Otwarte Mistrzostwa Wielkopolski w tym roku odbyły się już ósmy raz. W skromnych progach naszego klubu to był jak zwykle największy i najważniejszy zarazem turniej w sezonie i choć rozegraliśmy go tradycyjnie na zaledwie dwóch stołach, to tym razem udało się bez większych opóźnień. Ba, finisz turnieju był wręcz piorunujący i finał rozpoczęliśmy z delikatnym przyspieszeniem, a i ostatni mecz nie trwał zbyt długo bo oprócz pierwszego frejma, którego wspominać będziemy jeszcze długo, klasą sam dla siebie był Kacper Filipiak, nasz nowy Mistrz.

 

 

 

DRABINKA
BREJKI


Finał, sędziowany przez Sarę Kwiecińską, chociaż chciałbym opisać najlepiej jak potrafię jego początek, trzeba po prostu zobaczyć na nagraniu, które niebawem udostępnimy. Pierwsza odsłona, to używając nomenklatury piłkarskiej - “stadiony świata”. Piękny brejk Filipiaka w wysokości 57 punktów, fantastyczna odpowiedź Rogozy w wysokości 62 i… spudłowana czarna bila na partię. Po takim ciosie szczecinianin już się nie podniósł i mimo wspaniałej walki do końca ta czarna bila pozostała już w jego głowie do końca pojedynku.

 


Od lewej: Karol Lelek, Kacper Filipiak, Paweł Rogoza


Tym samym, kolejne wielkie nazwisko rodzimego snookera zapisaliśmy niczym trofeum wśród zwycięzców Mistrzostw Wielkopolski. Kacper Filipiak znalazł się w doborowym towarzystwie aż siedmiu snookerzystów, niewątpliwie jeszcze bardziej tę listę nobilitując. Ciągle jedynym zawodnikiem, który powtórzył sukces w Poznaniu pozostaje Bartłomiej Zacniewski, Mistrz w latach 2009 i 2011.
Drugie miejsce zajął Paweł Rogoza. Był to trzeci finał Pawła i co ciekawe trzeci zakończony w minimalnej ilości frejmów. Od swojego pierwszego sukcesu w 2012 roku to była już druga szansa na ponowne zdobycie najważniejszego trofeum w Wielkopolsce, lecz niestety dla szczecinianina znów nieudana. Niemniej, Paweł jak zwykle pokazał bardzo solidny poziom i zapewne pojawi się jeszcze nieraz tego lata w Poznaniu.

Trzecie miejsca dla wygłodniałych młodych, acz pełnoletnich wilków polskiego snookera, czyli Karola Lelka i Ariela Trębochy. Drugi z tej pary miał bardzo dużą szansę na zwycięstwo przeciwko Rogozie w półfinale, ale mimo szybkiego wyjścia na prowadzenie 2:0 kolejne trzy frejmy oddał bardziej doświadczonemu koledze i ostatecznie musiał się zadowolić brązowym medalem.

 


Ariel Trębocha

 

Jeśli chodzi o reprezentantów naszego klubu to po długom rozbracie ze snookerem jak zwykle dobrze zaprezentował się Karol Szuba-Jabłoński. Rozpoczynając od trzeciej rundy rozprawił się z Jarosławem Strugałą bez straty partii, a następnie w zaciętym pojedynku z Wiktorem Doberschuetzem. Zatrzymał się dopiero na turniejowej “jedynce”, czyli Pawle Rogozie.

Największą niespodziankę sprawił kolejny zawodnik poznański, który nie zaznaczył swojej obecności w trakcie minionego sezonu. Bartłomiej Kuśnierz najpierw odprawił najmłodszego uczestnika turnieju - Dawida Jachimowskiego, a następnie sprawił przykrość Marcinowi Małysce z Lubartowa nie pozwalając mu rozegrać więcej niż jednego meczu. W ostatnim swoim pojedynku Kuśnierz nie był bez szans przeciwko Karolowi Lelkowi i mimo znacznie niższych osiągnięć życiowych toczył walkę jak równy z równym. Niestety przegrał pojedynek 0:2 kończąc jedną z partii w dogrywce.

A skoro o niespodziankach mowa, to nie może umknąć nam bardzo dobra postawa Roberta Jachimowskiego, który równie niegościnnie jak wspominany przed chwilą Kuśnierz odprawił z kwitkiem finalistę z zeszłego roku - Roberta Czupryniaka ze Szczecina. Po kolejnym zwycięstwie nad Markiem Leichertem musiał jednak uznać wyższość również Karola Lelka.


Robert Jachimowski

 

Dwa zwycięstwa na swoim koncie zanotował także Marcin Smorawski i to właśnie on był pierwszym przeciwnikiem późniejszego triumfatora zawodów - Kacpra Filipiaka. To właśnie w tym meczu padł brejk 102 punkty w wykonaniu warszawiaka. Obserwatorzy zgodnie ocenili układ na stole na trudny, ale Filipiak popisał się genialnie rozegraną taktycznie partią i ostatecznie uradował nas drugim w historii podejściem powyżej stu punktów. Była nawet szansa na 129 punktów, ale mimo forsownego wbicia bili niebieskiej, która stanowiła o przekroczeniu bariery trzycyfrowego brejka, bila biała ustawiła się w niezbyt dogodnej pozycji do żółtej, a ta wpaść już nie chciała.
Na liście brejków pojawiły się niemniej zacne wpisy z dwóch ataków na setki - 84 i 75 punktów, oba oczywiście w wykonaniu Kacpra Filipiaka. W ostatecznym rozrachunku aż trzy podejścia wygrywające oraz dwa brejki 50+ w ośmiu partiach rozegranych przez Kacpra to na prawdę dobry wynik i świadczy o klasie sportowej tego zawodnika. Bardzo się cieszę, że jego nazwisko znalazło się wśród tryumfatorów Mistrzostw.

 

Brejk 102 stał się faktem...



Kończąc, wspomnieć muszę jeszcze o tych, o których rzadko się wspomina, a są nieodzowną częścią naszego klubu i tego wyjątkowego turnieju. Całej gromadzie sędziów, którzy wsparli zawodników arbitrażem przy stołach biję pokłony grzywą zaczesując wykładzinę w kolorze bordo ;) Specjalne podziękowania dla Wiktorii Jędruszek, Sary Kwiecińskiej, Andrzeja Jachniewicza, Mateusza Rusina oraz Gosi Kaniewskiej. Zabrakło w tym roku Marzeny Łagowskiej, która pierwszy raz w historii tego turnieju nie mogła się pojawić w Poznaniu, ale wspierała nas telepatycznie ;)

Dziękujemy wszystkim zawodnikom i widzom, zapraszamy jak zwykle na kolejne turnieje z cyklu Summer Time. Już w najbliższy weekend turniej debli 2vs2, a następnie ShootOut i 12ft CUP. Do zobaczenia w klubie!!!