500+. 300+. Mieszkanie+. W otaczającej nas rzeczywistości możemy znaleźć wiele plusów. Liczni są też fani tego typu „plusów”. Ale nie o nas mowa. My uznajemy tylko jeden plus – snooker plus.
Więc gramy. Jest nas dwadzieścioro. 19 mężczyzn i 1 dzielna zawodniczka. I one – dwie dodatkowe bile na stole. Pomarańczowa i fioletowa. Nie, zamień je miejscami! Teraz jest dobrze. Jedno chybienie. Co? Dogrywka? Hmm, chyba na czarnej…


Od początku rozgrywek mamy do czynienia z systemem pucharowym. Nie ma więc miejsca na błędy. Nawet jeśli teoretycznie łatwiej je odrobić. Bo przecież przeciwnik też może rozgrywać kolorową za 10 punktów!
Niby niewielka zmiana, jeśli chodzi o przepisy, a jednak znacząco wpływa na grę. Co ciekawe, nie chodzi wcale o wysokość brejków. Można by pomyśleć, że skoro mamy na stole bile za 8 i 10 punktów, będziemy mieli do czynienia z wysokimi podejściami. Oczywiście, że są i takie! Co chwilę wpadają dwudziestki. Wiktor robi nawet trzydziestki! Wspaniale się je ogląda. Ważniejsza jest jednak gra taktyczna. Więcej bil to więcej trudnych snookerów, a także więcej trudności przy wychodzeniu z nich. Tym zwycięzcy meczów wykańczają swoich rywali. A Marcin Karłyk z dumą stwierdza przy barze, że on i Filip Ratajczak nie na darmo ćwiczyli chowanie białej.
Gramy, oglądamy i zwracamy uwagę na jedną osobę. Na Kingę Pietrzak. Co rusz zerkamy na drabinkę. Słychać pełen niepokoju szept: „Jak wygram, to trafiam na Kingę!”. Słuszne obawy. Choć Kinga sama przyznaje, że w drugim frejmie bywa różnie, to nie ma to znaczenia, gdyż w pierwszym i trzecim wbija pewnie i skutecznie. Wynikiem 2:1 pokonuje Pawła Deckerta i Macieja Szulczewskiego. Zaskakuje nas, pokonując 2:0 finalistę zeszłorocznej edycji Macieja Śniegowskiego (Śniegu, po co Ci była ta gitara?!).  Wraca do 2:1 w meczu z Marcinem Karłykiem i ulega dopiero w finale. Co za dziewczyna!
A ulega nie byle komu, bo autorowi najwyższego brejka (44) i obrońcy tytułu, Wiktorowi Doberschuetzowi. Przeprawia się on pewnie przez nie byle jakich zawodników. Na drodze stają mu Tomasz Bystrzyński, Piotr Słodzinka, i Fiip Ratajczak. Stawiają opór, ale świeżo upieczony Mistrz Ligi nie daje sobie wykraść nawet jednej partii. Dopiero Tomasz Leśniak w półfinale bierze co jego i urywa frejma. I na tym się kończy. Wiktor nie okazuje się gentlemanem i w finale ogrywa Kingę do zera.
Wszyscy są żywo zainteresowani bonusem zagwarantowanym przez 12ft w przypadku wbicia trudnego sekwensu w wysokości 45 punktów. Niestety, dzisiaj nikt nie zapracował na piwko – kolory są przecież od stawiania snookerów ;)
Za tydzień gramy standardowym kompletem bil. 22 kulki, a zawodników na liście coraz więcej. Zapraszamy nie tylko Poznaniaków na najważniejsze snookerowe wydarzenie w Wielkopolsce – OMW!

DRABINKA

LISTA BREJKÓW