Zastanawialiście się kiedyś ile niebywałych rzeczy może się wydarzyć w poznańskiej lidze snookera, w jeden weekend? A może myślicie, czy w ogóle coś takiego może mieć miejsce? Otóż może. I miało. Pobijanie rekordów to dla naszych zawodników chleb powszedni. 147 w mniej niż 5 minut i 20 sekund? Nie, na to 12ft nie jest jeszcze gotowy. Ale 15 notowanych brejków w 3 meczach? To już stało się faktem.

 Ten weekend należał do Wiktora Doberschuetza, bez dwóch zdań. Ale w dwóch zdaniach – trzy wygrane mecze, z Piotrem Słodzinką, Oskarem Żuchowskim i Maciejem Śniegowskim. Dziewięć rozegranych frejmów, w tym z 7 wyszedł zwycięsko. A przy wynikach punktowych, jak wisienka na torcie, widnieje w nawiasach aż piętnaście dwucyfrowych liczb. W meczu ze Słodkim, w otwierającej partii, obrońca tytułu Mistrza zapisał na liście brejków 54 i 13. Z końcowego wyniku 67:1 można się łatwo domyśleć przebiegu tego frejma. W pojedynku ze Śniegiem, w każdej z trzech partii padła „trzydziestka” (34,31,33). Rezultat może być tylko jeden – pierwsze miejsce i długa na trzy wiersze lista notowanych brejków.
 Swój mecz rozegrali także Tytus Pawlak i Paweł Deckert. O wyniku zadecydował trzeci frejm, w którym Tytus zdobył 109 punktów (w tym podejścia równe 40,22 i 18). Obaj są o jeden punkt od podium, z tym, że Paweł rozegrał więcej meczów. Daje to Tytusowi większe szanse na wyprzedzenie Marcina Jamroziaka.
 Fenomenalnym wyczynem może się pochwalić Mikołaj Stęsik. Pamiętam, jak w poprzedniej edycji pisałem o Maćku Stęsiku, który w 43 minuty rozprawił się z Johnem Lennonem. Czy to silna chęć powrotu do 1 Ligi, czy braterska rywalizacja – nie wiem – ale ten czas został pobity. Pokonanie Mariusza Kukułki 2:0, wbijając cztery notowane brejki (19,17,14,11) i oddając przeciwnikowi łącznie tylko 14 punktów, w dwóch frejmach, zajęło Mikołajowi niecałe pół godziny (świadkowie zdarzenia mówią coś o 27 minutach). Zajmuje teraz trzecią pozycję, za Robertem Jachimowskim (który również pokonał w sobotę Mariusza) oraz Marcinem Dzbanuszkiem. Ten ostatni przełamał swoją „klątwę”, ciążącą nad nim od Pucharu Ligi Snookera 12ft i nie oddał Marcinowi Smorawskiemu frejma.
 Dawno nie widziałem tak ofensywnego spotkania, jak mecz Karola Tyszera i Macieja Stęsika. W przeciągu całego meczu zagranie „na odstawną” zostało wykonane 2 razy – przy otwarciu pierwszego i drugiego frejma. Potem już była tylko łupanka. Pomimo wyrównanej pierwszej partii, Karolowi zabrakło skuteczności by dogonić Maćka. Pozostaje jako jedyny bez zwycięstwa w zielonej tabeli. Dla Maćka był to pierwszy mecz, w którym zdobył komplet punktów.
 Anna Gruszkiewicz nie spoczywa na laurach i kontynuuje pogrom w grupie A. W niedziele padła kolej na Macieja Szulczewskiego. Zacięta walka na kolorach w drugim frejmie i podejście Maćka wysokości 22 punktów nie przestraszyły, niepokonanej jeszcze w tej edycji, liderki grupy. Bez mrugnięcia okiem dokończyła dzieła. Kto następny?
 Przepaść 5-ciu punktów dzieli Anię od Filipa Ratajczaka i Kazimierza Czerneckiego. W środku tabeli plasują się Miłosz Bąbelek, Maciej Szulczewski i Łukasz Tomaszyk. Miłosz i Łukasz zdobyli w ten weekend swoje pierwsze 3 punkty w tej edycji.
 W grupie B o kilka miejsc w tabeli podskoczył Wojciech Ptak, dzięki remisowi z Arturem Urbaniakiem, a przede wszystkim zwycięstwie nad Danielem Kozą. Na Daniela chyba źle wpływa gra o punkty, bo po skończeniu „regulaminowego” spotkania i towarzyskiego kontynuowania gry, udowadniał, że nie ma bil nie do wbicia, a każde jego podejście do stołu kończyło się kilkoma, kilkunastoma, a nawet dwudziestoma zdobytymi punktami. Może następnym razem będzie pamiętał o tym, by pokazać przeciwnikowi na co go stać, również w trakcie meczu.

I z ostatniej chwili, chociaż niektórzy przyjmą ten fakt z przykrością, Wiktor Dobershuetz nie kończy jeszcze kariery. Zabrakło mu 3 oczek... ;)