Sesja na uczelniach nieuchronnie się zbliża, a wraz z nią stres i zgrzytanie zębów przed pierwszymi egzaminami. Mam tę moc, mam tę moc, wkuję semestr w jedną noc - niektórzy studenci śpiewają pod nosem pełni nadziei, że szczęście dopisze i uda się chyłkiem prześlizgnąć się do letniego semestru. Sesję weekendową rozgrywek można właśnie do takich semestralnych egzaminów przyrównać. Sprawdzian umiejętności zdało wielu snookerzystów z naszego poznańskiego fyrtla. Wbijali ładnie, wpisując się powoli, ale skutecznie na listę brejków. Kilka ładnych podejść mogliśmy obserwować podczas minionego weekendu.

 

Ile razy Wiktor jeszcze nas zaskoczy ? Na to pytanie może odpowiedzieć dowodami tylko on sam. Cóż za przyjemnością było oglądać zapewnienie sobie w dwóch meczach 33% zniżki na kolejną ligę. Doberscheutz nie bez kłopotów, ale bez straty frejma pognał najpierw Tomasza Bystrzyńskiego, który świeżo do pierwszej ligi awansował. W tym spotkaniu uplasował się na szczycie listy brejków wbijając podczas ostatniego frejma 57 i 34 oczka. Gratulacje !!! W drugim meczu ograł zaś Tomasza Leśniaka również 3 do zera, z podejściami 33 i 20. Głogowianin po weekendowych dwóch porażkach w pierwszej lidze smutny odjechał do domu z wnioskiem lepszego treningu i skupienia na kolejne mecze.  Pierwszoligowe starcie gigantów, którzy są posiadaczami tego klubu również w ten weekend miało miejsce. Typy były różne. Obaj grają świetnie, obaj dobrze się odstawiają. Ostatecznie wygrał Wampir Bez straty frejma wbijając po drodze dwudziestkę do kolekcji.

Tak się Marcin Karłyk bał spotkania z Tomkiem Kasińskim. Bał się, bo jest czego. Doświadczenie, lata treningów i ten czas … Jednak to właśnie Karłyk z tego starcia wrócił z tarczą. Pewnie – z dużą różnicą punktów i wbijając 3 notowane brejki wygrał to spotkanie. Tomek nie postawil też dużego oporu Danielowi Kozie. Młodszy z zawodników, nie aż tak pewnie jak Karłyk, wystawił Kasiolowi bilet do domu. Jestem pewien, że Tomek jeszcze coś w tej edycji pokaże. Powrócił twardszy i mocniejszy po problemach zdrowotnych. Co nie zabije to wzmocni – Tomku cieszymy się, że jesteś już z nami. Ciekawy pojedynek rozegrał się w niedzielę pomiędzy dwoma Marcinami – imiennikami, którzy coś niecoś przy stole zwojować potrafią. Pojedynek wygrał ten starszy Marcin – Dzbanuszek pieszczotliwie nazywany przez klubowiczów „Dzbankiem”. 2:1 ograł  Smorawskiego wbijając przy tym 26 oczek. Drugi Marcin także popisał się solidnym brejkiem w wysokości 25 punktów.

Najwięcej po pierwszoligowcach pojedynków rozegrali podczas weekendowego chilloutu zawodnicy z tabelki koloru zielonego. Z Kalisza przypełzł o ile się nie mylę samochodem marki rymującej się z tort Grzesiu Sroka. Nie ma mocnych na Kaliszanina do tej pory. 3 mecze w sobotę zagrał i we wszystkich trzech odniósł pewne zwycięstwo. Śpiewał wnet przy stole niczym John Lennon z Beatles’ów „Hello, Goodbye” po kolei zwyciężając Maćka Stęsika, Przemka Tica i Roberta Wójcika, dopisując 9 notowanych brejków do listy. Oby tak dalej ! W niedzielę rano puzonistosnookerzysta bez kaca podszedł do spotkania z Karolem Tyszerem. Trzeźwość umysłu umożliwiła mu wtedy wygranie meczu 2:0. Kolejny, o którym wspomniec warto jest Łukasz Bartkowiak- tak, tak , to ten młodszy i wyższy. Nie pozostawia złudzeń, że pomimo bardzo małego doświadczenia w lidze, coś tam kulać potrafi. Wygrał bez straty partii oba swoje mecze zaplanowane na ten weekend.

Czwartoligowcy hmmm…. Można by pisać wywód o tym jak przewrotne potrafią być spotkania zawodników z tych tabel. Niemniej rózne zwroty akcji mają miejsce w tychże zmaganiach. Jednym z tych zaskoczeń może być zwycięstwo walkowerem Radka Lewandowskiego.  Mecz w prezencie podarował mu Piotr Kurek. Dziwne, ale wtedy Radek raczej urodzin nie miał . Spodziewać się można że doświadczenie i spokój w snookerze dają sukcesy. Są pewne wyjątki – takie jak Nikodem Jankowiak, który w ostatni weekend odesłał z wynikiem 2:0 do domu Jarosława Chełminiaka. Jarek następnego dnia emocjom nie dał się ponieść i śmiało, z gracją pokonal pewnie Marcina Trurla.
Pierwszy mecz tej edycji rozegrał jeden z najbardziej zaprawionych w bojach weteran gier bilardowych 12ft – Mateusz Rusin. Spotkanie rozgrywa z kompletnym debiutantem – Marcinem Wołoszczukiem, który na możliwości występu w lidze bardzo się cieszy. Nietrudno wytypować można było zwycięzcę tegoż pojedynku. Wygrał Mateusz, lecz bez dużej przewagi nad młodszym kolegą. Marcin ewidentnie potrzebuje czasu na rozkręcenie i mam nadzieję, że niedługo odpali turbo i zacznie prawdziwą ligową przygodę.
Kończąc mój monolog, wnioskuję, że poziom rozgrywek snookera przy ulicy Za bramką wzrósł. 72 notowane brejki przez dwa dni ??? Tak – policzyłem. Samo się nasuwa na usta. Jest lepiej, coraz lepiej. Biorąc pod uwagę obłożenie stołów poza rozgrywkami, ligowi cze trenują , piłują starannie wbijanie, odstawne, układy. Najchętniej zacytowałbym tytuł, bo coraz trudniej będzie się przebijać wyżej.  Trening czyni mistrza, a kij sam nie zagra. Jedziemy dalej.