Zegar odliczał 30 sekund, ostatnie pięć akcentując piknięciami, które świdrowały uszy, które przyspieszały tętno, które zmuszały was do błędów… Najmniej popełnił Wiktor Doberschuetz i po raz pierwszy w karierze tenże turniej wygrał. I to w pięknym stylu.

 

 

GRUPY
DRABINKA
BREJKI

Ów piękny styl to w końcu wygrana z Karolem Szuba-Jabłońskim w finale. To aż dziwne, ale do tej pory niewiele takich spotkań było, chociaż to dwóch klubowych tuzów snookera. Do tej pory w cyklu Summer Time spotkali się dopiero trzy razy indywidualnie i raz w rozgrywkach deblowych. Za każdym razem wygrywał Karol, ale tym razem Wiktor wziął rewanż. No w końcu tej!
No ale, oprócz rozdających karty zagrali też inni, niemniej bitwa toczyła się głównie o to, aby mieć szansę zrobienia krzywdy późniejszym finalistom. W grupie A nie udało się to Marcinowi Karłykowi, Tomaszowi Leśniakowi ani Wojtkowi Ptakowi, chociaż wbrew pozorom ten ostatni stawił największy opór mądrze się broniąc. Niestety Ptak przegrał wszystkie mecze, więc pojedynek Karłyka z Leśniakiem stał się siłą rzeczy walką o awans do fazy pucharowej. W tym meczu wynik brzmi 66:6 dla Tomka, ale w sumie powinien to być walkower, bo po 10 minutach meczu Marcin postanowił go poddać. Cóż.
W kolejnej grupie Marcin Wołoszczuk, Kinga Pietrzak i Pan Paweł Deckert próbowali wyrwać cokolwiek w grze z Szuba-Jabłońskim. W sumie kolejne potyczki można określić jako demolkę, ale zauważyć trzeba, że każdy z nich był inny. Marcinowi zabrakło doświadczenia i dał się zdominować Karolowi i przegrał aż 219:38, Kinga zaś poszła na wymianę ognia, a że armaty miała nieco słabsze to przegrała 137:74, natomiast Pan Deckert próbował taktycznie, ale okazało się, że był jedynie w połowie drogi do sukcesu. O drugie miejsce zagrali Kinga z Panem Deckertem - to był mecz walki, chyba najbardziej zacięty w fazie grupowej, a górą była płeć brzydka.
Kolejne dwie grupy były mniej liczne, ale za to brakowało tam zdecydowanego dominatora. Z trójki Filip Ratajczak, Maciej Śniegowski, Karol Tyszer, najlepszym okazał się Maciej. Najsłabiej tego dnia zagrał Filip, który w obu meczach nieznacznie, ale jednak uległ. To bardzo ważny fakt w kontekście rankingu Summer Time, bowiem Filip walczy o jak najwyższą pozycję i awans do 1 Ligi Snookera w edycji jesiennej. Wygląda na to, że tuż przed ostatnim turniejem cyklu może być pewien tej nagrody.
W ostatniej grupie w szranki stanęli Tomasz Sobczak, Jarosław Strugała i Tomasz Kasiński. Ten ostatni przyzwyczaił nas do robienia niespodzianek, ale w tym turnieju wygrać dwa mecze nie będąc demonem prędkości - to jest na serio wyczyn. Drugie miejsce przypadło Sobczakowi, który przez ostatnie dwa lata mocno zapracował na opinię solidnego średniaka, z którym coś trzeba zagrać, żeby wygrać.

W drabince na Wiktora trafił właśnie Sobczak i na jego nieszczęście przeciwnik zagrał znacznie lepiej. W drugim ćwierćfinale spotkał się Śniegu z Panem Deckertem. Wygrał, ale po nerwowej końcówce rąsie trzęsły mu się aż do półfinału.
W trzeciej ćwiartce spotkało się dwóch Tomków - Leśniak z Kasińskim. To był już koniec niespodzianek Kasiola i do półfinału, w którym już czekał Szuba-Jabłoński trafił zawodnik z Głogowa. Szubek bezlitośnie ograł Karola Tyszera.
Półfinały niezłe, chociaż przewagi późniejszych finalistów powyżej 50 punktów oddają dość dobrze różnicę poziomów zawodników. Można się tego było spodziewać, że Wiktor i Karol zagrają w finale przeciwko sobie - na szczęście, nie wynik ostatniego meczu w turnieju lekko zaskoczył.