Kolejny weekend zmagań Ligi Snookera przyniósł kilka nowych wniosków. Po pierwsze zaczęło robić się zimno. Szarość jesiennych dni zalewa Poznań oraz miejsce kultu i użaleń nad kulkami. Po drugie -  ścięto drzewo na dawnym parkingu nieopodal snookerowni , dając pytania cóż nowego tam powstanie. Po trzecie – imprezy niesamowicie potrafią wpłynąć na dyspozycję dnia klubowicza.  Jak ? Każdy chyba tą sytuację przeżył, podchodząc do stołu z bólem głowy o poranku. Luz towarzyszy ruchom kończyn , spięcie głowie i pulsująca krew. Kilka meczy z tego weekendu potwierdziło oba aspekty. Więcej o nich!


Po dalekich wojażach powrócił Marcin Smorawski doładowany tajską energią, objedzony Pad Thai i zupą Tom Kha. Przyjechał … i zaczął z grubej rury. W sobotni poranek ograł dwóch wyjadaczy naszego klubu. Łomot dostał Piotr Gazda i Robert Wójcik, którym chyba poranna dyspozycja nie służyła i w prezencie Smorawskiemu pooddawali frejmy. Patrząc dalej - John Lennon odpłynął gdzieś w siną dal, przegrywając swoje mecze z Maciejem Stęsikiem i Marcinem Dzbanuszkiem.  Stały bywalec klubu też nie potrafił poradzić sobie z presją jaką postawił przed nim Tomasz Kasiński. Leśniak również przegrał spotkanie, przez co góra tabeli zaczęła bardzo ciekawie wyglądać. Wnioskując następne dwie kolejki w drugiej lidze mogą przynieść sporo ciekawych rozstrzygnięć.
W pierwszej lidze niewiele do gadania mieli Marcin Jamroziak i Miłosz Kaczmarek. Starszy ze Stęsików powbijał swoje, powygrywał mecze, dorzucając dodatkowo swoją ligową życiówkę w wysokości 32 oczek. Gratulacje! Debiutant pierwszoligowych rozgrywek, lwówczanin Marcin przegrał 3:0 z Miłoszem Kaczmarkiem przywożąc ze sobą trzecioligowca Bąbelka, ale o nim później. Maciej Śniegowski też złapał wiatr pod narty, jak Kamil Stoch zdobywca drugiego miejsca pierwszych zawodów w skokach narciarskich. Śniegu z wynikiem 3:0 wyszedł z uśmiechem na twarzy po meczu, w którym pokonał Rafała Zimniaka.
W trzeciej lidze zaś Miłosz Bąbelek powracający po nocnych zmaganiach oddał walkowerem mecz Maciejowi Szulczewskiemu nie pojawiając się rano. Drugi mecz, na który już dotarł wygrał 2:1, z luźną ręką pokonując Tomka Sobczaka, któremu wiatr powiał w plecy. Sobczak ograł, otrutego niedobrym jedzeniem Piotra Adamczaka pewnie – bo 2:0. Zimno jesiennych dni nie służy liderowi. Passa się skończyła. Lwówecki prezes Ratajczak, dał Danielowi popalić i wygrał spotkanie na różowej bili, potwierdzając dobrą formę na turniej PORS w Warszawie, mający w ten weekend miejsce w stołecznym klubie 147 break.
Czwarta liga obfitowała również w kilka ciekawych spotkań. Zacznę od końca. Wojtek i Paweł, którzy przyszli o 22:00 po imprezach do białego rana w pierwszym frejmie przez 45 minut zdołali ukulać razem około 20 oczek, nie wbijając żadnych kolorów. Gra na kacu i po kacu jest ciężka. Finalnie Wojtek Ptak pociągnął do końca Pawła Stasia Stacherzaka, ustawiając, w mojej ocenie, najlepszego snookera tej edycji ligi. Klasa Eurosportu. Wojciech – Brawoooo !!! Równolegle Marcin Blachowski dobrym snookerem i kilkoma brejkami pokazał gdzie pieprz rośnie Łukaszowi Uciechowskiemu.  Mansell dał się ponieść pechowi i w meczu rozgrywanym 2 godziny wcześniej oddał oba frejmy Sławkowi Ciemnieckiemu. Marcin Szofer - kolejny lwówczanin, mający duże szanse na awans do ligi wyżej. Poprowadził właściwie samochód zwycięstwa i wygrał z Jarkiem Chełminiakiem 2:0.
W grupie B, Kazimierz Czernecki wystawił bilet do domu Pawłowi Gajdzie, również wygrywając swoje spotkanie 2:0.  Michał Kozicki i przegrał, i wygrał. Odesłał doświadczonego Konrada Kubasiewicza i przegrał z debiutantem – Łukaszem Bartowiakiem . I dobrze, i źle . Czas pokaże co się tam w grupie B podzieje.  
Grupa A ma także lidera, który swoje kulkowe potyczki prezentuje na wysokim poziomie. Grzegorz Sroka, bo o nim mowa, Kubę Wielińskiego pewnie ograł 2:0, coraz mocniej stawiając kropkę nad I, czyli zwycięstwem w grupie. Był to jedyny mecz rozgrywany przez tę grupę w weekend.
Reasumując – zdarzyć dużo się może. Czy na kacu się gra dobrze? To zależy jak leży ;) Teraz w przedświąteczne dni, gdy jarmark na Placu Wolności już oddycha pełną parą, a koło młyńskie się kręci, rozegrają się decydujące spotkania. Pozostaje czekać gdy w radiu zostanie puszczone pierwszy raz w tym roku Last Christmas. Wtedy puchary znajdą swych właścicieli i uszlachetnią domowe półki jako pierwszy świąteczny prezent.