Nie w niedzielę. Nie w sobotę. Już w czwartek się zaczęło. Jarosław Chełminiak z Wiktorią Jendruszak nie mogli się doczekać i to oni inaugurowali Ligę Snookera 12ft WIOSNA 2017 w czasie, gdy inni jeszcze nie umówili swojego pierwszego meczu. Nowe cele, nowe nadzieje, nowe otwarcie. Wygłodzeni zawodnicy przystąpili ochoczo do gier. Rozgrywki wiosenne ruszyły na dobre.

Pierwszoligowcy, zazwyczaj ociągają się z pierwszymi meczami. Przekładanie, odkładanie, przesuwanie w czasie pierwszej kolejki stało się swoistą normą. Jak student, który ma przysiąść do nauki przed sesją – robi wszystko, by się do tego zabrać w ostatniej chwili. A tu niespodzianka. Na wiosnę chyba wszyscy dostali wiatr w żagle i pierwsza runda gier została rozegrana z nawiązką – odbyło się sześć pojedynków.

milosz
Miłosz Kaczmarek

W kategorii lekkiej niespodzianki można postrzegać otwarcie sezonu przez Mistrza Ligi, Wiktora Doberschuetza. Kasujący przeciwników z dziecinną łatwością w zeszłym sezonie, na początku tej edycji Wiktor zaliczył pierwsze potknięcie. Strata frejma z Miłoszem Kaczmarkiem, który nominalnie powinien zagrać w drugiej lidze, ale dzięki wycofaniu się z rozgrywek Sebastiana Wawrzyniaka, gra w pierwszej, do niespodzianki zatem może aspirować. Co prawda Wiktor nie przegrał pojedynku, ale po przebiegu gry można być zdania, że wynik jak najbardziej sprawiedliwy dla obu stron.

Na czele tabeli usadowił się po dwóch meczach szczecinianin Paweł Flantowicz. Najpierw ograł wracającego do pierwszej ligi równo po sześciu latach Macieja Śniegowskiego bez straty frejma, by następnie pomęczyć się z nieco bardziej wymagającym przeciwnikiem. Prawda jest taka, że był to mecz między dwoma silnymi „firmami” zeszłej edycji. Wszak Paweł zajął najniższe miejsce na podium a jego przeciwnik, Oskar Żuchowski uplasował się na pozycji czwartej. Zatem po wyniku 2:1 dla Pawła, tenże może być zadowolony ze zwycięstwa.

undrych
Maciej Undrych

W drugiej lidze rozegrano w miniony weekend tylko trzy mecze. W meczu zawodników, którzy jeśli grają w „zapleczu ekstraklasy”, to zawsze są upatrywani jako kandydaci do awansu, mogliśmy obserwować szybką, nastawioną na ofensywę grę. Spotkanie Macieja Undrycha z Markiem Leichertem wygrał ten pierwszy 2:0. Marek, który o dziwo zeszłą edycję musiał spędzić na trzecioligowym wygnaniu, nadal poszukuje swojej formy. W pozostałych spotkaniach było już bardziej zacięcie. Ciekawostką jest wygrana 2:1 Marcina Dzbanuszka z Mikołajem Stęsikiem. Ciekawostką dlatego, że Mikołaj w zeszłej edycji grał w pierwszej lidze a Marcin powinien w tej zagrać w trzeciej, ale z tego samego powodu co Miłosz, został wciągnięty o poziom wyżej. Różnica dwóch klas gier między tymi zawodnikami wychodzi na to, że jest umowna. Ciekawe kto zatem zawyża lub kto zaniża poziom.

sobczak
Tomasz Sobczak

Trzecia liga w tej edycji może się podobać. Jest to mozaikowa grupa zawodników, którzy rzadko kiedy mieli okazje ze sobą grać. Spadkowicze z lig wyższych, którzy ugrzęzli tu na dłużej oraz nieoczekiwani goście z czwartej ligi. Rozgrywki w tej klasie gier rozpoczął mecz z podtekstami. Dwie edycje temu grali w trzeciej lidze, zimą grali w lidze czwartej. Tomasz Kasiński i Karol Tyszer w ostatnim meczu zeszłej edycji zmierzyli się ze sobą, który z nich zajmie miejsce pierwsze a kto drugie w czwartej lidze. Wygrał Tyszer. Pierwszy mecz tej edycji to znów gra między tymi zawodnikami. Tomasz pode wziął udany rewanż i pokonał Karola tym samym stosunkiem, którym ostatnio przegrał – 2:1.

Na czele tabeli znajduje się Tomasz Leśniak, który zdążył już rozegrać trzy mecze. Każdy z innym skutkiem. Najpierw po zaciętym boju pokonał 2:1 wspomnianego już Tyszera. Następnie gładko przejechał się po Tomku Sobczaku (2:0). Baterii nie starczyło już na Macieja Stęsika, któremu tak jak w zeszłej edycji uległ 1:2.

W trzeciej lidze gra w tej edycji tylko jeden zawodnik, który nigdy nie był tak wysoko – Szymon Grewling. Jego przygoda w zielonej tabeli zaczyna się optymalnie dobrze. Nie dość, że odniósł pierwsze zwycięstwo od razu w swoim pierwszym meczu, to zainkasował pełne trzy punkty, gdyż nie stracił ani jednego frejma w starciu z Tomkiem Sobaczakiem.

Czwarta liga w tej edycji, podobnie jak w poprzednich, została podzielona na dwie grupy. Wprawne oko zauważy, że grupa A może wydawać się mocniejsza na papierze od grupy B. Co ciekawe – nie jest to zupełny przypadek. Tak się po prostu złożyło. Składy grup nie są losowane, tylko rozstawiane według kolejności końcowej czwartej ligi z zeszłej edycji. Zawodnik na liście startowej z numerem 31 trafia do grupy A. Zawodnicy z numerami 32 i 33 do grupy B. Zawodnicy z numerami 34 i 35 znów do grupy A. Numery 36 i 37 do grupy B. Itd. Itp. Tylko zawodnicy wracający do ligi i nowicjusze są dolosowywani. System zatem niby gwarantuje w jakimś stopniu sprawiedliwość przy ustalaniu gier. No właśnie. W jakimś stopniu. Gdy spojrzymy na grupę A mamy zawodniczkę z doświadczeniem pierwszoligowym (Gruszkiewicz) oraz drugoligowców w niektórych okresach etatowych (Kozicki i Chełminiak). W grupie B jedynymi zawodnikami, którzy wychynęli nos poza czwartą ligę są Adamczak (5 miejsce w prehistorycznych czasach, gdy była tylko pierwsza i druga liga) oraz Tic (32 miejsce w czasach kiedy nie było ligi czwartej).

  Grupa A Grupa B
Średni brejk turniejowy (bez debiutantów nie grających wcześniej) 28 22
Średni brejk treningowy (bez debiutantów nie grających wcześniej) 25 21
Średnie najwyższe miejsce w lidze (bez debiutantów nie grających wcześniej) 29 35
Liczba debiutantów nie grających wcześniej w lidze 3 2

 


No ale. Taka była kolejność końcowa w zeszłej edycji. Zawodnicy sami w dużej mierze ułożyli skład grup w tych rozgrywkach.

chelm
Jarosław Chełminiak

W grupie A – tylko jedno zwycięstwo. Żaden to statystyczny fenomen – rozegrano tylko trzy spotkania. Jarosław Chełminiak okazał się niegrzeczny dla słabszej płci i bezpardonowi a i też bez większych kłopotów pokonał Wiktorię Jendruszak. Wśród trzech debiutantów w tej grupie rozegrał mecz tylko jeden z nich. Łukasz Tomaszyk zremisował w meczu z Maciejem Szulczewskim, wygrywając swojego pierwszego frejma dopiero na ostatniej bili czarnej. Gratulacje.

W grupie B grano w miniony weekend o wiele częściej . Odbyło się w sumie sześć spotkań, w których Marcin Karłyk pojawiał się dwukrotnie. I to dwukrotnie w roli bezdyskusyjnego zwycięzcy. Dość powiedzieć, że Paweł Stacherzak zdobył we frejmie 14 punktów, to była to najwyższa wartość, na którą pozwolił przeciwnikowi w ten weekend Karłyk. Artur Urbaniak zaliczył w obu frejmach w sumie 8 punktów – głównie dlatego, że pierwszego oddał Karłykowi walkowerem przez spóźnienie. Naturalną koleją rzeczy zatem jest pierwsze miejsce Marcina w grupie. Pozostali nowicjusze również nie mieli szczęścia. Powracający do rozgrywek jak Urbaniak, Łukasz Sarna przegrał wyraźnie swoje spotkanie z Przemkiem Ticem. Debiutujący w rozgrywkach jak Stacherzak, Dominik Teda pochodzący z Margonina, również przerżnął w swoim otwierającym meczu z Wojtkiem Ptakiem. No cóż. Historia stara jak świat, czyli płacenie frycowego. Okiełznanie nerwów, większe wyrachowanie – to wszystko przyjdzie z czasem i przyniesie wyniki.

Póki co przed nami pierwsza przerwa w rozgrywkach. Wielkanoc. Klub będzie zamknięty w niedzielę i poniedziałek (16-17.04). Druga kolejka gier za dwa tygodnie. Wszystkiego dobrego, smacznego jajka i mokrego dyngusa!