Stało się. Znów. Tytus Pawlak oczywiście kolejny raz zaliczany był do absolutnych faworytów, ale od czasu do czasu jego mistrzowskie zapędy były już studzone przez wąskie grono zawodników, których stać było na wyrywanie pojedynczych tytułów. Od Słodzinki, przez Jamroziaka i Doberschuetza, po Jankowiaka - każdy z nich wykradał tytuły z kolekcji Pawlaka. Tym razem jednak, w wielkim stylu, zrobił to Łukasz Bartkowiak.


Ów wielki styl to dziewięć spotkań bez porażki. Dziewięć, czyli wszystkie. I to jest odbiciem jakości jaką zaprezentował w tej edycji Bartkowiak. Wyczyn takowy oczywiście wielokrotnie już mieliśmy okazję obserwować - analizując dziesięć ostatnich edycji - aż pięciokrotnie: w obecnej, wiosną 2017 i jesienią 2015 za sprawą Tytusa, zimą 2017 bez porażki grał Doberschuetz, zimą 2016 Jamroziak.
Jednakże, jeśli mielibyśmy się pokusić o wskazanie najbardziej wyżyłowanej, pierwszoligowej dominacji w ramach jednej edycji bazując na wymienionych pięciu przypadkach to wskazać trzeba wynik Wiktora Doberschuetza z 2016 roku, gdzie znany głównie ze snookera zawodnik postanowił udowodnić, że i w 8 bil da radę sprać wszystkich brawurowo. Wiktor przegrał wtedy jedynie 16 partii przy 63 wygranych. Nikt nie był w stanie wyrwać mu więcej niż 3 potyczek w obrębie meczu, a dwóch zawodników nie było w stanie wygrać nawet jednej. To jednak tylko matematyczne podejście.
Łukasz Bartkowiak zagrał w 1 Lidze po raz pierwszy. Wszyscy pozostali nie zdobywali mistrzostwa w debiutanckiej edycji. Doberschuetz dopiero w drugiej, Jamroziak grał ich wiele zanim sięgnął po złoto, Jankowiak również. A ten fakt, ma wartość samą w sobie. Teraz dla Bartkowiaka otwiera się droga do bicia rekordów…
Póki co, trzeba potwierdzić, że to nie był przypadek ;)

2. miejsce w Lidze zajął oczywiście Pawlak. Odbiera to jako porażkę i wcale się temu nie dziwię, bo pamiętamy tylko zwycięzców. Mimo wszystko wyszło dobrze, bo z dwoma porażkami na koncie (za sprawą Bartkowiaka i Jamroziaka) i po jednym bardzo zaciętym meczu z Ptaszyńskim, który mógł się zakończyć równie dobrze porażką Tytusa, ligowe spadanie na cztery łapy wykonane było perfekcyjnie. Dorobek z okresu dziesięciu ostatnich Lig jest dla niego imponujący: Tytus pięciokrotnie był najlepszy, czterokrotnie drugi i raz trzeci.
3. miejsce dla Marcina Wampira Jamroziaka, który od dwóch lat właśnie w tym miejscu ma granicę swoich możliwości na stołach do pool bilardu. W ostatnich dziesięciu edycjach wywalczył mistrzostwo dwukrotnie, raz był drugi i czterokrotnie zajmował ostatnie miejsce na podium.

Tuż za pudłem, a zarazem najbliżej podium w historii swoich gier wylądował Szymon Grewling. Od rozgrywek zimowych, kiedy to Krzysztof Borowczyk w pięknym stylu wywalczył najmniejszy puchar, zżerała go zazdrość. Sam Szymon wielokrotnie potwierdzał w przybarowych rozmowach, że mimo, iż coraz mocniej tuli swojego misia przed snem, budzi się z krzykiem próbując wyrwać Krzysztofowi tenże puchar.
Oczywiście, że to zmyśliłem ;) Ale to tylko dlatego, że pamiętam jego mecz z Borowczykiem w tej edycji, skądinąd wygrany w deciderze. To takie małe derby przyjaźni od wielu edycji, w których są fragmenty świetnej gry, ale większość pojedynku wygląda jak wojna psychologiczna, kiedy można usłyszeć od jednego lub drugiego z zawodników niewybredne słowo lub rzuconą w stronę publiki prośbę o ciszę. Ciężko się dziwić, że i tym razem nerwy  poniosły zawodników, w szczególności w ostatniej partii meczu. Górą był właśnie Szymon i dzięki tej wygranej zakończył rozgrywki na 4. pozycji. To najwyżej jak został sklasyfikowany do tej pory, jedynie zimą 2017 roku udało mu się wejść do pierwszej piątki, a poza tym obijał się w okolicach miejsc barażowych.

Dalej w tabeli Piotr Ptaszyński i Tomasz Grygier. Nie przez przypadek obok siebie, acz na zasadzie kontrastu. Tomek zagrał najlepszą edycję w historii swoich gier w 1 Lidze, Ptaszyński zdecydowanie poniżej oczekiwań. Tomek utrzymał się wśród najlepszych tylko dzięki absencji kilku zawodników i tę “dziką kartę” wykorzystał najlepiej jak mógł. Piotr bronił 2. miejsca z zimy, ale porażki z pierwszą trójką oraz dobra forma Grewlinga zepchnęły go poza strefę medalową.

W barażach zagrali Maciej Szulczewski i Krzysztof Borowczyk. Pierwszy doznał porażki z Michałem Pomianowskim, drugi wygrał z Dawidem Piętą.
Do 2 Ligi bezpośrednio spadli Jakub Wieliński i Łukasz Kwiatkowski.

A w 2 Lidze, w nietypowym jak na te rozgrywki systemie dwuetapowym, wyłoniliśmy dwóch przyszłych pierwszoligowców. Zwyciężył Emil Mądry tuż przed Grzegorzem Tomczakiem. O dziwo, pierwszy po pierwszym etapie Dawid Pięta, załapał się jedynie na baraż, bowiem w rundzie finałowej nie odnotował już zwycięstw. Na 4. pozycji zameldował się Michał Pomianka Pomianowski.

Grupa 5-8 zakończyła rozgrywki w następującej kolejności: Piotr Kromer, Krzysztof Kwieciński, Damian Kurek i Adam Górecki.

Na koniec klasyfikacja partii z kija. W sumie, nie ma co omawiać, wciąż niepobity jest wynik Nikodema Jankowiaka z jesiennej edycji w zeszłym roku. Tym razem najlepszym okazał się Łukasz Bartkowiak odnotowując jedynie 2 “laczki”. Tak niski wynik jest odbiciem poziomu tej edycji, ale czy bić w dzwony na trwogę? Raczej nie, średnio co 2-3 edycje wykazujemy się tak niską skutecznością, chociaż bardziej politycznie byłoby to nazwać rozmyślnym działaniem dywersyjnym.

Poprawić te wyniki będzie można już niebawem. W najbliższy weekend turniej deblowy w 8 bil, a później wiele wspaniałości w okresie letnim. Rozpoczynamy Summer Time 2018, więc nudzić się nie będziecie!

Dziękujemy za udział w Lidze, gratulujemy zwycięzcom!

1 LIGA tabela
2 LIGA tabela I etap
2 LIGA tabele II etap