Wydarzenia sportowe dzielą się na te, które przemijają bez echa jak i na te, które długo tkwią w zbiorowej pamięci. Pierwszy rodzaj to nudne mecze, bez fajerwerków, z emocjami na poziomie czynności wypełniania PITa. O drugich można pamiętać długo z wielu motywów. Mogą to być druzgoczące porażki, np. 0:6 u siebie, lub też zacięte pojedynki do ostatniego zagrania. Ostatni turniej bilardowy będziemy pamiętać z tego ostatniego powodu. Ale nie tylko z niego. Gdy dorzucimy do tego grono zawodników, które w zmaganiach bilardowych u nas nigdy nie brało udziału, gdy dodamy szereg niespodzianek przy rozstrzygnięciach w fazie pucharowej - trzeba dojść do jedynej możliwej konkluzji: niedzielny turniej w odmianę 8 bil, był arcyciekawy.

Osiemnastu zawodników - to rekord frekwencji na dwuletniej przestrzeni bilardowych turniejów w Cyklu SummerTime. Zgodnie z obietnicami trzeba było cały turniej upchać w niedzielę, wiec rozgrywki grupowe rozpoczęliśmy od godziny 10:00. A było co grac - faza grupowa to 22 mecze. Zawodników podzielono na cztery grupy: dwie czteroosobowe i dwie pięcioosobowe. Siłą rzeczy oczy były zwrócone na Waldemara Dębskiego - triumfatora ostatnich trzech turniejów bilardowych w 12ft. Ulokowany w grupie A miał czterech przeciwników znanych już z rozgrywek w naszym klubie. Waldemar wygrał wszystkie mecze na tym etapie a najwięcej problemów sprawił mu Nikodem Jankowiak, który w meczu do pięciu wygranych partii wygrał z nim trzy. I to właśnie Nikodem wyróżniał się na tle pozostałych graczy grupy A, stąd nic dziwnego, że to on zajął w niej drugie miejsce, premiowane awansem do fazy pucharowej.

Grupa B przyniosła sporo emocji i nieoczekiwanych rozwiązań. Znaleźli się w niej zawodnicy o bardzo zbliżonym poziomie gry. Nie odnotowaliśmy żadnego zwycięstwa 5:0. Każdy każdemu urywał partie. Stąd też nic dziwnego, że zwycięzca tej grupy, Tytus Pawlak, w czterech meczach stracił ich aż osiem. Ciekawe rzeczy działy się za to za jego plecami. Typowany na wicelidera Krzysztof Borowczyk nie umiał sobie poradzić ze swoją słabszą dyspozycją tego dnia. Ponadto pojawiający się po raz pierwszy w rozgrywkach poolowych Maciej Stęsik i Maciej Górny mocno do tego przyłożyli rękę. Obaj debiutanci pokonali Borowczyka bez większych problemów. W swoim debiucie Górny tak dobrze zagrał, że gdy do zwycięstwa nad Krzysztofem dołożył wygrane z Grygierem i Stęsikiem, okazało się, że największa niespodzianka rozgrywek grupowych zagra również w fazie pucharowej. Wspomniany Borowczyk musiał zadowolić się miejscem czwartym, którego był pewien dopiero po ostatnim meczu, w którym zanotował swoją pierwszą i jedyną wygraną - pokonał 5:3 Tomka Grygiera.

Grupa C dostarczyła również wielu emocji. Był to jedyny przypadek, gdzie na czele grupy znaleźli się trzej zawodnicy z tą samą liczbą zwycięstw. Gdy okazało się, że kolejnym czynnikiem decydującym o kolejności w grupie jest bilans partii, to wyszło na to, że starcia z debiutantem Wojciechem Bocheńskim, odstającym tego dnia nieco od reszty zawodników, stały się również ultraważne. Przy kiepskim bilansie Bocheńskiego w partiach (2-15), okazało się bowiem, że o kolejności w grupie fundamentalne znaczenie miały dwie partie przez niego wygrane przeciwko Kuśnierzowi i Steczyszynowi. O tym jak było ciasno na pierwszych trzech pozycjach niech świadczy fakt, że gdyby Tomasz Steczyszyn przegrał tylko jedną partię mniej, to by zajął na koniec gier grupowych pierwszą pozycję, a tak zajął dopiero pozycję trzecią i pożegnał się z rozgrywkami. Pierwszy był Szymon Grewling (który przegrał ze Steczyszynem) a drugi Bartłomiej Kuśnierz.

Grupa D okazała się być najbardziej radykalnym zbiorem zawodników. Zacięte spotkania? Mecze trzymające w napięciu do końca? Bitwa o każdą parię? Nic z tego. To nie tu. W tej grupie połowa spotkań skończyła się jednostronnym wynikiem 5:0 a druga połowa z wyrwaną honorową partią, czyli 5:1. Jak po maśle ten etap gier przeszedł Marcin Jamroziak w trzech zwycięstwach oddając jedynie dwie partie. Drugą pozycję zajął Mateusz Gajewski notując kuriozalnie we wszystkich swoich meczach wyniki 5:0. Dwukrotnie jednak jego nazwisko było przy cyfrze "5" a tylko raz przy "0", więc dwa zwycięstwa pozwoliły mu awansować do fazy pucharowej. W tyle został doświadczony Piotr Kurek oraz debiutujący w rozgrywkach letnich Jacek Jaborski, który ma za sobą epizod w majowym turnieju o Puchar Ligi Pool Bilarda 12ft.

Górna część drabinki pierwszych meczów fazy pucharowej minęła pod znakiem niezbyt zaciętych spotkań. Waldemar Dębski w spodziewany sposób poradził sobie szybko z Bartłomiejem Kuśnierzem, pokonując go 6:1. Podobnym stosunkiem partii Tytus Pawlak odesłał do domu Mateusza Gajewskiego. Mecze bez większych historii.

Najbardziej zaciętym ćwierćfinałem okazał się być mecz Szymona Grewlinga z Nikodemem Jankowiakiem. Z tych samych powodów był to najdłuższe czasowo spotaknie. Rozegrano dziesięć partii a proporcje rozłożyły się w skali 6:4 dla Jankowiaka.

W ostatnim ćwierćfinale stało się to, czego oczekiwano już na etapie gier grupowych. Otwarto listę partii z kija a wpisał się na nią Marcin Jamroziak. Grał on z objawieniem wcześniejszej fazy turnieju - Maciejem Górnym. Tak jak w zwycięskich ćwierćfinałach Pawlaka i Dębskiego, również tu Jamroziak od początku przejął kontrolę nad meczem i nie oddał jej do końca spotkania. Maciej wygrał dwie partie i pożegnał się z turniejem.

Półfinały okazały się gatunkowo o wiele lepszym produktem niż cokolwiek wcześniej tego dnia. W tej fazie turnieju sensacyjnie zakończył swój udział dominator bilardowych rozgrywek ostatnich miesięcy - Waldemar Dębski. Taktycznym zmysłem wymanewrował go Tytus Pawlak. Spotkanie kosztowało zwycięzcę dużo psychicznych sił z powodu nieustannego skupienia, ale opłaciło się. 6:3 i Pawlak w finale.

W drugim półfinale Nikodem Jankowiak popędził na złamanie karku. W każdej partii atakował wszystko co się dało i co gorsza dla przeciwnika, Marcina Jamroziaka, wszystko wpadało. Jamroziak nie umiał odpowiedzieć na taką dyspozycję przeciwnika i wygrał tylko jedną partię. Niech dowodem skuteczności w półfinale Jankowiaka będą chociażby jego dwie partie z kija. Co ciekawe Nikodem grał kijem klubowym "ze ściany", gdyż wcześniej niefortunnie złamał swój kij. Zmiana osprzętu nie przeszkodziła jednak mu w niczym, żeby nie powiedzieć, że pomogła. Po przeciwniku nie było co zbierać.

niko
Nikodem Jankowiak

Finał był kwintesencją i podręcznikowym przykładem tego, jak powinno wyglądać zacięte spotkanie. Zanotowaliśmy niemal wszystkie możliwe remisy: 2:2, 3:3, 4:4, 5:5 i 6:6. Tylko na początku spotkania Pawlak uciekł Jankowiakowi na 2:0, by ten go zaraz dogonił. W finale nie brakowało niedokładnych zagrań - zarówno z nerwów, jak i z powodu niedoskonałości sprzętu (np. kick na bili). Apogeum tego mieliśmy w ostatniej trzynastej partii, gdzie Tytus Pawlak po wbiciu ostatniej bili ze swojej grupy źle wyszedł na ósemkę. Wbiciami przez cały stół dwóch swoich ostatnich połówek i ósemki Nikodem Jankowiak wbił ostatni gwóźdź do trumny Pawlaka i rzutem na taśmę zwyciężył w turnieju 8 bil. 7:6 dla Jankowiaka w ostatnim meczu zawodów zakończonym grubo po połnocy. Gratulacje!

Po tym turnieju w klasyfikacji bilardowej Cyklu SummerTime nastąpiło spore zamieszanie. Pojawiło się aż osiem nowych nazwisk. Niektóre niższe pozycje wymagały losowania pomiędzy zawodnikami z tą samą ilością punktów. Za niecałe dwa tygodnie w dniach 24-25.09 zostanie rozegrany Finał SummerTime w pool bilarda. Prawo gry w nim ma pierwsza szesnastka rankingu. Jednak gdy ktoś z tej szesnastki rezygnuje z gry w Finale, prawo to przechodzi na następną osobę w klasyfikacji. Wkrótce będziemy zbierać od zawodników potwierdzenia udziału w Finale i już na tym etapie wiemy, że z pierwszej szesnastki nie wszyscy będą mogli zagrać. Zatem na pewno ktoś wślizgnie się tam z listy rezerwowej.

Bilardowy Finał SummerTime w zeszłym roku był rozgrywany w ósemkę. W tym roku będzie ciekawiej. W każdym meczu, zawodnik który jest niżej w rankingu będzie podejmował decyzję w jaką odmianę ten mecz się będzie toczył. Do wyboru będą odmiany: 8 bil, 9 bil i 10 bil. Czy to podniesie szanse niżej sklasyfikowanych? Czy będzie więcej niespodzianek? Wszystkiego się dowiemy już za niecałe dwa tygodnie.