Nawet jak mu się nie chce. Nawet jak gra z luzem i brakiem zaangażowania. Nawet jak widać, że nikt w Lidze nie jest w stanie pobudzić jego ambicji. Czasem widać, że jakby mu się w ogóle nie chciał tu być. Nawet wtedy jest poza zasięgiem reszty ligowców. Wiktor Doberschuetz dziś w piątek po swoim ostatnim meczu, około 18:00 wzniósł wyimaginowany (prawdziwy, imienny zostanie kupiony mu wkrótce) puchar do góry w geście zwycięstwa.

wiktor
Wiktor Doberschuetz

Jankeski luz i zero stresu. To zdanie może charakteryzować występy Doberschuertza w tej edycji. Co ciekawe – jest to nowa twarz Wiktora i nowy styl gry. Styl, który ewoluował przez te wszystkie lata i przez ostatnie trzy miesiące po prostu widzieliśmy jego kolejną odsłonę. Na pewno nie ostatnią. Wiktor zdobył tytuł Mistrza Ligi po raz dziewiąty i zdecydowanie przewodzi w liczbie tych tytułów wśród zawodników 12ft. Styl gry w tej edycji pozostawił jednak rysę na tym osiągnięciu. Doberschuetz tracił zdecydowanie więcej frejmów w meczach niż dotychczas. No i stało się. W końcu przegrał. Właśnie w ostatnim spotkaniu z Marcinem Jamroziakiem. Powodów takiego wyniku można doszukiwać się wielu, z czego najbardziej prawdopodobnym jest fakt, że Wiktor potrzebował w tym meczu tylko jednego wygranego frejma by obronić tytuł. Wygrał drugą partię tego spotkania i mógł spokojnie delektować się tytułem Mistrza Ligi Snookera 12ft edycja WIOSNA 2017. W trzeciej odsłonie, która nie wyglądała ambitnie z obu stron Wiktor nie postawił już zbyt wymagających warunków Jamroziakowi. Co ciekawe – Doberschuetz przegrał pierwsze spotkanie roku! 5 czerwca 2016 przegrał 1:2 z Markiem Leichertem. Od tego czasu zanotował zapewne legendarną serię 30 zwycięstw z rzędu. Ciekawe czy już się urodził ten, który ten rekord pobije?

To właśnie Jamroziak i Paweł Flantowicz podzielą między sobą niższe stopnie podium (o ile żaden z nich nie odda spotkania walkowerem). Przed ostatnim meczem mają tyle samo punktów, co w takiej sytuacji promuje Flantowicza, gdyż w bezpośrednim starciu zwyciężył Jamroziaka. Paweł mocno finiszuje tej edycji. Minionej soboty z dwóch meczów rozegranych wyciągnął cztery punkty na sześć możliwych do uzyskania. Jego ofiarami zostali Miłosz Kaczmarek i Tytus Pawlak. Obaj jednak brązowemu medaliście zeszłej edycji zdołali urwać po jednym frejmie.

Zaległości w zaległych grach zaczyna odrabiać Rafał Zimniak. Co ważne – odrabia je w stylu Pawła Flantowicza. Co ciekawe – styl ten jest praktycznie identyczny. Identyczne wyniki z identycznymi przeciwnikami. Znowu Tytus Pawlak i Miłosz Kaczmarek musieli się pocieszyć urwaniem jednego frejma, gdyż tak jak w sobotę z Flantowiczem, identycznie przegrali w niedzielę z Zimniakiem. Rafał w ten sposób opuścił strefę spadkową i z dobrymi perspektywami zaczyna walkę o utrzymanie, gdyż przed nim jeszcze trzy gry.

mikolaj
Mikołaj Stęsik

Mikołaj Stęsik znów w pierwszej lidze! Po banicji na jedną edycję wraca do najwyższej klasy gier. Mikołaj rozegrał już wszystkie spotkania i pewny jest co najmniej drugiego w tabeli. Teoretycznie może go prześcignąć Marcin Dzbanuszek, ale awans już jest faktem. Mikołaj zgarnął dwa zwycięstwa w ten weekend. Najpierw po ciężkich bojach pokonał w sobotę 2:1 Roberta Jachimowskiego, ale to dopiero niedzielne zwycięstwo nad Maciejem Undrychem dało mu gwarancje i radość z awansu.

Druga liga grała niewiele w ten weekend. Trzecim i ostatnim meczem było starcie ofiar Stęsika. W tym meczu gorycz porażki z Mikołajem powetował sobie Undrych. Spotkanie to było wyjątkowo mało zacięte. Maciej oba frejmy wygrał gładko wygrywając minimum 30 punktami każdą partię.

maciej
Maciej Stęsik

Na czele trzecioligowej tabeli również widnieje nazwisko Stęsik. Tym razem mowa o Macieju. W minioną sobotę pokonał kolejnego pretendenta do awansu – Roberta Wójcika. Przeciwnik był ciężki, więc zwycięstwo bez straty frejma tym bardziej cieszyło Macieja. Zwłaszcza, że zrównał się punktami z Tomaszem Leśniakiem a dzięki zwycięstwu z nim we wcześniejszej fazie edycji, już teraz go wyprzedza w tabeli. Tak naprawdę największym rywalem Macieja nie jest już Leśniak, który rozegrał już wszystkie swoje mecze, lecz Andrzej Jachniewicz. Ma on póki co najmniej porażek na koncie – tylko jedno oraz najmniej rozegranych meczów – 6. Zatem strata do Stęsika może być rychło zniwelowana. Co ciekawe – jedyna porażka Jachniewicza zdarzyła mu się z… …no oczywiście. Ze Stęsikiem.

Karol Tyszer to złośliwy człowiek. Kiedy znalazł się na dnie, kiedy okazało się, że po pięciu porażkach z rzędu jego spadek z trzeciej ligi jest już niemal pewny, zaczął psuć krew przeciwnikom. Być może to kwestia wyzbycia się ciężaru psychicznego, czy stresu meczowego – Karol odniósł dwa pierwsze zwycięstwa w ten weekend. Najpierw w sobotę pokonał 2:1 Johna Lennona, który już wyraźnie zaczął świętować wieczorny finał piłkarskiej Ligi Mistrzów. W niedzielę tym samym stosunkiem partii zwyciężył Mateusza Rusina, gdzie patrząc na wyniki frejmów, można odnieść wrażenie, że frejm oddany Rusinowi to wypadek przy pracy Tyszera. Z Karolem w takiej formie – sprawa spadku lub utrzymania się jest dla niego na nowo otwara.

wiktoria
Wiktoria Jendruszak

No i stało się. Ania Gruszkiewicz zdetronizowana. Grupa A czwartej ligi została dość mocno przekonstruowana. Ania w tej chwili na miejscu czwartym [sic!]. Na czele niewyraźnie wysforował się nieznacznie Miłosz Bąbelek. Pozycję lidera dały mu dwa zwycięstwa na przestrzeni szesnastu godzin. W piątek wieczór wygrał z Wiktorią Jendruszak. Mecz miał niecodzienny przebieg – pierwszy frejm wygrał Miłosz w trybie walkowera, z powodu spóźnienia przeciwniczki. Drugi frejm pachniało samego końca niespodzianką. Walka trwała do ostatnich bil na stole. Przy różowej i czarnej, których pozycje były niezbyt trudne i każdy z dwójki mógł brejkiem 13 zakończyć spotkanie. Mogłoby być 34:33 dla Wiktorii. Skończyło się na wyniku 46:21 dla Miłosza. W sobotni poranek Miłosz wygrał z Marcinem Blachowskim. Co ciekawe, Miłosz chyba może uznać, że to zwycięstwo przyszło mu nieco łatwiej.

A za jego plecami ostra walka. Maciej Szulczewski i Łukasz Tomaszyk dociskają pedał gazu i również nie zwalniają tempa. Od Bąbelka różni ich jednak to, że mają od niego jedną porażkę więcej. Co ciekawe – tyle samo porażek co lider, czyli jedną, ma również Jarosław Chełminiak zajmujący dopiero pozycję piątą. Ci co się znają to już wiedzą. Ci co nie – to im napiszę – za dużo remisów wpadło Jarkowi. To jest przyczyną tak niskiej pozycji mimo tylko jednej porażki.

kuba
Jakub Wieliński

Marcin Karłyk może być pewien awansu do trzeciej ligi na jesień tego roku. Zostały mu do rozegrania dwa mecz i jeśli ich nie odda walkowerem, to nikt już w czwartoligowej tabeli B nie prześcignie. W sobotni poranek pokonał dwóch przeciwników depczących mu po piętach i w ten sposób przypieczętował pozycję lidera. Najpierw Piotr Adamczak po dość dziwnym meczu (pierwszy frejm 1h15min, drugi 30min) uległ Karłykowi 0:2. Następnie Wojtek Ptak, który oba frejmy przegrał dopiero na wysokich kolorach, musiał ustąpić młodszemu koledze.

Sprawa drugiego miejsca, premiowanego barażem z trzecioligowcem jest nadal otwarta. Co ciekawe ani zajmujący obecnie tę pozycję Jakub Wieliński jej nie utrzyma, ani tym bardziej z miejsca trzeciego nie awansuje Wojtek Ptak a to z tej prostej przyczyny, że obaj panowie rozegrali już wszystkie gry na tym etapie edycji. Miejsce to jest w zasięgu przede wszystkim kolejnych czterech zawodników: Piotra Adamczaka, Artura Urbaniaka, Daniela Kozy czy Przemka Tica. Mają oni do rozegrania jeszcze po 1-2 spotkania i minimalną stratę do wicelidera. Taki Tic z miejsca siódmego ma tylko trzy oczka straty i aż trzy mecze do zagrania. Będzie nieźle się działo w tej grupie.

Oswajają się z presją meczową po kolei wszyscy nowicjusze. Pierwszego zwycięstwa doczekał się Dominik Teda. Przyjemność mu tą dostarczył Paweł Stacherzak, który jakiś tam opór stawiał, ale jednak niewystarczający. Dominik dzięki pierwszemu zwycięstwu opuścił ostatnią pozycję, zwalniając ją dla Łukasza Sarny.