Pierwszy weekend każdego roku jest od kilku lat zarezerwowany na tradycyjny już snookerowy turniej noworoczny. Po świątecznym lenistwie i sylwestrowych swawolach, grono stęsknionych za dwunastostopowym stołem jest rokrocznie całkiem pokaźne.

W tym roku w szranki z resztkami bąbelków szampana w tle stanęło 22 zawodników. Nie udało się zatem zrealizować branej pod uwagę do ostatniego dnia zapisów, koncepcji rozgrywania turnieju dwuetapowo - rozgrywki grupowe z fazą pucharową. Cała stawka od początku musiała wygrywać mecze by pozostać w zawodach.

Mecze rozpoczęte w sobotnie południe przyciągnęły zawodników zajmujących się ostatnio głównie bilardem. Wojciech Ptak, Nikodem Jankowiak i Piotr Ptaszyński na codzień rywalizują w Lidze Pool Bilarda 12ft. Próba przekwalifikowania się na bliźniaczy sport najlepiej poszła Jankowiakowi, któremu jedynemu udało się awansować do kolejnej rundy. Tam zakończył on swoją przygodę ulegając 0:2 Marcinowi Jamroziakowi.

Dwóch zawodników zaliczyło bardzo dobre zawody, mimo że nie dotarli do strefy pucharowej. Przemysław Poźniak, który w ostatniej edycji Ligi Snookera 12ft spadł z drugiej do trzeciej ligi, po serii przegranych spotkań, w końcu złapał wiatr w żagle. Wygrał w mozolnym tempie kolejne dwa mecze - najpierw z Kazimierzem Czerneckim a następnie z Konradem Kubasiewiczem - oba tym samym stosunkiem, czyli 2:1. Na Marcina Smorawskiego to już nie wystarczyło - w trzecim spotkaniu uległ 0:2.

Drugim zawodnikiem wprowadzającym zamęt w turniejowej drabince był Tomasz Bystrzyński. Najpierw dość sprawnie i bez straty frejma uporał się ze świeżo upieczonym trzecioligowcem - Mikołajem Stęsikiem. W kolejnej rundzie Bystrzyński był autorem największej niespodzianki zawodów - ograł 2:1 doświadczonego pierwszoligowca, Marka Leicherta. Fala optymizmu po tym zwycięstwie nie przepchnęła jednak Spidera przez kolejną rundę. Po wygranej z Leichertem, przygoda Tomka skończyła się na przegranym 0:2 meczu z Marcinem Jamroziakiem.

Mało znaczący epizod wydarzył się w dolnej części drabinki. Dla zorientowanych w poznańskim snookerze zapewne od razu rzuciło się w oczy, że po kilkumiesięcznej przerwie do zmagań wrócił Bartłomiej Kuśnierz. Urlop od snookera jednak mu nie służy - nie wygrał ani jednego frejma i odpadł z zawodów w starciu z Sebastianem Wawrzyniakiem.

Najwięcej meczów w turnieju rozegrał Tytus Pawlak. Na pięć spotkań zwyciężył w czterech. Dwukrotnie po drodze wpadał w lekkie kłopoty, kiedy to z Piotrem Gazdą i z Pawłem Deckertem musiał wygrać decydujący trzeci frejm.

W finale spotkał się on z Wiktorem Doberschuetzem. Tu jego passa zwycięstw się skończyła. Wiktor rozpędzał się w miarę upływu czasu i z każdym meczem do listy brejków dopisywał coraz wyższe osiągnięcia. Apogeum to druga partia finału, w której wbił brejki 48 i 46. Tytus w meczu do trzech wygranych wyrwał przeciwnikowi jednego frejma - w sposób na tyle niepewny, że sam twierdził, iż nie powinien go wygrać. Rozstrzygnięcia na początku 2016 takie same jak na końcu 2015 - w finale turnieju zwyciężył 3:1 aktualnie urzędujący Mistrz Ligi - Wiktor Doberschuetz.