Pierwszy turniej bilardowy Cyklu SummerTime zgromadził na linii startowej wybuchową mieszankę zawodników, którzy przewijali się w klubie w ciągu ostatniego roku. Kilku stałych bywalców zabrakło - ale wiadomo - wakacje. Nie wszyscy mogli się stawić. Ale Ci, którzy się pojawili, stworzyli listę startową zawodników, gwarantującą ciekawe rozstrzygnięcia. A takich nie brakowało.


Zawodnicy zostali podzieleni na cztery grupy. Co jest istotne - nie zrobiono tego na podstawie rankingu, jakichkolwiek klasyfikacji czy innego klucza. Klucza nie było - zrobiono to losowo. Przypadek zatem kierował stworzeniem grupy C, która według obserwatorów była najbardziej wyrównana, przez co ciekawsza. Tutaj każdy mógł wygrać z każdym. Na przeciwnym biegunie była grupa D, która jako jedyna była jedynie trzyosobowa. Jeśli jeszcze zauważymy jeszcze fakt, że znalazł się w niej Mistrz Ligi z ostatniej edycji Ligi Pool Bilarda 12ft, to... ...no właśnie. Emocje jak na zbieraniu jagód w lesie.

Rozgrywki wystartowały w niedzielę kilka minut po południu. Wśród trzech meczów, które wystartowały o tej porze, swoje pierwsze spotkanie rozgrywał Jakub Kwieciński. Zawodnik ten a grupy A - radzący sobie "w kratkę" w drugiej klasie gier Ligi Pool Bilarda 12ft, wróżono szok cywilizacyjny z powodu styczności z zawodnikami, przynajmniej na papierze, o wiele lepszymi. Nic bardziej mylnego. Co prawda Kuba przegrał swoje wszystkie spotkania, ale każdemu z trzech rywali stworzył identyczne kłopoty - ulegał zawsze 4:6.

W grupie B pojawił się po dłuuugiej nieobecności przy stole bilardowym Tomasz Bystrzyński. Świętujący obecnie swoje najlepsze występy w snookerze, na czas wakacyjny postanowił również przekwalifikować się na pool bilard. Udała mu sie ta sztuka całkiem przyzwoicie. Z trzech spotkań wygrał dwa a porażkę poniósł z liderem grupy. Przegrał o włos 5:6 z Waldkiem Dębskim, który jak czas pokazał został ostatecznym zwycięzcą całego turnieju.

We wspomnianej grupie C mieliśmy istne fajerwerki. Leciały iskry, pot, krew. Podobno było słychać płacz i zgrzytanie zębów. W tej grupie mecze były najbardziej zacięte - rozegrano najwięcej partii (tyle samo co w grupie A) i było tu najwięcej partii z kija (tyle samo co w grupie B). Trzech Piotrów i Emil do ostatniego meczu tej grupy rozstrzygali swoje losy o wyjście do fazy pucharowej. Wiadomo jedynie było, że Kurek, który przegrał wszystkie trzy spotkania do niej nie awansuje. W kwestii pozostałych trzech osób, wszystko było otwarte - każdy mógł zająć równie dobrze pierwsze jak i trzecie miejsce. Mecz Ptaszyński-Mądry wygrał rzutem na taśmę ten pierwszy. Wygrana 6:5 była jednak wynikiem na pocieszenie, gdyż zwycięzcy nie wystarczyła do awansu.

W grupie D meczem o wszystko było tak naprawdę spotkanie pomiędzy Szymonem Grewligiem i Robertem Jankowiakiem. Panowie mentalnie nastawili się na ten pojedynek, gdyż zdroworozsądkowo wkalkulowali porażkę z Mistrzem Ligi Tytusem Pawlakiem. Spotkanie to było pierwszym meczem rozgrywanym w tej grupie, więc po rozstrzygnięciu 6:2 dla Grewlinga, los zaczął wypełniać ich przewidywania. Po kolei i znacznie ulegali Pawlakowi (2:6, 1:6). Dominację w tej grupie Tytus podkreślił wbijając pierwszą partię z kija w tradycyjny sposób, czyszcząc ze stołu bile po kolei, a nie jak poprzednicy podczas tego turnieju - poprzez wbicie dziewiątki z rozbicia.

fazie pucharowej do roli niespodzianki turnieju wyrósł 12-letni Dawid Jachimowski. Najmłodszy uczestnik turnieju najpierw w grupie A bezlitośnie ograł wszystkich przeciwników. W fazie pucharowej bez większych problemów rozprawił się w ćwierćfinale z Piotrem Słodzinką. Mecz mógł się podobać nie tylko z powodu kontrastu wiekowo-wagowego, ale również z tego powodu, że padły tutaj dwie partie z kija.

Najbardziej zacięte spotkanie ćwierćfinałowe rozegrali Emil Mądry z Bartłomiejem Kuśnierzem. Emil wysforował się na początku spotkania na prowadzenie. Dla Kuśnierza był to częsty scenariusz podczas tych zawodów - często gonił przeciwnika by go na finiszu prześcignąć. Udało mu się o włos. Doszło do ostatniej decydującej partii, którą Bartłomiej wygrał.

Tego szczęścia nie miał już w kolejnym meczu. Kuśnierz gonił Pawlaka, ale na tym etapie turnieju taką sztukę powtórzyć już trudniej. Tytus kontrolował mecz i ostatecznie awansował spokojnym zwycięstwem z przewagą trzech partii. Drugi półfinał to kolejne widowisko z udziałem Jachimowskiego. Młody adept sztuk bilardowych tym razem musiał uznać wyższość starszego i o wiele bardziej doświadczonego Waldemara Dębskiego. Mecz przyjemnie się oglądało, gdyż tu emocje również sięgnęły zenitu z powodu zażartej walki do samego końca. Również tu mieliśmy najwyższy możliwy remis 7:7 i decidera, którego wygrał Waldek.

Finał jako zwieńczenie zawodów nieco rozczarował. W tym turnieju mieliśmy dużo więcej bardziej zaciętych spotkań, czy spotkań stojących na wyższym poziomie. Być może miało na to wpływ zmęczenie zawodników całym dniem zawodów. Tytus zagrał na gorszym niż zwykle poziomie. Koncentrację utrzymał za to Waldek. Z wszystkich meczów fazy pucharowej finał zakończył się najbardziej jednostronnym wynikiem. Pawlak zdobył w nim jedynie cztery partie przy ośmiu Dębskiego. Tym samym Waldemar Dębski został zwycięzcą drugi raz z rzędu w turnieju bilardowym w 12ft. Ostatnie triumfy święcił w wygranym majowym Pucharze Ligi Pool Bilarda 12ft.

Pierwsze punkty do klasyfikacji bilardowej Cyklu SummerTime zostały zapisane. We wrześniowym finale weźmie udział najlepsza szesnastka z tego rankingu. Patrząc na frekwencję z minionego turnieju, do tej finałowej szesnastki będzie się trudniej dostać niż rok temu.

Kolejne zawody bilardowe w sierpniu. 13-14.08 gramy w odmianę 10 bil.