Liga Snookera 12ft w edycji WIOSNA 2017 finiszuje. Większość zawodników w tym wyścigu już przekroczyła linię mety. Część z nich czeka na swoje ostatnie mecze. Czasem o pietruszkę, czasem jest to najważniejszy mecz o utrzymania lub spadek w danej klasie gier. Mistrza Ligi poznaliśmy już dwa tygodnie temu. Mecze w miniony weekend przyniosły nam za to garść innych odpowiedzi. Trzeba też zaznaczyć, że Liga dobijała do końca w dość nietypowy sposób. Zazwyczaj zmagamy się z problemem, kiedy na końcu edycji piętrzą się w terminach wiecznie przekładane w przód mecze. Tym razem ostatnia kolejka przebiegała spokojnie, terminów wolnych było sporo, a zawodnicy dla odmiany rozgrywali swoje mecze często awansem, robiąc sobie już wolne w słoneczne, czerwcowe weekendy.

zimniak
Rafał Zimniak

W pierwszej lidze już wszystko wiadomo. Wiktor Mistrz. Na tytuł wicemistrza chrapkę miał Marcin Jamroziak, ale to do Pawła Flantowicza miało należeć ostatnie słowo. W swoim niedzielnym spotkaniu Paweł musiał wygrać dwa frejmy z trzech z niżej notowanym Rafałem Zimniakiem. Grymas niezadowolenia na twarzy Pawła przybierał w trakcie meczu coraz wyraźniejszą formę. Po pierwszym przegranym przez Flanotwicza frejmie, drugi był już sytuacją z „nożem na gardle”. Dobrze, że nóż był przysłowiowy, bo te partię Paweł również przerżnął. Rafał przegrał dopiero trzeciego frejma. Wynik spotkania 2:1 nic nie dawał Flantowiczowi. Dla Zimniaka natomiast były to cenne punkty potrzebne do ucieczki ze strefy spadkowej.

Wystepy Rafała Zimniaka minionej niedzieli zasługują na osobny akapit. Odniósł on dwa zwycięstwa (drugie to 2:1 z Maciejem Śniegowskim). Mimo to, może on patrzeć na te rezultaty jako zmarnowaną szansę na życiowy sukces w występach w Lidze Snookera 12ft. Gdyby udało mu się zwyciężyć we wszystkich frejmach obu meczów, jego historyczne osiągnięcie stałoby się faktem – rozgrywki zakończyłby na najniższym stopniu podium. Rafał po dwóch zwycięstwach zakończył jednak tę edycję na miejscu czwartym, co również należy podkreślić, że jest jego najwyższą lokatą na koniec edycji w całej jego karierze ligowej.

undrych
Maciej Undrych

W drugiej lidze już wszystko wiadomo. W momencie, gdy Mikołaj Stęsik po swoim ostatnim meczu obejmował fotel lidera, nie mógł być pewien, że to miejsce utrzyma. Pozostali rywale mieli niekiedy po dwa mecze jeszcze do rozegrania i gdyby zdobyli w nich maksymalną ilość punktów, Mikołaj musiałby się zadowolić pozycją wicelidera. Rywale jednak zagrali pod niego. Maciej Undrych i Marcin Dzbanuszek – bo to o nich mowa, tracili frejmy w spotkaniach z innymi zawodnikami a także w niedzielnym starciu pomiędzy sobą. Bezpośredni mecz zainteresowanych mógł się podobać. Trzy frejmy kończone na czarnej, w tym jedna dogrywka. Nikt nikomu nie ustępował. Maciej dwie godziny później dołożył drugie zwycięstwo w tym samym wymiarze 2:1, czym wykonał absolutny plan minimum by uniknąć barażu i awansować do pierwszej ligi z drugiego miejsca w tabeli.

Najwięcej emocji wśród ostatnich drugoligowych meczów przyniosło spotkanie Marka Leicherta z Piotrem Gazdą. Był to mecz, którego stawką była „ucieczka spod topora”. Zwycięzca miał zagwarantowany byt drugoligowy w przyszłej, jesiennej edycji, a przegrany musi jeszcze udowodnić swoją wyższość w meczu barażowym z trzecioligowcem. Rozegrano oczywiście trzy frejmy z trzech możliwych. Pierwsze dwa – o biegunowo odległych scenariuszach. Najpierw Lajas gładko poradził sobie z Gazdą, a potem Gazda lał Lajasa i patrzył czy równo puchnie. Decider był z kategorii tych najlepszych. Kończył się na czarnej. Czarnej, która wpadła Piotrowi. Zatem to Marka czeka jeszcze jeden mecz w tej edycji. Barażowy.

wojcik
Robert Wójcik

W trzeciej lidze już wszystko wiadomo. Maciej Stęsik od dłuższego czasu jest już spokojny zarówno awansu do drugiej ligi jak i pierwszego miejsca w tabeli. Rozegrano tylko dwa mecze i oba były arcyważne. Ich wynikami nie byli zainteresowani jedynie pewny awansu wspomniany Stęsik i pewny spadku Mateusz Rusin. Spotkania Grewling-Kasiński i Tyszer-Wójcik dotyczyły kolejności między miejscem 2. a 9. W pierwszym meczu zawodnicy grali o utrzymanie. Sytuacja analogiczna jak we wspomnianym meczu Gazda-Leichert. Tu również panowie grali o tę samą stawkę, jednak frejmy grano zazwyczaj „do jednej bramki”. Od początku każdej partii jak jednemu szło to drugi miał pod górkę. Niestety dla Szymona – Tomaszowi szło częściej. To on wygrał i to on nadal będzie grał w trzeciej lidze.

W drugim meczu Robert Wójcik szukał okazji zdobycia dostatecznej ilości punktów, by wskoczyć na miejsce drugie i awansować od razu do drugiej ligi. Rozważając te szanse czysto teoretycznie, mógł mieć spore nadzieje, gdyż grał z Karolem Tyszerem z miejsca spadkowego. Mecz ten jest dowodem na to, jaki wpływ na grę ma fakt postawienia ludzi pod murem. Że coś muszą a nie tylko mogą. Musiał i Wójcik wygrać i Tyszer musiał wygrać. Wygrał ten drugi. Wygrał, ale po wyrównanym boju. Obaj zawodnicy wytrzymywali ciśnienie, ale to Karol wbijał te decydujące bile. Odetchnął Tyszer, gdyż odbił się z miejsca spadkowego, gdzie przebywał przez większość edycji, na miejsce barażowe. Odetchnął przede wszystkim Tomasz Leśniak, który utrzymał się na miejscu drugim i zagra na jesień w drugiej lidze.

szulcz
Maciej Szulczewski

W czwartej lidze dobiliśmy praktycznie do końca pierwszego etapu gier. Rozgrywki w grupach są praktycznie zakończone (został do rozegrania jeden mecz). Wiadomo już kto awansuje do trzeciej ligi. Z grupy A będzie to Anna Gruszkiewicz, która po perypetiach w środku edycji, zwyciężyła w dwóch ostatnich meczach. W niedzielę pokonała gładko koleżankę z przeciwnego końca tabeli – Wiktorię Jendruszak. Fotel lidera utrzymała dzięki nieskuteczności Miłosza Bąbelka. To do niego należało ostatnie słowo. Miłosz tej sytuacji nie wykorzystał: w meczu z Michałem Kozickim potrzebował zwycięstwa, a odniósł jedynie remis.

Miłosz zajmuje póki co drugą pozycję, która zapewnia mu udział w meczu barażowym. Teraz to on musi czekać na wynik ostatniego meczu. Teraz to do Macieja Szulczewskiego należy ostatnie słowo. Maciej, jeśli zwycięży we wtorkowym spotkaniu z Jarkiem Chełminiakiem, to zepchnie Bąbelka na trzecią pozycję. Byłaby to dość kuriozalna sytuacja, gdy uświadomimy sobie, że Miłosz przecież nie przegrał ani jednego pojedynku w tej edycji.

W grupie B miejsca pierwszego już tydzień temu był pewien Marcin Karłyk. Może być to jeden z powodów jego czwartkowej porażki z Danielem Kozą. Kolejnych punktów po prostu już nie potrzebował i być może nie potrafił się zmobilizować. Choć nie należy ujmować zasług Kozy. Daniel to bardzo doświadczony ligowiec i palców u rąk zabraknie, by policzyć ile razy mierzył się z liderami tabeli. Na pewno pokazał skutecznego snookera, bo oba frejmy grał dość wyraźnie.

piter
Piotr Adamczak

Piotr Adamczak miał komfort, którego ani Bąbelek ani Szulczewski nie mieli. Otóż przed swoim ostatnim spotkaniem Piotr miał już zapewnione miejsce drugie. Musiał się jedynie na meczu pojawić – spadłby pozycję niżej tylko w przypadku oddania meczu walkowerem. Bez presji psychicznej Piotr podszedł do meczu. Bez presji psychicznej podszedł również jego przeciwnik – Dominik Teda. I nagle w meczu o nic, zaczeły buzować emocje i rywalizacja. Co prawda mecz wygrał Adamczak, jednak po bardzo wyrównanym spotkaniu.

Spotkania, które pozostały do rozegrania w tej edycji Ligi Snookera, to finałowa, 10. kolejka w czwartej lidze. Odbędzie się ona w najbliższy weekend. W ten sam weekend będą rozgrywane już mecze barażowe do pierwszej i drugiej ligi. Ostatni ligowy termin to weekend 1-2 lipca, kiedy to będą rozgrywane mecze barażowe do ligi trzeciej.

Coś się kończy, coś zaczyna. Liga dogorywa, a za rogiem czai się kolorowy i fikuśny program gier letnich, czyli Cykl SummerTime. Maniacy snookera będą mogli zagrać w siedmiu turniejach snookerowych, a jak dobrze im pójdzie, to również w ósmym, który jest finałem dla najlepszych 16 zawodników letniego rankingu. Co jest również istotne z punktu widzenia ligowców: zawodnik najwyżej sklasyfikowany w tym rankingu ma prawo dołączyć na jesień od razu do ligi pierwszej w Lidze Snookera 12ft. Jeśli lider tej klasyfikacji zrezygnuje z tego prawa – przechodzi ono na następnego zawodnika w rankingu. I tak do skutku.

Snookerzyści zaczną letnie zmagania turniejem Snooker Plus rozgrywanego w weekend 8-9 lipca. A tydzień później zapraszamy na największe święto snookera w Poznaniu – Otwarte Mistrzostwa Wielkopolski. Do obu turniejów zapisy są już otwarte.