W pierwszy weekend stycznia, jak tradycja nakazuje, otwieramy rok dwoma turniejami. Formuła jest nietuzinkowa, bo rozgrywamy je w tym samym czasie i nie blokujemy udziału zarówno w turnieju snookera jak i w 9 bil. Rokrocznie więc niemałą zagwózdką organizacyjną jest bezkolizyjne rozpisanie harmonogramu spotkań, a zakładając, że w “dwuboju” udział bierze prawie połowa zawodników, owa zagwózdka powoduje przedturniejową bezsenność sędziego głównego drabinkowego.


Na szczęście kolejny raz w tej roli speniał się Marcin “Wampir” Jamroziak, a więc nie było innej możliwości i wszystko wyszło perfekcyjnie. W sobotę 5-go stycznia o 9:00 rano, podzieleni na osiem grup, rozpoczęliśmy rozgrywki w 9 bil. O tej samej porze aż 40-tu zawodników ruszyło także do boju przy dwunasto stopowych stołach.

 

Dziewiątkowiczów było 27-miu. Do fazy pucharowej awansowało aż 16-tu, ale wśród nich zabrakło między innymi Piotra Ptaszyńskiego, który najwyraźniej nie miał dnia. Pewnie swoje grupy wygrali Maciej Górny i Maciej Relich. Zwłaszcza w tym drugim przypadku poszło jak po maśle, bo z czterech zawodników do gry stawiło się tylko dwóch, a więc bez zwycięstwa awansował także przeciwnik Relicha - Łukasz Bartkowiak.
Równie sprawnie rozprawił się ze swoimi przeciwnikami klan Brzękowskich. Arek i Sebastian, czyli syn i ojciec nie pozostawili złudzeń i pozamiatali grupę C. Mocnymi tego dnia okazali się Grzegorz Tomczak i Piotr Likowski, którzy be porażki zameldowali się w fazie pucharowej. Sporo szczęścia w meczu z Mikołajem Stęsikiem miał Piotr Słodzinka i po wygranej w decydującej partii wraz z przeciwnikiem uzupełnił kolejne puste pola w drabince. Ponadto całkiem nieźle radziła sobie ekipa z Pomorza Zachodniego. O Maćku Relichu już wspomniałem, natomiast Bartek Kowaluk i Paweł Flantowicz zdominowali przedostatnią grupę. W ostatniej zaś po niespodziewanej porażce z Piotrem Judkowiakiem drugiej pozycji wyszedł Nikodem Jankowiak, zaś z turniejem po walce pożegnał się Krzysztof Borowczyk.


Tymczasem obok na stołach snookerowych dwa mecze wygrał Tytus Pawlak. W ⅛ trafić miał na Arkadiusza Brzękowskiego, który równie skutecznie przeplótł mecze pomiędzy turniejami. Po dwa zwycięstwa zanotowali również Sebastian Wawrzyniak i Piotr Słodzinka. W tym gronie znalazł się również Henryk Krygier, ale niestety trafił w trzeciej rundzie na Słodzinkę i tej bariery nie udało mu się już sforsować.
Późnym popołudniem zameldowali się w klubie zawodnicy z Głogowa. Z kopyta ruszył Tomek Leśniak wygrywając z Jarkiem Chełminiakiem i Piotrem Gazdą. Mniej szczęścia mieli Bartosz Donke i Jarosław Strugała. Obaj ulegli w pierwszych pojedynkach, choć niefart w ich wypadku wyglądał zupełnie inaczej. Dla Bartka to głównie ostatnie zagranie w turnieju, czyli wbicie czarnej z białą bilą w drugim frejmie z Antonim Hańczakiem, a dla Jarka pechowe losowanie, gdyż trafił na Radosława Babicę, ubiegłorocznego zwycięzcę tegoż turnieju.
Szczecinianie ze zmiennym szczęściem. Od zwycięstwa rozpoczął Relich, ale późnym wieczorem odpadł Mariusz Kukułka. Akurat to ucieszyło poznaniaków, bo do kolejnej rundy przeszła Kinga Pietrzak. Trzeci z pomorzan - Paweł “Flantówka” Flantowicz odpadł w niedzielny poranek.

Jeszcze w sobotni wieczór natomiast zaczęliśmy gry pucharowe w 9 bil. W bratobójczym boju odpadł Flantówka i do ćwierćfinału awansował Relich. Mimo powodzenia w grupie A wyższość Nikodema Jankowiaka musiał uznać Maciej Górny. To właśnie zwycięzcy tych pojedynków stworzyli parę walczącą o pierwszy półfinał.
W kolejnych pojedynkach ⅛ Arek Brzękowski wbijając dwie partie z kija pokonał Mikołaja Stęsika, a jego przeciwnikiem w następnym etapie został Grzegorz Tomczak, który choć bez “laczków” na koncie równie pewnie pokonał brata Macieja, brata Mikołaja. Kolejną parę w drugiej rundzie stworzyli Piotrowie Likowski i Słodzinka. Z turniejem tym samym pożegnali się Andrzej Barski i Sebastian Brzękowski.
Ostatnie dwa mecze to zaskakująco gładkie zwycięstwo 6:2 Bartka Kowaluka nad faworytem klubowym Łukaszem Bartkowiakiem. Rywalem Kowaluka został Tytus Pawlak, który do domu odesłał faworyzowanego Piotra Judkowiaka.

W niedzielny poranek rozpoczęli snookerzyści. Zawodnicy 9-tki dobili nieco później, ale tam wszystko rozstrzygało się znacznie szybciej. Swoją drogę do finału rozpoczął Krystian Ćwikła. Kolejni przeciwnicy raczej nie stawiali oporów, choć w pierwszym meczu na rozgrzewkę partię urwał mu Flantowicz. Później ani Ptak, ani Kowaluk nie mieli takich zakusów. Nie był to jednak dobry dzień Krystiana. Przyzwyczaił nas do skutecznych akcji w ataku i coraz mądrzejszej obrony, ale od ćwierćfinału rozpoczęły się kłopoty....
Najpierw Tomek Leśniak rozpędzony po wygranej z Panem Deckertem uszczknął partię, później twarde warunki stawiał Arek Brzękowski w półfinale. Z Arkiem zadecydowało doświadczenie Ćwikły, ale należy dodać, że Brzękowski radził sobie bardzo dobrze i uprzednio wyeliminował między innymi Tytusa Pawlaka.
Kolejnymi półfinalistami byli Radosław Babica i Sebastian Wawrzyniak. Radek pokonał Kasińskiego i Słodzinkę. Walkę podjął tylko ten drugi, ale szansa wyrównania wyniku została zmarnowana, a drugiej Babica nie zwykł dawać. Wawrzyniak zaś zgarniał serię walkowerów - najpierw nie pojawił się Nikodem Jankowiak, a potem Andrzej Barski.

Tymczasem na stołach do pool bilardu rozpoczęły się decydujące o tytule mecze. Powtórką z ubiegłorocznego finału był ćwierćfinał Nikodema Jankowiaka z Maciejem Relichem. Zakończył się znów zwycięstwem pomorzanina i w dodatku dokładnie w tym samym stosunku partii 8:6. Przeciwnikiem Relicha w półfinale po zwycięstwie nad Grzegorzem Tomczakiem został rewelacyjny tego dnia Arek Brzękowski.
Rozpędzony również w półfinale okazał się lepszym. Wbił partie z kija nr 6 i 7 by ostatecznie pokonać Relicha 8:5.
Z drugiej strony drabinki zaskakująco łatwe zwycięstwo Słodzinki nad jego imiennikiem Likowskim. Pokonany jednakże dwukrotnie wbił 9-tkę z rozbicia co pozwalało mu ciągle utrzymywać stan pojedynku na dystansie możliwym do odrobienia. Ostatnim ćwierćfinałem był pojedynek Tytusa Pawlaka z Bartkiem Kowalukiem. Lepszym okazał się ten drugi. Z resztą, nie tylko Tytus przyjął lekcję od Bartka, równie gorzką pigułkę musiał przełknąć Słodki.
Finał poziomem nie rozpieścił, ale to akurat zrozumiałe. Bardzo dobrze wbijający Arek Brzękowski sukcesywnie powiększał swoją przewagę i ostatecznie wygrał 8:4. Kowaluk zagrał wyraźnie słabiej niż w dwóch poprzednich spotkaniach, ale i tak mecz oglądało się z przyjemnością.

Messaging1546895440936

Turniej snookera w fazie półfinałów nabrał zdecydowanych rumieńców. Już wcześniej żądna sensacji publika zacierała ręce obserwując końcowe bile ćwierćfinałowego pojedynku obrońcy tytułu. Kolejnym wystawionym na próbę był ubiegłoroczny finalista Sebastian Wawrzyniak. W 2018 finał był zacięty, ale Babica wygrał 3:0. Tym razem tej zaciętości w pojedynku Radka z Sebastianem zabrakło, bo Wawrzyniakowi najwidoczniej po prostu “nie żarło”.
Z drugiej strony czekał już Krystian Ćwikła. Skład finału więc nie zaskoczył, bo byli to najwyżej notowani zawodnicy w drabince.
Zwyciężył 3:1 Radosław Babica i jego gra wydawała się znacznie słabsza od tej zeszłorocznej. Tym razem ani jednego brejka 30+ za to sporo dwudziestek. Krystian nie grał tego co potrafi, ale, jak to się mówi, gra się tak jak przeciwnik pozwala. Respekt jaki każdy czuje przed Babicą jest przecież oparty na jego sukcesach w pool bilardzie, a jego ostrożna i czasami niezrozumiała snookerowej braci gra taktyczna skutkuje w konfrontacji z amatorami. Jakby na to nie patrzeć w tym roku był w zasięgu co najmniej trzech zawodników. W finale, mimo tego, że bronił tytułu, nie był zdecydowanym faworytem. Jednak co mistrz, to mistrz! Drugi raz z rzędu udowodnił, że profesjonalne podejście do bilardu skutkuje w każdej jego odmianie.

 

DSC 1601

 

 

 

Turniej noworoczny - snooker

Drabinka
Turniej noworoczny - 9 bil

Drabinka
 
Grupy

LISTA BREJKÓW

PARTIE Z KIJA