To już teraz. Właśnie się dzieje. Nastąpił decydujący czas. Czas oddzielenia chłopców od mężczyzn. Czas oddzielenia ziarna od plew. Czas prawdy. Liga wkroczyła w decydującą fazę a praktycznie na każdym poziomie gier mamy zażartą walkę i brak wyraźnych rozstrzygnięć. To ten etap rozgrywek, gdzie doświadczenie oraz umiejętność trzymania nerwów na wodzy zaczyna naprawdę mieć znaczenie. Co ciekawe, czas ten obnaża zawodników, którzy tym się nie cechują a tych mamy naprawdę wielu.

stes
Mikołaj Stęsik

Pierwsza liga ma do rozegrania jeszcze trzy kolejki w jesiennej edycji a już można powiedzieć, że rywalizacja w tej klasie gier jest niespodzianką. Co ciekawe o niespodziance stanowią głównie porażki jednego zawodnika – Wiktora Doberschuetza. W miniony weekend przegrał po raz trzeci – tym razem 1:2 uległ Miłoszowi Kaczmarkowi. Pierwsze frejmy były wyrównane i oba powędrowały na konto Miłosza. Zapachniało totalną sensacją w postaci wyniku 0:3, jednak Wiktor w porę się wybudził i honorowo wyrwał przeciwnikowi ostatnią partię.

Tymczasem przeciwnicy Doberschuetza ścigają go tworząc zwarty peleton. Nikt nie wysuwa się na jakieś zdecydowane prowadzenie. Na czoło tabeli wysuną się Mikołaj Stęsik, który w miniony weekend nie grał z powodu udziału wraz z innymi zawodnikami naszej ligi w warszawskim turnieju PORS, a dwa tygodnie temu zafundował pierwszą porażkę Marcinowi Jamroziakowi. Od tego czasu niesie palmę pierwszeństwa w najwyższej klasie gier z dwoma punktami przewagi nad Pawlakiem/Jamroziakiem/Doberschuetzem, ale też z jednym meczem więcej rozegranym niż oni.

spider
Tomasz Bystrzyński

Druga liga finiszuje. Do rozegrania została ostatnia, dziewiąta kolejka. Awansem z niej zagrał już swój mecz Tomasz Leśniak i z kompletem zagranych spotkań zajmuje fotel lidera. Fotel, niestety dla niego bardzo chwiejny, gdyż ma tylko punkt przewagi nad drugim w tabeli Robertem Jachimowskim, który ma do rozegrania jeszcze jedno spotkanie, i tylko dwa punkty przewagi nad trzecim Tomaszem Bystrzyńskim, który zagra jeszcze dwa mecze. Powiedzmy zatem wprost – utrzymanie lidera przez Leśniaka jest prawdopodobne jak odnalezienie Atlantydy. Sprawy mogłyby wyglądać inaczej, gdyby podczas dwóch niedzielnych meczów jednego frejma oddał przeciwnikom mniej. Ta feralna partia padła łupem Marcina Smorawskiego i była decydującym o zwycięstwie trzecim frejmem meczu. Leśniak, znając stawkę meczu, walczył do końca, lecz po wyrównanej walce uległ 39:52.

Co ciekawe na miejscach za jego plecami będzie ciekawie, gdyż wicelider zagra mecz z zawodnikiem z trzeciego miejsca. Stawką tego spotkania między Jachimowskim a Bystrzyńskim będzie najprawdopodobniej kwestia bezpośredniego awansu do pierwszej ligi. Najbliższa sobota w samo południe. Będzie się działo!

Krzyżyk można praktycznie postawić już na Robercie Wójciku i Johnie Lennonie. Ci dwaj zawodnicy po siedmiu grach zgromadzili jedynie po dwa punktu i są już raczej pewni spadku do trzeciej ligi. Uratować przez degradacją może ich jedynie cud. Niemniej jednak cud ten wydarzy się dla tego, który w bezpośrednim spotkaniu między nimi wygra w niedziele południe. To jeden z nich strąci drugiego do trzeciej ligi a przy okazji będzie wspinać się po jego plecach, próbując uratować swój drugoligowy byt. Przypomnijmy jednak, że w tej edycji bezpośredni spadek to trzy ostatnie pozycje w tabeli.

koza
Daniel Koza

Rywalizacja w trzeciej lidze naprawdę może podobać się tej jesieni. Gwoli przypomnienia – z tytułu wycofania się sporej ilości zawodników przy zapisach do bieżącej edycji, do trzeciej klasy gier została wciągnięta z listy rezerwowej spora grupa czwartoligowców. Jedynie Karol Tyszer i Maciej Szulczewski są zawodnikami, którzy uzyskali w wiosennej edycji prawo gry w tej lidze. Reszta – dostała szansę od losu. Szansę, do której jak widać nie wiedzą jak się zabrać. Trzecia liga podobnie jak druga ma jedynie ostatnią kolejkę do rozegrania. W trzeciej lidze podobnie jak w drugiej lider rozegrał już wszystkie mecze. W trzeciej lidze – w przeciwieństwie jednak do drugiej, lider może być już pewien awansu. Daniel Koza środowym zwycięstwem 2:0 nad Tomaszem Sobczakiem przypieczętował co najmniej drugą pozycję w zielonej tabeli. To on zachował najwięcej zimnej krwi, choć nie oznacza to, że nie notował potknięć. Notował ich po prostu najmniej. Zawodnicy obecni w trzeciej lidze nie są przyzwyczajeni do sytuacji, gdzie praktycznie każdy mecz na pewnym etapie edycji jest meczem o stawkę awansu lub spadku z tej klasy gier. Z tego powodu nerwy płatają im figle i nie mają jeszcze tej umiejętności, by opanować sytuację na stole i żeby metodycznie dopiąć swego na przestrzeni całej edycji. Mimo że przed nami ostatnia kolejka, jestem przekonany, że zobaczymy jeszcze jakiś niespodziewany trzecioligowy wynik.

To już pewne – Mateusz Rusin i Tomasz Sobczak spadają do czwartej ligi. Teoretycznie, gdyby weszły w grę masowe walkowery oddawane przez przeciwników, to ta sytuacja jeszcze mogłaby się zmienić. Zapewne jednak żaden z nich na to nie ma nadziei. Przed bezpośrednim spadkiem uciekają jeszcze Miłosz Bąbelek z Przemysławem Ticem. Los pięknie nam pisze scenariusz. Mecz Bąbelek-Tic: a jakże – w najbliższe niedzielne południe! Wygra Przemek, to jest pewien przynajmniej meczu barażowego. Wygra Miłosz, to w sumie nie wiadomo, gdyż oprócz meczu z nim, Tic ma do rozegrania jeszcze dwa spotkania. Możliwa jest zatem sytuacja, że mimo że Bąbelek wygra, to i tak spadnie do czwartej ligi. W sumie nie wiadomo jak będzie, ale wiadomo, że będą emocje.

Czwarta liga również znajduje się w przełomowym momencie. W ten weekend dobiega końca pierwszy etap zmagań, gdzie zawodnicy rywalizują w trzech grupach: A, B i C. W grupie A czub tabeli prawdopodobnie zostanie w obecnej formie. Na czele znajduje się Grzegorz Sroka, który na przestrzeni sześciu gier zanotował tylko jeden remis. W sobotę, jeśli zwycięży dwa razy (z Urbaniakiem i Kurkiem), przypieczętuje fotel lidera grupy i w drugim etapie rozgrywek czwartoligowych zmierzy się z liderami grup B i C, z którymi to zagra o miejsca 1-3 w całej czwartej lidze.

Na potknięcie Sroki czyha Michał Bartkowiak. Nie może być to jednak małe potknięcie, gdyż Michał ma jeden punkt mniej i niestety jeden mecz więcej rozegrany. W ostatniej kolejce zmierzy się ze Stanisławem Jackowiakiem. Żeby mieć nadzieje na odebranie pierwszego miejsca Sroce, musi ten mecz wygrać.

Na trzeciej pozycji póki co uplasował się Dominik Teda, co jest niespodzianką w tej klasie gier Ligi Snookera 12ft. Teda w poprzedniej, debiutanckiej edycji zajął 15 pozycję w czwartej lidze, na 20 zawodników sklasyfikowanych. W tej jesiennej odsłonie na pewno wiadomo, że wyląduje w górnej połówce czwartoligowców a jak wysoko, jest to cały czas sprawą otwartą.

kubasiewicz
Konrad Kubasiewicz

Pechowo układają się rozrgywki Hubertowi Manejkowskiemu. Widać, że debiutantowi przeciwnicy podcięli skrzydła i początkowe porażki ciążą na nim cały czas, przez co nie może się wstrzelić w rytm meczowy i nawiązywać równą walkę. Z drugiej strony, skoro już dobił dna, to pozostaje od tego dna się odbić. Kolejne mecze w drugim etapie rozgrywek nie powinny już mieć takiego gatunkowego obciążenia psychicznego, więc powinno mu się grać nieco łatwiej.

W grupie B wygra Łukasz Bartkowiak. Sytuacja ta może się zmienić jedynie, gdyby w przypadku dwóch swoich ostatnich gier, które mu pozostały do rozegrania oddałby walkowery. Za jego plecami walka nabiera rumieńców, a przypomnijmy, że jest się o co bić. Wiceliderzy grup A, B i C zagrają w drugim etapie gier czwartoligowych o miejsca 4-6 w ostatecznej klasyfikacji, a więc przede wszystkim o miejsce 4, które uprawnia do meczu barażowego z trzecioligowcem. Do bycia wiceliderem grupy B mamy przynajmniej 3 mocnych kandydatów: Michał Kozicki, Kazimierz Czernecki i Konrad Kubasiewicz. Drugi jest Kozicki, ale paradoksalnie można powiedzieć, że to właśnie on nie wykorzystał szansy by nieco odjechać przeciwnikom. Ma o jeden mecz więcej rozegrany od Kubasiewicza i Czerneckiego i tylko punkt przewagi. Tylko jeden punkt a mógł mieć cztery. Niestety – w minioną sobotę Michał zanotował remis w spotkaniu z Łukaszem Tomaszykiem. Może to być jego najbardziej kosztowny remis w tej edycji.

Pasjonujący finisz rozgrywek szykuje się w grupie C. Obecny lider, Jarosław Strugała przy niekorzystnym układzie pozostałych wyników może spaść nawet na miejsce trzecie. Co gorsza – Jarek już nic na to nie poradzi, gdyż rozegrał wszystkie osiem meczów przewidzianych na pierwszym etapie gier w czwartej lidze. Teoretycznie największe szanse na zdetronizowanie go ma Marcin Szofer. W swoim ostatnim spotkaniu podejmuje „znacznie słabszego na papierze”, bo zajmującego szóste miejsce w tabeli, Łukasza Uciechowskiego. Gdy dodajmy do tego, że również Wojtek Ptak i Jarosław Chełminiak mogą skończyć w tabeli przed Strugałą, to szybko okaże się ze wśród pozostałych gier tej grupy nie ma już meczów nieważnych. Dodać należy, że remis tu nie satysfakcjonuje nikogo. Kto udźwignie presję?