Jedna trzecia rozgrywek minęła nam szybko. Edycja Ligi Snookera 12ft ZIMA 2018 jest dla obserwatorów hojna pod względem niespodzianek. Trudno powiedzieć co jest większym zaskoczeniem minionego weekendu – świetnie punktujący w pierwszej lidze Tomasz Bystrzyński, czy brejki na poziomie 32 punktów w trzeciej lidze, które nie wystarczają do zwycięstwa, czy dramatyczna postawa trzecioligowca Roberta Wójcika grającego w drugiej lidze w zeszłej edycji, czy w końcu Magda Biela w czwartej lidze wyrywająca punkty byłemu trzecioligowcowi. A to tylko te grubsze sprawy. Rywalizacja nabiera rumieńców, wyniki coraz trudniej przewidzieć. To się może podobać.

wiks
Wiktor Doberschuetz

W pierwszej lidze szybko i wyraźnie odjechał tandem Doberschuetz-Jamroziak. Co prawda jest sporo czasu dla peletonu, by ich doścignąć, niemniej jednak oprócz Rafała Zimniaka są to dwaj zawodnicy bez porażki. Co więcej – dopiero po raz pierwszy któryś z nich stracił frejma. Spowalnianie uciekinierów w ostatnią sobotę rozpoczął Mikołaj Stęsik, który po przegraniu dwóch pierwszych frejmów z Marcinem Jamroziakiem, trzeciego mu urwał, wbijając ostatnią decydującą o wyniku czarną bilę.

Na najniższy stopień podium wdrapał się Tomasz Bystrzyński. „Spider” przytulił w miniony weekend trzy punkty. Dwa dało mu zwycięstwo 2:1 z Mikołajem Stęsikiem oraz jedno oczko zarobił za urwanego frejma w meczu z Miłoszem Kaczmarkiem. Po czterech spotkaniach bilans Bystrzyńskiego to dwie porażki i dwa zwycięstwa, co zdecydowanie można zaliczyć jako udany debiut pierwszoligowy. Taka tendencja powinna zagwarantować mu co najmniej bezpieczne miejsce w środku tabeli na koniec tej edycji.

smora
Marcin Smorawski

Marcin Karłyk daje wyraźny sygnał, że jego wejście do pierwszej ligi w zeszłej edycji bocznymi drzwiami z rankingu SummerTime nie był dziełem przypadku. Porażka w wyrównanym pierwszym meczu w drugiej lidze z Szymonem Grewlingiem była póki co jedyną przegraną w tej edycji. Kolejne dwa spotkania z Tomkiem Kasińskim i Danielem Kozą były meczami do przysłowiowej jednej bramki. W obu starciach nie stracił ani jednego frejma. Co więcej – każda partia była pod totalną kontrolą Marcina i w żadnym momencie wynik nie był zagrożony.

W ostatni weekend rozegrano tylko dwa drugoligowe mecze. Drugim z nich było starcie Marcina Smorawskiego z Maciejem Undrychem. Zestawienie zawodników, które będzie tak samo zacięte, mimo że możemy obserwować je raz na drugoligowym raz na pierwszoligowym poziomie. Ostatnie ich pięć spotkań (trzy w pierwszej lidze, dwa w drugiej) to zawsze trzyfrejmowy pojedynek, który potrzebuje decydującej partii by wyłonić zwycięzcę. Wyniki też padają w kratkę – dwa razy wygrywał Marcin a trzykrotnie Maciej. Panowie postarali się podtrzymać tradycję i w szóstym meczu z rzędu zanotowali wynik 2:1. Oczywiście żadnej ściemy nie było - potrzebowali trzeciego, no pewnie, że zaciętego frejma do wyłonienia zwycięzcy. Tym razem był to ponownie Maciej Undrych. Bilans ostatnich spotkań na jego korzyść 4-2.

bart
Łukasz Bartkowiak

Również w trzeciej lidze mogliśmy obserwować tylko dwa mecze. Ale za to oba o szczególnym znaczeniu. W starciu Maciej Szulczewski – Robert Wójcik lepszym okazał się ten pierwszy. Ale uwagę zwraca postawa przegranego. Edycja zimowa wybitnie „nie leży” Robertowi i w ogóle nie może się w warunkach trzecioligowych odnaleźć. Rozegrał już cztery pojedynki i nie wygrał nawet jednego frejma. Co ciekawe – spośród tych ośmiu rozegranych i przegranych partii w każdym meczu zdarzał się frejm, który decydował się na ostatniej czarnej. Pech? Czy zszarpane nerwy?

Bardzo przyjemne dla oka widza było spotkanie Macieja Stęsika z Łukaszem Bartkowiakiem. Co prawda składało się ono niestety tylko z dwóch frejmów, jednak jak na warunki trzecioligowe mieliśmy kawał dobrego snookera. Pierwsza partia to dominacja Łukasza – brejkiem 25 odjechał przeciwnikowi, który najwyraźniej nie mógł się odblokować. Druga odsłona zapowiadała zmianę krajobrazu. Maciej odgryzł się brejkiem 32. Co ciekawe, Bartkowiak stratę odrobił, co spowodowało wyrównaną grę w tej partii do ostatniej bili na stole. Tę wbił Łukasz.

Pierwsze potknięcie Wojtka Ptaka! W czwartoligowej grupie A po wygraniu w sumie pięciu frejmów, szóstą partię musiał oddać przeciwnikowi. Sprawcą remisu z liderem grupy okazał się być Marcin Blachowski. To on wraz z Dominikiem Tedą, który wygrał w ostatnią sobotę z Magdą Bielą, stanowią teraz bezpośredni pościg za zwalniającym tempo Ptakiem.

mierzej
Jacek Mierzejewski

Skoro wspomnieliśmy o płci pięknej, to Magda Biela rozegrała swoje pierwsze dwa debiutanckie spotkania minionego weekendu. Z różnym skutkiem. Z pierwszym przeciwnikiem – wspomnianym już Tedzie – nie poszło. Rywal uciekał jej na duży dystans punktowy i Magda ze swoją kiepską dyspozycją strzelecką nie mogła mu zagrozić. Następnego dnia scenariusz na początku kolejnego spotkania zaczął wyglądać podobnie. Brejk 25 Miłosza Bąbelka nieco ustawił już partię, jednak w drugim frejmie toczyła się już wyrównana gra. Nie były to fajerwerki w postaci seryjnie wbijanych brejków, jednak ostatecznie 34 punkty Magdy wystarczyły do pokonania Miłosza.

W grupie B działo się niewiele. Grali ze sobą zawodnicy środka tabeli i tylko Michał Kozicki czynił to na tyle skutecznie, że zgarnął komplet punktów. Uczynił to kosztem Dominika Hirsza, który jako jedyny w tej grupie jeszcze nie dopisał do swojego konta punktów. Na czoło swoistej klasyfikacji wysunął się za to Sławomir Ciemniecki. W tej chwili spośród wszystkich czwartoligowców ma najwięcej… …remisów. Sławek w trzech meczach innego rezultatu jeszcze nie zanotował.

Grupa C to z kolei przeciwieństwo grupy B. Tu nikt nie bierze jeńców i spośród 9 rezultatów tylko raz odnotowano remis. Solidarnie po dwa spotkania wygrało trio Mierzejewski/Szofer/Lewandowski. Solidarnie przegrywa wszystko co się da trio Błaszczyk/Wołoszczuk/Kurek. Jeśli ta zasada będzie zachowana, to po 4 kolejce różnice między liderami a końcowymi maruderami będą jeszcze większe, bo w trzech meczach spotkają się zawodnicy, którzy jeszcze nie przegrali z zawodnikami, którzy jeszcze nie wygrali.