Cztery turnieje w cztery przeróżne odmiany przyciągnęły w sumie 30 zawodników o przeróżnym poziomie umiejętności. Nadszedł koniec września więc trzeba było w końcu wyłonić najlepszego bilardzistę tego lata w klubie 12ft. Odwagi do wystąpienia w Finale Cyklu SummerTime miało ostatecznie 14 zawodników. Od razu na wstępie można śmiało stwierdzić, że zawody, które odbyły się w ostatnią niedzielę, kandydują na najlepszy Turniej Finałowy w historii bilardowych letnich rozgrywek.

Forma zawodów rokrocznie urzeka uczestników swoją różnorodnością. Gwoli przypomnienia – w parze meczowej zawodnik niżej sklasyfikowany w rankingu wybierał odmianę gry, w którą toczyć się będzie mecz. Różnica między tegorocznym turniejem a tym z lat poprzednich polegała na dodaniu do wyboru odmiany 14/1 i odjęciu odmiany 10 bil, która cieszyła się małym powodzeniem. Tradycyjnie można było zagrać również w „ósemkę” i „dziewiątkę”. W niedzielę ostatecznie mieliśmy dość równy podział wyborów: pięciokrotnie wybrano 9 bil, czterokrotnie 8 bil oraz trzy razy zagrano w 14/1. Co ciekawe – w „czternastkę” grano tylko w pierwszej rundzie.

Pierwsza runda w bilardowych Finałach SummerTime rzadko kiedy przynosi wysyp emocjonujących pojedynków. Zazwyczaj są one dość jednostronne, choć zawsze trafi się jakiś wyjątek. W tym roku do samego końca prali się Maciej Stęsik z Piotrem Słodzinką. Spotkanie praktycznie przez cały czas było wyrównane i dopiero w końcówce szala się przechyliła, gdyż więcej zimnej krwi zachował Stęsik. Wygraną w 9 bil 10:7 nie można nazwać emocjonalnym rollercoasterem jeżdżącym po bandzie kończącym się wygraną „ o włos”, lecz jednak był to najbardziej interesujący mecz początku Finału.

Wspomniana nowa odmiana w tych zawodach, czyli 14/1 nie zapewniła nam zbyt wielu ekscytacji. W trzech pojedynkach najmniejszą różnicą skończyło się spotkanie Piotra Ptaszyńskiego z Marcinem Jamroziakiem, które ten pierwszy wygrał przewagą 47 punktów. Ta najmniejsza różnica to i tak przepaść.

Ćwierćfinały to już etap, gdzie „oddzielono mężczyzn od chłopców”, lub jak kto woli „ziarna od plew”. Zaczęło porządnie iskrzyć, zwłaszcza w spotkaniu Kingi Pietrzak z obrońcą tytułu Nikodemem Jankowiakiem. Gdy Nikodemowi brakowało już tylko jednej partii do wygrania meczu, Kinga mocno była z tyłu z wynikiem swoich wygranych partii. Jednak udało jej się udźwignąć presję, podnieść i nieco podgonić. Nie wiadomo jakby skończyła się ta historia, gdyby Kinga w meczu do ośmiu wygranych partii wbiła ósemkę na remis 7:7. Skończyło się ostatecznie 8:6 dla Nikodema.

Pozostałe trzy mecze zakończyły się rezultatami, gdzie zwycięzcy wygrali pięć partii więcej niż przegrani. Jednak o ile można mówić o lekkim rozczarowaniu postawą Piotra Ptaszyńskiego, którego było stać na lepszy wynik niż porażka 3:8 z Mikołajem Stęsikiem, tak przegrana skazywanego na pożarcie Emila Mądrego 5:10 z Remigiuszem Wyrzykiewiczem, była zaskoczeniem nawet dla tego pierwszego, że aż tyle partii udało mu się wyrwać.

Półfinały były przedziwne tego roku, zwłaszcza jeśli podkreślimy, że w najlepszej czwórce zawodów solidarnie znalazła się pierwsza czwórka klasyfikacji SummerTime.  Po raz pierwszy w całej historii bilardowych Turniejów Finałowych odnotowaliśmy porażkę do „zera”. W odmianie 8 bil Łukasz Bartkowiak pokonał 8:0 Mikołaja Stęsika, choć Mikołaj swoje szanse wbicia ósemki miał. Jakby trudno wyrokować co jest bardziej miażdżącym wynikiem: porażka Mikołaja, czy mecz z pierwszej rundy, w którym zaczynający przygodę z bilardem Krzysztof Czerwiński uległ, bądź co bądź, reprezentantowi Polski, Nikodemowi Jankowiakowi 3:121 w odmianie 14/1. Rozmiar przegranej Stęsika chyba zaskakuje jednak bardziej.

W drugim półfinale też poszło w miarę gładko. Remigiusz Wyrzykiewicz bił w tym meczu trzy partie z kija, co na pewno pomogło mu szybko powiększać przewagę oraz szybko zmniejszać poczucie pewności u Nikodema Jankowiaka. W miarę upływu czasu, gdy wynik z początkowo w miarę wyrównanego coraz bardziej i bardziej przechylał się na wyraźną korzyść Wyrzykiewicza, Jankowiak coraz bardziej się w sobie gotował. Jednak przeciwko tak dobrze grającemu rywalowi niewiele mógł tego dnia zrobić. Skończyło się na 10:3.

Najważniejszy bilardowy mecz tego lata w 12ft – finał Turnieju Finałowego Cyklu SummerTime okazał się być wakacyjnym klasykiem. Remigiusz Wyrzykiewicz spotykali się w ostatnim meczu dwóch poprzednich zawodów. Dwukrotnie zwyciężał Remigiusz. Najpierw 7:6 w odmianę 9 bil a następnie 7:2 w Black Ball. Śmiało można zatem powiedzieć, że obaj nawzajem dobrze znali swoje umiejętności. Skromna publiczność zgromadzona na finale nie zawiodła się. Mecz był wyrównany do samego końca a w miarę zbliżania się do końca przykuwał wręcz hipnotycznie uwagę go obserwujących. Ostatnia partia zawodów, gdy na liczniku widniał remis 7:7 była pokazem ultrataktycznej gry. Najważniejszą zasadą było nie pozostawienie białej przeciwnikowi w takiej pozycji, by mógł czysto wbić swoją bilę i rozpocząć sprzątanie stołu. Dość powiedzieć, że dzięki temu trwała ona 20 minut z okładem. Kluczowym okazał się być błąd oceny. A jednak ten dubel szedł. Przy odstawnej Łukasz tego nie zauważył. Remigiusz natomiast tak. Dubel, kolejne wbicie i ósemka. Tak zakończył się najciekawszy mecz tego najciekawszego turnieju. 8:7 i Remigiusz wygrywa bilardowy Cykl SummerTime 2018. Gratulacje!

Kurz na polu bitwy nie ustał a na horyzoncie mamy już kolejne bilardowe zmagania. Do wtorku 2 października przyjmujemy zapisy do Ligi Pool Bilarda 12ft. Gramy oczywiście w odmianę 8 bil. Pierwsza kolejka gier edycji JESIEŃ 2018 odbędzie się już 6-7 października. Opłata startowa (gwarantowane minimum 9 gier) to 140zł, no chyba że ktoś może się wylegitymować legitymacją studencką – to wówczas uiszcza 120zł.

 

ligapool