Na Miłosza Kaczmarka nie ma mocnych. Trzeci raz z rzędu sposobu na niego nie znalazł Piotra Słodzinkę. Zaskoczeniem jednak jest zwycięstwo Miłosza nad Tytusem Pawlakiem, zaskoczeniem tym większym, że Pawlak wylądował po minionej kolejce na miejscu 8. i musi zacząć się sprężać, aby wydobyć się z zagrożonej strefy.

Jedna trzecia rozgrywek minęła nam szybko. Edycja Ligi Snookera 12ft ZIMA 2018 jest dla obserwatorów hojna pod względem niespodzianek. Trudno powiedzieć co jest większym zaskoczeniem minionego weekendu – świetnie punktujący w pierwszej lidze Tomasz Bystrzyński, czy brejki na poziomie 32 punktów w trzeciej lidze, które nie wystarczają do zwycięstwa, czy dramatyczna postawa trzecioligowca Roberta Wójcika grającego w drugiej lidze w zeszłej edycji, czy w końcu Magda Biela w czwartej lidze wyrywająca punkty byłemu trzecioligowcowi. A to tylko te grubsze sprawy. Rywalizacja nabiera rumieńców, wyniki coraz trudniej przewidzieć. To się może podobać.

Sesja na uczelniach nieuchronnie się zbliża, a wraz z nią stres i zgrzytanie zębów przed pierwszymi egzaminami. Mam tę moc, mam tę moc, wkuję semestr w jedną noc - niektórzy studenci śpiewają pod nosem pełni nadziei, że szczęście dopisze i uda się chyłkiem prześlizgnąć się do letniego semestru. Sesję weekendową rozgrywek można właśnie do takich semestralnych egzaminów przyrównać. Sprawdzian umiejętności zdało wielu snookerzystów z naszego poznańskiego fyrtla. Wbijali ładnie, wpisując się powoli, ale skutecznie na listę brejków. Kilka ładnych podejść mogliśmy obserwować podczas minionego weekendu.

Żadna głowa nie jest już zaprzątnięta gonitwą bożonarodzeniową. Wszyscy zapomnieli też o fajerwerkach sylwestrowych. Co niektórych dotknął może jeszcze Blue Monday, ale zasadniczo środek stycznia to okres, kiedy wszystko wraca już do normy. W przypadku klubu 12ft normą są cotygodniowe potyczki w Lidze Snookera. Ta się właśnie zaczęła. Do edycji ZIMA 2018 zgłosiło akces 57. zawodniczek i zawodników.

Nudzi mnie Doberschuetz, ale cieszę się, że tym razem musiał walczyć do samego końca o czwarty z rzędu tytuł. Przejrzałem archiwa ligowe z kilku ostatnich lat i podobna sytuacja, kiedy to Mistrz miał na koncie aż trzy porażki, zdarzyła się dwukrotnie - Zimą 2015 Karol Szuba-Jabłoński zwyciężył z trzema porażkami i 19-toma punktami na koncie, oraz Wiosną 2016 Paweł Flantowicz wygrał z 18-toma oczkami i z czterema porażkami 1:2. Flantowicz skorzystał wtedy ze słabszej gry Wiktora. To jeden z tych finezyjnie pokręconych przypadków, kiedy zawodnik z dwiema porażkami jest sklasyfikowany niżej niż ten z czterema porażkami. Wszystko przez brak zwycięstw bez straty frejma lub porażki w dotkliwym stosunku 0:3...

Pracowali na to dwa miesiące. Rezultaty za ich pracę zbiegły się mikołajkami i zgodnie z ich duchem niektórzy zawodnicy Ligi Snookera 12ft dostali nagrodę, inni obeszli się smakiem a jeszcze inni  w ponieśli zasłużoną karę. W miniony weekend zakończyły się rozgrywki drugiej i trzeciej ligi, a czwarta liga zakończyła pierwszy, kluczowy etap rozgrywek. Z tego powodu, przed każdym spotkaniem tychże lig, celem przewidzenia wszystkich scenariuszy z cyklu „na którym miejscu wyjąduję” w klubie 12ft dokonywano tyle obliczeń, że w Europie wykonywano ich zapewnie więcej jedynie przy Wielkim Zderzaczu Hadronów w szwajcarskim CERNie. Emocje kipiały oraz było słychać pracę trybików w głowach snookerzystów próbujących przewidzieć końcową kolejność w tabeli.

To już teraz. Właśnie się dzieje. Nastąpił decydujący czas. Czas oddzielenia chłopców od mężczyzn. Czas oddzielenia ziarna od plew. Czas prawdy. Liga wkroczyła w decydującą fazę a praktycznie na każdym poziomie gier mamy zażartą walkę i brak wyraźnych rozstrzygnięć. To ten etap rozgrywek, gdzie doświadczenie oraz umiejętność trzymania nerwów na wodzy zaczyna naprawdę mieć znaczenie. Co ciekawe, czas ten obnaża zawodników, którzy tym się nie cechują a tych mamy naprawdę wielu.

Kolejny weekend zmagań Ligi Snookera przyniósł kilka nowych wniosków. Po pierwsze zaczęło robić się zimno. Szarość jesiennych dni zalewa Poznań oraz miejsce kultu i użaleń nad kulkami. Po drugie -  ścięto drzewo na dawnym parkingu nieopodal snookerowni , dając pytania cóż nowego tam powstanie. Po trzecie – imprezy niesamowicie potrafią wpłynąć na dyspozycję dnia klubowicza.  Jak ? Każdy chyba tą sytuację przeżył, podchodząc do stołu z bólem głowy o poranku. Luz towarzyszy ruchom kończyn , spięcie głowie i pulsująca krew. Kilka meczy z tego weekendu potwierdziło oba aspekty. Więcej o nich!

Liga Snookera przekroczyła półmetek. Rozgrywki weekend po weekendzie idą w najlepsze, zwycięzcy nie biorą jeńców, ofiary liżą rany. W miniony weekend klub 12ft jednak znalazł się chyba w trójkącie bermudzkim, gdyż działy się w nim dziwne i niewytłumaczalne zmiany. Szok, niedowierzanie a czasem ogólne rozbawienie – to znaki rozpoznawcze 6 kolejki jesiennej edycji Ligi Snookera 12ft.

Wiktor Doberschuetz z przewagą jednego rozegranego spotkania jest ciągle pierwszy, ale ma już dwie porażki na koncie. Niespodzianki edycji, obie, miały miejsce w sobotę 4-go listopada. Zapamiętajmy ten dzień, bo ostatni raz podobne zjawisko w obrębie jednej edycji mogliśmy obserwować wiosną 2016 roku. Od tamtej pory uległ tylko raz w ciągu kolejnych 34 spotkań.

Na dobre rozpoczęliśmy już zmagania jesiennej edycji Ligi Snookera. Zawodnicy rozpędzili się już na dobre, mknąc po swoje punkty, jak gepardy goniące zwierzynę. Kilka niespodzianek po tej kolejce można już było zobaczyć. Kilka rozczarowań także niestety wpadło w oczy. Co tu dużo mówić - zaczęło się. Każdy daje z siebie wszystko każdy robi to, co najlepiej mu wychodzi: wbijanie, wywieranie presji na przeciwniku, odstawianie. Do świąt Bożego Narodzenia zostało jeszcze dużo czasu, tak więc wszystko może zmienić się na korzyść lub niekorzyść każdego ligowca.

Wszyscy rzucili się na stoły do snookera. Treningi za treningami, aż z kijów wióry lecą. Tymczasem Liga Snookera przeciwnie - jak zwykle zaczyna nieśmiało. Jakby zawodnicy nie mieli poczucia pewności w sobie. Jakby sądzili, że kolejny wolny tydzień, który sobie fundują, przeznaczając go na treningi, w jakiś znaczący sposób poprawi ich wyniki. Jakby to uspokajało ich sumienia, że lepiej przygotują się do rozgrywek ligowych. Tradycyjnie jesienna edycja Ligi Snookera rozpoczyna się na raty. W miniony weekend zmagania ruszyły już oficjalnie, jednak jak zwykle spore grono zawodników poprzekładało swoje spotkania na terminy późniejsze. Idę o zakład, że nic to nie zmieni i Ci co mieli przegrać i tak przegrają a ci co mieli wygrać, to im w sumie wszystko jedno kiedy grają. Mamę oszukasz, tatę oszukasz, ale życia nie oszukasz.

Liga Snookera 12ft w edycji WIOSNA 2017 finiszuje. Większość zawodników w tym wyścigu już przekroczyła linię mety. Część z nich czeka na swoje ostatnie mecze. Czasem o pietruszkę, czasem jest to najważniejszy mecz o utrzymania lub spadek w danej klasie gier. Mistrza Ligi poznaliśmy już dwa tygodnie temu. Mecze w miniony weekend przyniosły nam za to garść innych odpowiedzi. Trzeba też zaznaczyć, że Liga dobijała do końca w dość nietypowy sposób. Zazwyczaj zmagamy się z problemem, kiedy na końcu edycji piętrzą się w terminach wiecznie przekładane w przód mecze. Tym razem ostatnia kolejka przebiegała spokojnie, terminów wolnych było sporo, a zawodnicy dla odmiany rozgrywali swoje mecze często awansem, robiąc sobie już wolne w słoneczne, czerwcowe weekendy.

Zaledwie 4 punkty w trzech pojedynkach zdołał uciułać Piotr Słodzinka. Przegrana z Marcinem Jamroziakiem pozwoliła wskoczyć oponentowi na 2 miejsce podium, natomiast porażka z Rafałem Zimniakiem najprawdopodobniej skazuje Słodzinkę na trudniejszą wersję barażu o utrzymanie.

Nawet jak mu się nie chce. Nawet jak gra z luzem i brakiem zaangażowania. Nawet jak widać, że nikt w Lidze nie jest w stanie pobudzić jego ambicji. Czasem widać, że jakby mu się w ogóle nie chciał tu być. Nawet wtedy jest poza zasięgiem reszty ligowców. Wiktor Doberschuetz dziś w piątek po swoim ostatnim meczu, około 18:00 wzniósł wyimaginowany (prawdziwy, imienny zostanie kupiony mu wkrótce) puchar do góry w geście zwycięstwa.