Klasyczny finisz Ligi Snookera 12ft. Praktycznie każdej edycji mamy taką sytuację. Spora część zawodników już na wakacjach. Część przekroczyła linię mety. Część jest jeszcze przed ostatnim zakrętem a inni nadal walczą o najważniejsze rozstrzygnięcia na ostatniej prostej. Może i wiadomo kto awansuje z jakiejś ligi do wyższej. Może i już wiemy, kto z której spada. Ale najważniejsze pytanie nadal jest otwarte – nie wiemy kto zostanie Mistrzem Ligi Snookera 12ft w edycji Wiosna 2019.

Temperatury za oknem coraz śmielej wzrastają, jak i temperatura w rozgrywkach Ligi Snookera 12ft. Po pięciu kolejkach śmiało możemy już mówić o całej serii niespodzianek oraz o tym co nas niezmiernie cieszy – brak faworytów. Praktycznie nikt nie odskoczył na szczyt tabeli z dużą przewagą, oraz mało kto ociąga na dole tabeli. Jest do dobry prognostyk dla tych, którzy liczą na to, że czerwcowe spotkania będą miały o wiele więcej emocji, niż nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego, czy ostatni sezon Gry o Tron. Myślę, że Liga jest w stanie zaoferować bardziej nieprawdopodobne rozwiązania i zwroty akcji niż wymienione dwa przykłady wyżej.

No w końcu! Nareszcie! To jest ten czas, kiedy nastąpiła zmiana i bić będziemy chcieli kogoś innego niż Wiktor Doberschuetz, bo przypomnę, że tym razem w roli obrońcy tytułu staje Tytus Pawlak. To jego potknięciami będziemy się sycić, to on będzie na świeczniku i powolutku jak topiący się wosk będzie zsuwać się w dół. Oby nie w takim tempie jak Wiktor, bo czekać ponad dwa lata na zmianę lidera to nuuuuda…

„Liga będzie ciekawsza” powiedział trener Maciej Skorża wiele lat temu, kiedy jego drużyna przegrała. Przewrotne stwierdzenie, które porażkę przekuwa we względnie jakąś ogólną wartość dodaną. Co prawda Wiktor Doberschuetz takich słów nie wypowiedział, ale słowa te pasowały by jak ulał. Finisz edycji zimowej Ligi Snookera 12ft to zestaw emocji, trzęsień ziemi, zmiany układu sił i nieoczekiwanych scenariuszy, jakich dawno nie uświadczyliśmy. Sensacje jak transfer Ronaldo do Juventusu, czy jak odkrycie, że ludzie walczyli z dinozaurami. I to zarówno na szczycie jak i na nizinach. Ligowych – nie geograficznych.

Liga Snookera 12ft wychodzi na ostatnią prostą. Przed nami decydujące dwie kolejki i ostateczne rozstrzygnięcia. Przynajmniej nominalnie – realnie wielu zawodników ma zaległe spotkania do rozegrania. Teoretycznie zatem przewidywania dotyczące finiszu wyścigu wyglądają bliźniaczo podobnie jak sondaże przedwyborcze tegorocznych wyborów parlamentarnych: raz jedni raz drudzy na czele. Raz jedni, raz drudzy ostatni. Wchodzimy fazę, kiedy oglądanie meczów snookerowych na żywo w 12ft może się podobać. Bo nie ważne na jakim poziomie rozgrywek grane są spotkania, emocji wypisanych na twarzach zawodników nie brakuje. Jedni walczą o awanse a inni próbują się uratować przed spadkiem. I co najważniejsze – dziś jedni i drudzy jeszcze mogą myśleć o sukcesie.

Rok po roku, edycja po edycji proceder ten niby postępuje. Dekadę temu wszystko było od linijki. Ostatnimi czasy natomiast obraz staje się coraz bardziej rozmazany. Mamy za sobą trzecią kolejkę Ligi Snookera 12ft i o dziwo, wszystko wróciło do względnego porządku. Co prawda mamy dwóch zawodników, którzy jeszcze nie uruchomili ani razu  białej bili przy stole oraz jednego delikwenta z pięcioma meczami rozegranymi, ale poza nimi brak jakichś skrajności. Wszyscy idą ławą, sytuacja w tabelach jest przejrzysta i odzwierciedla rzeczywisty poziom umiejętności zawodników.

Na początku, jak zwykle z resztą, dość niemrawo ruszają się pierwszoligowcy. Siłą rzeczy na spisie ostatnich spotkań dominuje kolor żółty, bo tło najliczniejszej z lig, czwartej, właśnie ma takowy.

Za nami już pierwsze odszranianie samochodów, najgrubsze kurtki co chwila w użyciu a poczekalnie przychodni lekarskich wypełnione zakatarzonymi pacjentami. Słowem: zima. Za oknem nieraz sypnęło już białym puchem. Co prawda temperatura powoduje, że śnieg na dłużej nie może się utrzymać niczym Marcin Smorawski w pierwszej lidze. Ale obaj z uporem powracają. Liga Snookera 12ft zatem jest już oficjalnie rozpoczęta i tradycyjnie, kiedy na ulicach Poznania gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w klubie zazwyczaj gramy pierwszą kolejkę edycji zimowej.

Pal licho kolejny tytuł Wiktora Doberschuetza (gratulujemy, rozpoczął 3 rok panowania, to 7 edycja z rzędu), bo po 11 latach w końcu się udało zburzyć ostatni pierwszoligowy bastion. Wampir spadł. Poczynając od Zimy 2008 roku aż do Jesieni 2018, dokładnie po 33 edycjach Ligi. Od teraz nie ma już nikogo, kto bez przerwy grałby w 1 Lidze. Rekord wyśrubowany, fakt, ale w końcu się nie stały. Najdłuższy w historii sezon na snookerowego leszcza zakończony.

To już ten dziwny etap Ligi Snookera 12ft, gdzie co połowa zawodników powie, że jesienna edycja już się skończyła a druga połowa, że trwa i jeszcze wiele istotnych rozstrzygnięć nie zapadło. Skłaniamy się ku tej drugiej opinii, choćby z powodu tego, że nie poznaliśmy jeszcze oficjalnie Mistrza Ligi jesiennej odsłony rozgrywek. Mimo że zawodnicy pierwszej i drugiej ligi zakończyli już rozgrywki i kolejny raz zagrają dopiero w przyszłorocznej edycji zimowej, to w pierwszej lidze mamy jeszcze dwie rundy gier a w czwartej właśnie zaczęliśmy drugi etap gier.

Jest taki kolo, co już 11 lat gra w 1 Lidze. Do rozegrania ma jeszcze mecze z Pawlakiem, Doberschuetzem i Dzbanuszkiem. Zajmuje 7. miejsce w tabeli i w zeszłym tygodniu zasponsorował 3 punkty Tomkowi Bystrzyńskiemu. Jakby ktoś wątpił, że Wampiry spadają na cztery łapy to niebawem będzie okazja, żeby swoje wątpliwości rozwiać. Albo się w nich utwierdzić.

Jako pierwszy z beniaminków wziął się do solidnej roboty Łukasz Bartkowiak. Odnotował swoje drugie zwycięstwo, tym razem 3:0, w meczu z Marcinem Dzbanuszkiem. Nadal bez powodzenia gra Filip Ratajczak i chociaż jego licznik drgnął i wskazuje 1 punkt, to zdobył go w meczu przeciwko kolejnemu początkującemu pierwszoligowcowi, Grzegorzowi Sroce, i jest w najgorszym możliwym położeniu po rozegraniu 4 spotkań.

Filip Ratajczak – oto ten szczęśliwiec. Przynajmniej na wstępie jesiennej edycji Ligi Snookera 12ft. Grał w czwartej lidze, grał w trzeciej – teraz zagra od razu w pierwszej. Postępy, dobre wyniki oraz częsta aktywność latem spowodowały, że znalazł się na trzeciej pozycji w rankingu SummerTime. A że pierwszy i drugi zawodnik z tego rankingu w pierwszej lidze już są, więc Filip dołączył do Marcina Karłyka jako przedstawiciel lwóweckiego snookera w najwyższej klasie gier Ligi Snookera 12ft. Także tradycyjnie jesienna edycja ma nierówne liczebnie klasy gier. 11 zawodników w pierwszej lidze, 10 w drugiej, 10 w trzeciej i jedynie 17 w czwartej. W sumie 48 nazwisk. Ostatni raz tak niską frekwencje mieliśmy dokładnie 3 lata temu w edycji JESIEŃ 2015.

W poprzedniej edycji za 20 punktów można było sobie kupić najniższy stopień podium. Tym razem wystarczyło do zwycięstwa. Cóż z tego, jeśli mimo to i znów o włos... Doberschuetz wodzi nas za nos. Niechaj ten przypadkowy rym, będzie pierwszym wersem hymnu, który poprowadzi nas jesienią ku rewolucji, ku detronizacji tego drania. Spuśćmy Wiktora do 2 Ligi! Kto nie jest z nami ten przeciwko nam!

Bliżej nam do końca edycji niż do jej początku. W miniony weekend było dużo grania, głównie z powodu poprzekładanych meczów z początku majówki. Przy takiej ilości gier dostaliśmy pełen pakiet przeżyć. Były błyskawiczne frejmy (Leicherta), maratony meczowe (Sroka), dogrywki (Stęsik/Bystrzyński), dzień konia (Stęsik), czy czarne serie (Śniegowski, Jamroziak). Sypnęło brejkami, gdzie przez jednego z nich Mikołaj Stęsik wdrapał się na trzecie miejsce na liście brejków. No ale po kolei.