To był szybki turniej. Nie było czasu na nudę i długie oczekiwanie na kolejne mecze. Było nas tylko siedmiu i taką też, wieloosobową grupą zagraliśmy każdy z każdym, aby wyłonić najlepszą czwórkę zawodów. Ale to był tylko pierwszy etap.


GRUPA

DRABINKA


Jego zakończenie raczej nie zaskoczyło nikogo, bo Łukasz Bartkowiak oraz Piotrowie Słodzinka i Ptaszyński zajęli kolejno trzy pierwsze miejsca. Jednakże ostatni z tej trójki wraz z Szymonem Grewlingiem i Dino Joziciem wygrali po trzy mecze i o awansie decydował bilans partii jako kryterium po bezpośrednich starciach. Co oczywiste, ale powiedzieć to należy, cała trójka znalazła sposób tylko na jednego przeciwnika z tej grupki - Szymon wygrał z Piotrem, Dino z Szymonem a Piotr z Dino. Ostatecznie zaledwie dwa małe punkty zaważyły na tym, że to właśnie zawodnik z Bośni wbił się do finałowej rozgrywki.

Turniej miał swojego cichego bohatera, który choć nie awansował do drugiego etapu, to swoje zrobił i z satysfakcją wychodził z klubu. Mowa o Tomku Grygierze, który “z leszczami nie wygrywa, mobilizuje się tylko na najlepszych” i wygrał dwa mecze - z Bartkowiakiem i Słodzinką. Pozostałe postanowił przegrać dość wyraźnie.
Nie powiodło się tym razem Robertowi Łuczkowskiemu, który ograł jedynie Tomka właśnie.

W półfinale zagrali Łukasz z Dino i Piotr z Piotrem. W pierwszym pojedynku kontrolę nad wynikiem przejął od początku pierwszy z pary i spokojnie kontrolując przebieg spotkania wygrał 6:3. W drugim, zaczęło się ostro ze strony Słodzinki i po czterech partiach wynik brzmiał 4:0. A potem uruchomił się instynkt “Combo”... Na początku zagrania Ptaszyńskiego wyglądały jak recepta na bezsilność, ale po chwili jak symptomy nowo odkrytego talentu. Dość powiedzieć, że 9-tka wpadła przez kolejne sześć partii aż czterokrotnie po wbiciu kombinacyjnym. Dodam, że w pełni planowanym. Tak oto z 4:0 zrobiło się 4:6 i w finale zagrali Ptaszyński z Bartkowiakiem.
Finał rozpoczął się podobnie do półfinału. Szybkie 3:0 dla Piotra, oczywiście zagrane combo w międzyczasie i ciągłe poszukiwanie kolejnych możliwości ataku na 9-tkę. Potem Łukasz zaczął się odgryzać, ale liczna widownia (policzyliśmy - 6 sztuk) domagała się kolejnych prób przedwczesnego wbicia biało-żółtej bili. I doczekali się jeszcze dwukrotnie efektownego ataku, a nawet trzykrotnie bo i Bartkowiak wtrącił w to swoje trzy grosze. Końcowy wynik to 7:3 da Ptaszyńskiego, który odjechał do domu ze złoto-zielonym pucharem.

Zgromadzeni w klubie fani od dziś będą nazywać zwycięzcę Piotr “Combo” Ptaszyński.

Gratulujemy triumfu i ksywy!