rafał Jewtuch.
Ćwiartki. Jamroziak 8:5 z Kukułką, Jacek Mark zaliczył KO z Nikodem Jankowiakiem i kontuzja uniemożliwiła mu dalszą grę w turnieju ;). W meczu przyjaźni zachodniopomorskiej Maciej Relich 8:6 wyperswadował myśli o pucharze Flantówce, a w meczu na szczycie Łukasz Bartkowiak wyrwał z gardła zwycięstwo Jewcie, gdy ten nie trafił w deciderze bili z numerem 9.
Półfinały. To było do przewidzenia - Jankowiak ostatnio gra dobrze, więc Jamroziak nie był dla niego przeciwnikiem, Ralich ma doświadczenia tyle, że może obdarować pół Szczecina, więc i z Bartkowiakiem nie miał problemów. Tak więc….
...finałowy skład wydaje się sprawiedliwym.
Ostatni mecz turnieju rozpoczął się od szybkiego prowadzenia Maćka. Po paru minutach było 4:2 dla szczecinianina, ale wtedy swoje turbo włączył Nikodem. Wygrywając kolejne cztery partie wydawało się, że jest na dobrej drodze do zwycięstwa, ale wtedy popełnił jak się wszystkim wydawało błąd taktyczny, choć jak twierdzi to był jego świadomy wybór, aby nie dobijać bilą nr 3 stojącej “w trupie” 9, lecz próbować ją dobić po “strońcu” (czyli ześlizgując się po bili nr 3) bilą białą. Trudno się nie zgodzić, że wybrał zagranie bezpieczniejsze, ale zarazem było ono znacznie trudniejsze. Niemniej, to był przełom w spotkaniu i kolejne cztery punkty wpadły na konto Relicha, bo ten nie oddał już ani jednej rozgrywki przeciwnikowi ostatecznie rozstrzygając mecz na swoją korzyść 8:6. Gratulujemy!