To już ten dziwny etap Ligi Snookera 12ft, gdzie co połowa zawodników powie, że jesienna edycja już się skończyła a druga połowa, że trwa i jeszcze wiele istotnych rozstrzygnięć nie zapadło. Skłaniamy się ku tej drugiej opinii, choćby z powodu tego, że nie poznaliśmy jeszcze oficjalnie Mistrza Ligi jesiennej odsłony rozgrywek. Mimo że zawodnicy pierwszej i drugiej ligi zakończyli już rozgrywki i kolejny raz zagrają dopiero w przyszłorocznej edycji zimowej, to w pierwszej lidze mamy jeszcze dwie rundy gier a w czwartej właśnie zaczęliśmy drugi etap gier.

Jest taki kolo, co już 11 lat gra w 1 Lidze. Do rozegrania ma jeszcze mecze z Pawlakiem, Doberschuetzem i Dzbanuszkiem. Zajmuje 7. miejsce w tabeli i w zeszłym tygodniu zasponsorował 3 punkty Tomkowi Bystrzyńskiemu. Jakby ktoś wątpił, że Wampiry spadają na cztery łapy to niebawem będzie okazja, żeby swoje wątpliwości rozwiać. Albo się w nich utwierdzić.

Jako pierwszy z beniaminków wziął się do solidnej roboty Łukasz Bartkowiak. Odnotował swoje drugie zwycięstwo, tym razem 3:0, w meczu z Marcinem Dzbanuszkiem. Nadal bez powodzenia gra Filip Ratajczak i chociaż jego licznik drgnął i wskazuje 1 punkt, to zdobył go w meczu przeciwko kolejnemu początkującemu pierwszoligowcowi, Grzegorzowi Sroce, i jest w najgorszym możliwym położeniu po rozegraniu 4 spotkań.

Filip Ratajczak – oto ten szczęśliwiec. Przynajmniej na wstępie jesiennej edycji Ligi Snookera 12ft. Grał w czwartej lidze, grał w trzeciej – teraz zagra od razu w pierwszej. Postępy, dobre wyniki oraz częsta aktywność latem spowodowały, że znalazł się na trzeciej pozycji w rankingu SummerTime. A że pierwszy i drugi zawodnik z tego rankingu w pierwszej lidze już są, więc Filip dołączył do Marcina Karłyka jako przedstawiciel lwóweckiego snookera w najwyższej klasie gier Ligi Snookera 12ft. Także tradycyjnie jesienna edycja ma nierówne liczebnie klasy gier. 11 zawodników w pierwszej lidze, 10 w drugiej, 10 w trzeciej i jedynie 17 w czwartej. W sumie 48 nazwisk. Ostatni raz tak niską frekwencje mieliśmy dokładnie 3 lata temu w edycji JESIEŃ 2015.

W poprzedniej edycji za 20 punktów można było sobie kupić najniższy stopień podium. Tym razem wystarczyło do zwycięstwa. Cóż z tego, jeśli mimo to i znów o włos... Doberschuetz wodzi nas za nos. Niechaj ten przypadkowy rym, będzie pierwszym wersem hymnu, który poprowadzi nas jesienią ku rewolucji, ku detronizacji tego drania. Spuśćmy Wiktora do 2 Ligi! Kto nie jest z nami ten przeciwko nam!

Bliżej nam do końca edycji niż do jej początku. W miniony weekend było dużo grania, głównie z powodu poprzekładanych meczów z początku majówki. Przy takiej ilości gier dostaliśmy pełen pakiet przeżyć. Były błyskawiczne frejmy (Leicherta), maratony meczowe (Sroka), dogrywki (Stęsik/Bystrzyński), dzień konia (Stęsik), czy czarne serie (Śniegowski, Jamroziak). Sypnęło brejkami, gdzie przez jednego z nich Mikołaj Stęsik wdrapał się na trzecie miejsce na liście brejków. No ale po kolei.

Czwarta porażka Pana Pawła Deckerta w tej edycji to niewątpliwie jedna z bardziej niespodziewanych rzeczy. Czy rzeczywiście?

Udany powrót do Ligi  Marka Lajasa Leicherta to główne wydarzenie minionej kolejki. Zawodnik z Wągrowca po dwóch edycjach przerwy znów stanął w szranki przy zielonych stołach i zrobił to w bardzo dobrym stylu, bowiem otworzył rozgrywki inkasując maksymalną zdobycz, aż 6-ciu punktów, w dwóch meczach. Jest murowanym faworytem czwartoligowej Grupy A, tym bardziej, że jego najgroźniejsi przeciwnicy już potracili punkty.

21 z 27 zaplanowanych na ten weekend spotkań zostało rozegranych. Otwarto również worek z brejkami i po pierwszym ligowym weekendzie notowanych podejść na liście brejków mamy już 65, z perłą w koronie w postaci osiągnięcia Tytusa Pawlaka na poziomie 42 punktów. Jak to zazwyczaj bywa w pierwszej kolejce, było trochę nerwów nowicjuszy, puściły pierwsze nerwy po pierwszych wtopach, choć najważniejsze w sumie jest to, że emocji nie brakowało.

Piąty raz z rzędu i tym razem w znacznie lepszym stylu niż jesienią, Wiktor Doberschuetz sięga po tytuł Mistrza Ligi Snookera. Nie przegrał z nikim, chociaż dość niespodziewanie skutecznie drogę ku kolejnym laurom próbował mu zagrodzić mu Marcin Jamroziak. Skutecznie o tyle, że o tytule zadecydował jeden, a dokładnie trzeci frejm w meczu między tymi dwoma.

    W przededniu rozstrzygnięć zimowych zmagań snookerowych klubu 12ft zawodnicy na łeb na szyje umawiają swoje mecze. Temperatura świadczy o tym, że ta zima spowodowała opóźnienia nie tylko pociągów ale i terminowego rozgrywania meczów. Nie chciało się zbytnio grać w terminach wyznaczonych … trzeba nadganiać !!! Brak wolnych terminów na najbliższy weekend i mecze przestawiane na dni robocze skumulowały sporą ilość ciekawych rozgrywek. Komu przypadną puchary na zbliżające się Święta? Zobaczymy po weekendzie!

Trzaskający mróz za oknem i poczekalnie przychodni przepełnione rekordowymi liczbami chorych na grypopodobne infekcje. Jest to jedna z głównych przyczyn przekładanych spotkań ostatniego tygodnia. Niemniej jednak przesuwane gry trzeba w końcu rozegrać, zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliża się koniec zimowej edycji Ligi Snookera 12ft. Zostały nam już jedynie dwie rundy. Także nie ma czasu załamywać rąk przez nienajlepsze zdrowie i trzeba atakować szczyt niczym Denis Urubko, bo tak jak i w jego w przypadku, dla snookerzystów za chwilę skończy się czas na rozgrywanie meczów.

Prosta zasada skutkuje, wygrywać co się da a jak się nie da to przegrywać 1:2. I tak oto po sześciu kolejkach na podium znajduje się Rafał Zimniak, mimo tego, że ostatnie dwa mecze przegrał. Jeden z Jamroziakiem, drugi z Pawlakiem. Dla pierwszego z openentów to była kolejna winda w stronę zwycięstwa w Lidze, dla drugiego zaś cios skutecznie odsuwający go od podium. W obu przypadkach śmiem dodać - póki co.

Na Miłosza Kaczmarka nie ma mocnych. Trzeci raz z rzędu sposobu na niego nie znalazł Piotra Słodzinkę. Zaskoczeniem jednak jest zwycięstwo Miłosza nad Tytusem Pawlakiem, zaskoczeniem tym większym, że Pawlak wylądował po minionej kolejce na miejscu 8. i musi zacząć się sprężać, aby wydobyć się z zagrożonej strefy.

Jedna trzecia rozgrywek minęła nam szybko. Edycja Ligi Snookera 12ft ZIMA 2018 jest dla obserwatorów hojna pod względem niespodzianek. Trudno powiedzieć co jest większym zaskoczeniem minionego weekendu – świetnie punktujący w pierwszej lidze Tomasz Bystrzyński, czy brejki na poziomie 32 punktów w trzeciej lidze, które nie wystarczają do zwycięstwa, czy dramatyczna postawa trzecioligowca Roberta Wójcika grającego w drugiej lidze w zeszłej edycji, czy w końcu Magda Biela w czwartej lidze wyrywająca punkty byłemu trzecioligowcowi. A to tylko te grubsze sprawy. Rywalizacja nabiera rumieńców, wyniki coraz trudniej przewidzieć. To się może podobać.