Środek nie najciepleszego lata w tym kraju w środku Europy. Ludzie porozjedżali się do cieplejszych miejsc na jej krańce, albo i dalej. Poznań przerzedzony wśród i mieszkańców i odsiany od sezonowych bywalców. Pustki. Pod tę regułę podpiąć można ostatni turniej bilardowy Cyklu SummerTime. Do gry w odmianę 10 bil przystąpiło dziewięciu śmiałków, co jest zauważalną dysproporcją w porównaniu do zawodów sprzed miesiąca, gry rozgrywaliśmy 9 bil.

Rozgrywki w minioną niedzielę zaczęliśmy tradycyjnie od zmagań grupowych. A w nich kilka dawno nie widzianych twarzy. Pojawił się po trzymiesięcznej przerwie w zawodach Krzysztof Dys. Po jeszcze dłuższej pauzie pojawił się Tomasz "El Profesore" Grygier. Po przerwie mierzonej w latach pojawił się natomiast Cyrus Sidor. Snookerzysta, który przygodę ze sportami bilardowymi rozpoczął w 12ft osiem lat temu, pierwszy raz wziął udział w zmaganiach poolbilardowych.

Zawodnicy podzieleni zostali na dwie nierówne grupy. Nierówne zarówno pod względem ilościowym jak i poziomem zawodników. Rozstawienie w grupach odbyło się na podstawie rankingu, a on nie do końca póki co odzwierciedla umiejętności bilardzistów. W grupie A zatem mieliśmy najbardziej rozstrzelone pod tym względem towarzystwo. Był w niej m.in. zwycięzca dwóch ostatnich turniejów bilardowych w 12ft - Waldemar Dębski oraz Tomasz Grygier, który swoimi katastrofalnymi meczami tej niedzieli pracuje na usunięcie swojego branżowego przydomku. Waldemar w rozgrywkach grupowych trafił na spory opór. Jedyną porażkę jaką poniósł zanotował w meczu z Cyrusem Sidorem. Cyrus, dzięki temu zwycięstwu 5:3 nie dość, że zagwarantował sobie wyjście z grupy z miejsca pierwszego, to jeszcze jako jedyny zawodnik tego dnia wpisał się na listę listkę partii z kiija. Z grupy awansowało dwóch zawodników - drugim był Dębski, co spowodowało, że Piotr Kurek musiał się obejść smakiem. Piotr tego dnia większość partii wygrał, kończąc rozgrywki ich bilansem +5. Jednak przekuł to tylko na dwa wygrane mecze z czterech rozegranych. Rozbrat ze sportami bilardowymi nie służy Tomkowi Grygierowi. Przegrał wszystkie swoje spotkania. Trzy pierwsze z nich oddał z katastrofalnym bilansem 2-15. Powalczył dopiero z Marcinem Jamroziakiem, jednak nie udało mu się przełamać złej passy.

Grupa B "na papierze" wyglądała na bardziej wyrównaną. I taka w rzeczywistości była. Co drugi mecz kończył się maksymalną ilością parii, przez co co chwila do tabeli dopisywaliśmy wynik 5:4 lub 4:5. Sprawa pierwszego miejsca w grupie rozstrzygnęła się tym wynikiem. Piotr Ptaszyński z Krzysztofem Dysem zagrali o tę stawkę w ten właśnie sposób. Natomiast przegrana Tomka Bystrzyńskiego z Dysem tym stosunkiem partii była gwoździem do trumny tego pierwszego. Tomka morale zostało skutecznie złamane i w swoim kolejnym meczu z Szymonem Grewlingiem nie ugrał ani jednej partii. Była to jedyna wygrana "do zera" w całym turnieju.

Faza pucharowa okazała się dość wymagająca pod wieloma względami. Zwiększono modus meczowy - grano do ośmiu wygranych partii, więc czas, w którym trzeba było utrzymać skupienie został wydłużony. Poza tym dla niektórych zawodników był to już piąty mecz na przestrzeni pięciu godzin. Tempa tego, jak sam przyznał, nie wytrzymał Cyrus Sidor. W półfinale z Piotrem Ptaszyńskim opuściły go w końcówce siły, mimo iż po dziesięciu partiach mieliśmy remis 5:5. W drugim półfinale było jeszcze bardziej jednostronnie. Dębski z Dysem ostatnio spotkali się w finale majowego Pucharu Ligi Pool Bilarda 12ft. Krzysztof nie zrewanżował się za tamtą porażkę. Tym razem ponownie lepszym okazał się Waldemar.

Kolejny turniej zaczyna nas utwierdzać w tym, że może pora zacząć myśleć o zmianie zasad. Może powinniśmy rozgrywać zawody o to, kto w finale zagra z Waldemarem Dębskim? A może o to kto spróbuje mu nieudolnie uniemożliwić wygraną w całych zawodach? Trzeci finał Waldka i trzecia wygrana. Wszystkie wygrane z rzędu. Co ciekawe, Dębskiemu w tych turniejach przytrafiają się porażki na etapie gier grupowych, jednak od momentu gdy możemy znaleźć jego nazwisko w drabince - to nie bierze on jeńców. Piotr Ptaszyński w ostatnim meczu zawodów uzbierał jedynie połowę tego co jego przeciwnik. Finał zakończył się kontrolowanym na każdym etapie meczu wynikiem 8:4.

Dzięki temu zwycięstwu Waldemar Dębski ma praktycznie zagwarantowane zwycięstwo w klasyfikacji bilardowej Cyklu SummerTime, mimo że został jeszcze jeden turniej do rozegrania. Teoretycznie jest jeszcze możliwe by Dębskiego zdetronizować: do ostatnich zawodów musiałoby się zgłosić minimum 41 zawodników, a zwyciężyć w nim musiałby zawodnik, który w obecnej chwili ma minimum 4 punkty na koncie. Aha. I oczywiście Waldemar musiałby w tym turnieju nie zagrać. Tak czy inaczej - klasyfikacja wskazuje, że zainteresowanie letnimi turniejami bilardowymi w 12ft jest większe niż w zeszłym roku i iluś zawodników nie zmieści się w pierwszej szesnastce uprawnionej do gry w Finale SummerTime. W drugi weekend września ostatnia szansa na dodanie sobie punktów rankingowych - będziemy grać w 8 bil. Zapisy już otwarte!