Rozgrywany jak zawsze w majówkę Turniej o Puchar Ligi Snookera 12ft jest jedną ze starszych tradycji poznańskiego klubu. Tego roku mieliśmy już dziewiątą odsłonę tych zawodów. Formuła i warunki rozgrywania zmieniały się na przestrzeni czasu. Stałe były jedynie dwa elementy: rozstawienie losowe w turnieju oraz to, że zawsze gramy w odmianę 6red. Początkowo były to zmagania do których zgłosić mogli się jedynie zawodnicy z aktualnej edycji Ligi Snookera 12ft. Z czasem turniej otwarł się na wszystkich chętnych. Również system gier bywał przeróżny: od standardowej drabinki, przez drabinkę 2KO, na rozgrywkach grupowych skończywszy. Ta różnorodność przejawiała się także wśród triumfatorów. Wygrało ją siedmiu różnych zawodników. Jako siódmy na tę listę wpisał się Krystian Ćwikła.

Co ciekawe lista zwycięzców prezentuje się, w przeciwieństwie do Ligi Snookera 12ft ostatnich lat, dość różnorodnie. Już za rok jubileuszowa 10 odsłona tego wyjątkowego turnieju!

rok zwycięzca wynik finalista
2018 Krystian Ćwikła
3 : 2 Marcin Jamroziak
2017 Krzysztof Górniak
3 : 0 Krystian Ćwikła
2016 Wiktor Doberschuetz 2 : 0 Aleksander Kowalski
2015 Bartłomiej Kuśnierz
3 : 2 Rafał Zimniak
2014 Szymon Duda
3 : 1 Bartłomiej Kuśnierz
2013 Szymon Duda 3 : 1 Marcin Dzbanuszek
2012 Krzysztof Górniak
3 : 1 Fryderyk Bukowski
2011 Marcin Jamroziak 3 : 1 Wiktor Doberschuetz
2010 Marcin Gdula
3 : 2 Karol Szuba-Jabłoński

 

Same tegoroczne zawody zainteresowały na tyle, by się do nich zgłosić szesnastu śmiałków. Z różnych powodów na linii startowej mogliśmy jedynie zaobserwować czternastu z nich. Macieja Stęsika zmogła choroba, a Nikodem Jankowiak zanotował życiowe sukcesy w bilardowych Mistrzostwach Polski, co spowodowało przedłużenie jego pobytu w Kielcach oraz niemożność pojawienia się w rozgrywkach w Poznaniu. Zawodnicy zostali podzieleni na cztery grupy, z których awansowało do fazy pucharowej po dwóch najlepszych zawodników.

Zmagania ruszyły punkt 10:00. Na pierwszy ogień zostali rzuceni zawodnicy grup C i D. O opóźnieniach nie mogło być mowy, gdyż z grafiku wypadły wszystkie mecze nieobecnego Stęsika. W okrojonych zmaganiach grupy D kluczowym pojedynkiem okazał się być mecz Marcina Karłyka z Pawłem Deckertem. Witalność i optymizm przegrały jednak z ograniem i doświadczeniem Pawła Deckerta. To on dzięki temu spotkaniu zajął pierwsze miejsce w grupie. Również na tym etapie gier Paweł zaliczył swojego jedynego brejka notowanego – ukuł 24 punkty.

Grupa C była najbardziej wyrównaną ze wszystkich. Padło tu najwięcej wyników z deciderem. Specjalistą w nich okazał się Filip Ratajczak. Wynikiem 2:1 wygrał swoje wszystkie spotkania. W tej grupie mieliśmy podobny przypadek co we wspomnianej wcześniej, określoną literą D. Zarówno Jarosław Strugała jak i Mariusz Kukułka przekonali się o prawidle mówiącym, że pokonanie dużo kilometrów sukcesów nie gwarantuje. Obaj zawodnicy przejechali ich w sumie kilkaset (ze Stargardu i Głogowa), tylko po to, by przekonać się jak niegościnny jest Poznań. Kukułka nie ugrał nawet frejma a jedno zwycięstwo Strugały to za mało, by wyjść z grupy. Więc wyszli do domu.

Następnie ruszyły równolegle rozgrywki grup A i B. I tu podobnie nieobecność Jankowiaka sprawiła, że turniej toczył się powoli w swoim tempie, ale mecze zaczynały się szybciej niż zaplanowano na początku. O 15:00 swój marsz do finału zaczął Krystiań Ćwikła. Podczas rozgrywek grupowych nie napotkał on zbyt wielkiego oporu i wygrał wszystkie spotkania bez straty partii. Prawdziwa batalia natomiast rozegrała się za jego plecami. Tomasz Sobczak, Kazimierz Czernecki i Jakub Wieliński wygrali ze sobą nawzajem mecze. Na koniec fazy grupowej każdy miał jedno zwycięstwo na koncie i o awansie zadecydował dopiero bilans frejmów. Tu Czernecki (-1) minimalnie lepszy okazał się od Wielińskiego (-2) i Sobczaka (-3).

Grupa B to również okrojona liczba meczów. Z kłopotami, ale jednak z pierwszego miejsca awansował dalej Marcin Jamroziak. Najwięcej krwi napsuł mu Karol Tyszer, który z całej trójki zawodników nie przebił się do fazy pucharowej.

Faza ta zaczęła się blisko półtorej godziny wcześniej aniżeli przewidywał terminarz. Ćwierćfinały Jamroziaka i Deckerta nie przyniosły zbyt dużo emocji. Zwycięzcy grup pewnie je wygrali 2:0. Na tym etapie pierwsze problemy mógł mieć Krystian Ćwikła. Najbliżej urwania frejma przyszłemu zwycięzcy był Marcin Karłyk, który przegrał jednego frejma dopiero na ostatniej czarnej. Skończyło się jednak standardowym wynikiem 2:0.

Ciekawe spotkanie rozegrali Tomasz Bystrzyński z Filipem Ratajczakiem. Tu jedyny raz wicelider grupy zwyciężył zwycięzcę grupy innej. Należy jednak podkreślić, że Bystrzyńskiemu w zwycięstwie wydatnie pomagał przeciwnik. Gdyby ten mecz można by obstawiać u bukmacherów, podejrzewać można, że wszystkie zakłady by zostały unieważnione. Ratajczak podkładał sam sobie nogi w decydujących momentach a cytując Tomasza Hajtę: truskawką na torcie było wbicie ostatniej czarnej w drugim frejmie wraz z bilą białą.

Ćwikła takiej praktyki nie stosował, więc w kolejnym meczu Tomasz Bystrzyński bez niczyjej pomocy był już skazany na porażkę. Przeciwnik za mocny. Taśmowe, kolejne zwycięstwo 2:0 Krystiana. Drugi półfinał nosił znamiona bardziej zaciętego. Najpierw po razie dali sobie Marcin Jamroziak z Pawłem Deckertem. Decider należał jednak do tego pierwszego. Tym samym Jamroziak pojawił się w finale Turnieju i Puchar Ligi Snookera 12ft po siedmioletniej przerwie.

Zapewne nie tak sobie wyobrażał ostatni mecz turnieju Krystian Ćwikła. Na tym właśnie polega urok odmiany 6red: zawodnik słabszy, przy odrobinie szczęścia, wykorzystaniu dobrego układu i chwilowej indolencji strzeleckiej i rozluźnieniu przeciwnika może wyrwać każdą partię. Po wyjściu na prowadzenie Krystiana przyszła pora na przegranie przez niego pierwszego frejma. Po kolejnej wygranej partii, Jamroziak znów wyrównał, tym samym do stanu 2:2. Należy zaznaczyć jednak pewien mechanizm. Ćwikła wygrywał swoje frejmy ze spokojem i dużym zapasem punktowym. Jamroziak wyrywał przeciwnikowi partie dopiero na ostatniej czarnej. Przed deciderem Krystian był na tyle zirytowany, że wyraźnie było widać, że puszczają mu nerwy i że stracił cierpliwość (westchnął i zmarszczył brew). Piąta partia to dominacja. Ćwikła nie dość, że szybko odjechał przeciwnikowi, to nawet nie pozwolił mu na zdobycie choćby jednego punktu. Gdy wynik przekroczył magiczną barierę 0:50 Jamroziak mecz poddał. Spotkanie zakończyło się rezultatem 3:2 i zostało rozegrane w szaleńczym tempie 50 minut. Dla Krystiana było to pierwsze zwycięstwo w Pucharze Ligi Snookera 12ft, po nieudanej zeszłorocznej próbie, gdzie w finale przegrał 0:3 z Krzysztofem Górniakiem.
Gratulacje!