Szczęście, na szczęście, nie było potrzebne. Rozgromili wszystkich i ani przez moment nie byli zagrożeni. Nic dziwnego, że buńczucznie i pysznie, a może asekurancko i przewrotnie nazwali się “Ze szczęściem nie wygrasz”. Niemniej, w pierwszy wrześniowy weekend królowali niepodzielnie na 12-to stopowych stołach i obronili tytuł sprzed roku…, sprzed dówch lat… w 2/3, w sumie to trochę sprzed czterech… i pięciu też.

W 2011 roku rozegraliśmy pierwszy turniej Team Grand Prix. Na podium stanął między innymi Krzysztof Górniak. Rok później ponownie. W 2013 nikt z trójki Pawlak-Doberschuetz-Górniak nie wygrał, ale w finale drugi z wymienionych zagrał. W 2014 roku Doberschuetz z Górniakiem w towarzystwie Szubka zdominowali turniej, a tym samym rozpoczęli swoje rządy w zawodach trzyosobowych. Rok temu zwyciężyli w dokładnie takim samym składzie jak obecnie. Obliczyłem - mamy jubileusz - razem mają 10 tytułów.

W sumie, to przegrana jakiegokolwiek spotkania przez “Ze szczęściem nie wygrasz” byłaby mega sensacją. Klubowy dream team po prostu nie mógł tego turnieju przegrać, a jednak już na etapie rozgrywek grupowych opór postawiła drużyna “Nieszła” z Tomkiem Bystrzyńskim, Przmkiem Semikiem i Marcinem Wampirem Jamroziakiem w składzie. Parę bil więcej, troszeczkę pecha i mogłoby być różnie…, no ale przecież szczęście było zarezerwowane dla Tytusa, Wiktora i Krzysia, więc skończyło się zwycięstwem 121:90. O miejscu w grupie zdecydować miały pojedynki z “Leśnymi dziadkami”, lecz w meczu z późniejszymi tryumfatorami Tomek Kasiński ugrał ledwie 10 punktów przeciwko 123-em, ale przeciwko “Nieszła” wypadli o niebo lepiej i nawiązali walkę przegrywając z 89-oma punktami na koncie.
W sąsiedniej grupie składy były o wiele bardziej wyrównane. Faworytami była ekipa “Koniokradów”, gdzie Sebastian Wawrzyniak wbijał jak szalony, wtórował mu Pan Paweł Deckert, a skład uzupełniał największy progres minionego sezonu, czyli Mikołaj Stęsik. Nieoczekiwanie szanse zwycięstwa z “Koniokradami” zyskali “From the Bottom” kiedy to na ostatnią zmianę wpadł Piotr Słodzinka i dwoma podejściami zniwelował stratę 30 punktów, ale przy stanie 119:118 spudłował trudną czarną przez cały stół i Sebastian Wawrzyniak jak przystało na lidera zespołu dokończył zadanie przy pomocy czerwonej i kolorowej bili. W pozostałych pojedynkach “From the Bottom” poradzili sobie całkiem dobrze i Waldemar Dębski, Maciej Śniegowski i wspominany Piotr Słodzinka mogli cieszyć się z miejsca w półfinale awansując z drugiego miejsca.

O honor zawalczyły drużyny “My tu tylko na chwilę” (Przemek Tic, Tomek Sobczak, Maciej Stęsik) oraz “Obrońcy tytułu” (Szymon Grewling, Łukasz Uciechowski, Mateusz Rusin). O 3 punkty okazali się lepsi ci drudzy.

Półfinały okazały się przewidywalne. Najpierw zawalił swoją zmianę Piotr Słodzinka i mimo świetnej gry Macieja Śniegowskiego i Waldemara Dębskiego nie udało się odrobić strat z początku pojedynku. Co prawda wyglądało na tyle kiepsko, że trzecia zmiana po stronie “From the Bottom” mogła się w ogóle przy stole nie stawić, ale szczęście odwróciło się na chwilę od “Ze szczęściem nie wygrasz”, a jak się odwracało to ręce Tytusa Pawlaka zaczynały drżeć i Waldek Dębski rozpoczął szaleńczą pogoń ze stoickim spokojem missując przeciwników. Kiedy drżenie ustało, a w sercu Piotra Słodzinki pojawiła się nadzieja, Pawlak dobił rannych przeciwników używając do tego szczęśliwie wbitej czerwonej na początek końca półfinału.
Po drugiej stronie drabinki “Koniokrady” prały “Nieszłą”. Nieźle zagrał Przemek Semik, odrabiając trochę strat, ale później Pan Deckert zaczął wbijać i nie było co zbierać podobnie jak na drugim stole. Mecze zakończyły się z idealną synchronizacją.


Finał nie wyszedł “Koniokradom”. Na starcie kieszenie się zatkały Sebastianowi, później żarło tylko przeciwnikom, a na koniec wszystko siedziało Krzysiowi Górniakowi. Co zrobić, ze szczęściem nie wygrasz, bo ono sprzyja lepszym.