„Jest niedziela, siedemnasta, pogoda też nie dopisuje do grania w piłkę”. Słynny cytat z polskiego podwórka piłki kopanej autorstwa Piotra Ćwieląga, który padł kilka lat temu w słoneczny weekend na przełomie maja i kwietnia, można już bez ówczesnej reakcyjnej szydery i z pełną powagą parafrazować w stosunku do ostatniego turnieju w 12ft. Drużynowe zawody snookerowe Team Grand Prix od kilku lat cieszą się raczej sporą popularnością – w zeszłorocznych zawodach wzięło udział 27 zawodników podzielonych na 9 drużyn. W tym roku afrykańskie upały wyhamowały zapał snookerzystów i wspomniana pogoda w niedzielę, o godzinie 17:00 rzeczywiście nie dopisała i postawiła nienajlepsze warunki do gry. Cały weekend wyglądał podobnie i stąd pewnie frekwencyjna zaniżka przez co listę startową domknięto ostatecznie z pięcioma drużynami.

Niby tylko pięć ekip, ale jednak turniej okazał się ciekawy i to nie tylko pod względem sportowym. Wszystkie drużyny wrzucono do jednego kotła, czyli do jednej grupy, gdzie po rozegraniu meczów na zasadzie „każda drużyna z każdą”, dwie pierwsze ekipy miały zmierzyć się w finale turnieju. Udało się zrealizować ograniczenia czasowe zgłoszone przez kapitanów przed zawodami, niemniej jednak nazajutrz po opublikowaniu terminarza, doszło do zamieszania spowodowanego przez lwówecką grupę, na prośbę której, za zgodą drużyn przeciwnych część spotkań przełożono z niedzieli na sobotę. Po tym niecodzinnym organizacyjnym galimatiasie turniej w końcu ruszył.

W pierwszym meczu od razu otrzymaliśmy niespodziankę. Drużyna A (Tomasz Bystrzyński, Maciej Stęsik,  Paweł Deckert) po wyrównanym meczu odniosła cenne zwycięstwo nad obrońcami tytułu – ekipą Końgo (Wiktor Doberschuetz, Piotr  Słodzinka, Tytus Pawlak). Wynik 121:104 stanowił ciekawy punkt wyjścia do rozważań o kolejności w grupie, gdyż był to pierwszy werdykt, który już na wstępie nie sprawdził się z przewidywaniami.

O tej samej porze zaczęli zmagania zawodnicy z Lwówka zjednoczeni pod nazwą 17. Kij Polski i Reszta Żniwiarzy (Filip Ratajczak, Marcin Karłyk,  Miłosz Bąbelek, Dominik Hirsz). Panowie powołali się na przepis, który nigdy w poznańskich zawodach nie był stosowany, ale wychodzi na to, że od wielkiego dzwona jednak się przydaje. Przewidywali w swojej ekipie problemy z dyspozycyjnością, więc profilaktycznie powołali czwartego członka drużyny, tak by na każdym meczu mieć zawsze trójkę zawodników do dyspozycji. Pech chciał, że w pierwszym meczu potrzebowali jedynie dwóch. Gdy snookerzyści z ekipy W Ostatniej Chwili (Tomasz Sobczak, Przemysław Tic, Piotr Gazda) mknęli z punktami na swoim liczniku metodycznie i regularnie do przodu, u przeciwników Filip Ratajczak zmagał się z indolencją strzelecką. Na drugą zmianę wszedł Dominik Hirsz i również nie porwał tłumów – ci dwaj panowie uzbierali jedynie 32 punkty przy 122 przeciwnika.

Dwie kolejne rundy spotkań doprowadziły do wyrównania szans wszystkich. Te drużyny, które na początku przegrały, wygrywały kolejne mecze. Z kolei początkowi zwycięzcy poznali smak porażki. Efektem tego, każda ekipa miała szanse w niedziele zająć pozycję na tyle wysoką i korzystną, by liczyć na puchary choćby za trzecie miejsce.

Niedzielne gry upłynęły pod znakiem dołączenia do zawodów tytułowej ekipy złożonej z zawodników z Warszawy, Lichenia Starego i z Poznania. Tego dnia rozpoczęło się szlagierem – częściowo przyjezdni Forma Not Found (Ariel Trębocha, Krzysztof Górniak, Marcin Jamroziak) zagrali z Końgo. Dystans 120 punktów, do którego toczyły się rozgrywki grupowe był na tyle nieduży, że mecz był w miarę wyrównany z początkową przewagą Końgo i dopiero w drugiej połowie spotkania dało się zauważyć ucieczkę Formy. Okazuje się, że właśnie ten mecz zakończony wynikiem 121:95 był najbardziej zaciętym spotkaniem Formy Not Found. Kolejne spotkania również kończyły się dla nich korzystnym rezultatem – efektem tego było zakończenie gier grupowych bez porażki.

Cztery mecze bez porażki, choć rozegrano tylko trzy gry. Niestety, ekipa 17. Kij Polski i Reszta Żniwiarzy zachowała się niesportowo i na grach niedzielnych nie pojawiła się w ogóle. W ten sposób odwdzięczyła się kolegom z turnieju, którzy gremialnie zgodzili się na przekładanie gier w przeddzień zawodów oraz organizatorom, którzy wyrazili zgodę na problematyczne i dyskusyjne przetasowania terminarzowe. Żenujący walkower zmniejszył szanse na lepszą pozycję w grupie drużyn W Ostatniej Chwili oraz Końgo, gdyż sztucznie wywindował ekipę Forma Not Found z kompletem zwycięstw i nierealnym bilansem małych punktów.

Pierwszy i ostatni mecz niedzieli był w identycznym składzie. W finale spotkali się Forma Not Found z Końgo. Zawodnicy drugiej ekipy pomajstrowali nieco w taktyce i wchodzili na zmiany w innej kolejności niż rano. Ponadto same zmiany były dłuższe, gdyż mecz rozgrywano na dwukrotnie dłuższym dystansie 4x60. Mimo tych różnic pierwsza zmiana wyglądała dla Formy lepiej niż poranna, na której stratę spowodował wówczas Jamroziak. Tym razem zawodnik ten wyszedł z grubsza remisową obronną ręką. Na kolejnych trzech zmianach Trębocha i Górniak dokonali dzieła zniszczenia dorzucając po drodze brejki notowane. Końcowy wynik 242:112 uzyskane przez trio dwóch lokalnych gwiazd i Jamroziaka jest rezultatem o największej różnicy między zwycięzcami a przegranymi meczu finałowego w siedmioletniej historii Team Grand Prix. Gratulacje!

Po drużynówce piętnastu zawodnikom przybyło punktów w snookerowej klasyfikacji SummerTime. Ponadto pojawiło się tam jedno nowe nazwisko – Tic. Czołówka pozostała bez zmian a największe awanse w rankingu zanotowali finaliści. Niestety, nie udało się znaleźć w regulaminie SummerTime zapisu na podstawie, którego można było dopisać mniejszą ilość punktów rankingowych członkom 17. Kij Polski i Reszta Żniwiarzy. Kompromitujący walkower pozostał bez konsekwencji. Mechanizm, który penalizuje zawodników oddających mecze walkowerem ma zastosowanie tylko w drabince turniejowej i powoduje zdobycie punktów nie z rundy meczu poddanego, lecz z rundy wcześniejszej. Jest to sytuacja, która uświadomiła organizatorom istnienie słabo doprecyzowanego obszaru w regulaminie, obszaru, który na pewno będzie w przyszłorocznych rozgrywkach odpowiednio skonstruowany, by skutecznie zniechęcać autorów tego typu etycznie nagannych występków.

Kolejne zawody już w najbliższy weekend. Turniej z wielkimi tradycjami w poznańskim klubie – 12ft Cup. Zgłoszenia przyjmujemy do czwartku do godziny 21:00. Zapraszamy