Prosta zasada skutkuje, wygrywać co się da a jak się nie da to przegrywać 1:2. I tak oto po sześciu kolejkach na podium znajduje się Rafał Zimniak, mimo tego, że ostatnie dwa mecze przegrał. Jeden z Jamroziakiem, drugi z Pawlakiem. Dla pierwszego z openentów to była kolejna winda w stronę zwycięstwa w Lidze, dla drugiego zaś cios skutecznie odsuwający go od podium. W obu przypadkach śmiem dodać - póki co.

I tak oto, słowem wstępu przekazałem wszystko to, co zaszło w czasie ostatniego tygodnia wśród najlepszych ligowiczów. Przejdę zatem niezwłocznie do niższych szczebli rozgrywek, choć tam wyniki zapewne staną się mniej istotne, a przyćmią je dwa zdarzenia z cyklu “przepisy znam, ale nie rozumiem”.
Pierwsze z nich miało miejsce w meczu Marcina Dzbanuszka z Piotrem Gazdą. Bodaj przy stanie 1:0 dla Marcina, Piotr odstawił się na tyle skutecznie, że bila biała stanęła tuż przed bilą żółtą sklejoną z bandą. Na stole były jeszcze trzy czerwone kule, wszystkie na drugiej stronie stołu. Dwie z nich były możliwe do pełnego zagrania, trzecia natomiast schowała się za rozrzuconymi po stole bilami kolorowymi. Dzbanek spróbował wyjścia z opresji odgrywając białą z “chińskiego snookera” w kierunku dwóch otwartych czerwonych, spróbował odgrywając od bandy, ale w obu przypadkach nieskutecznie. Usłyszał zatem, zgodnie z obowiązującymi przepisami, że "trzeci taki faul spowoduje przyznanie frejma przeciwnikowi.”
Tu, nastąpiła chwila przerwy, bowiem Marcin zanegował to ostrzeżenie będąc przekonanym, że ów “chiński snooker” nie pozwala na zastosowanie tegoż przepisu. Spiesząc z wyjaśnieniami i cytując regulamin:


FAUL I CHYBIENIE (wersja skrócona)
b) Jeżeli rozgrywający, wykonując zagranie, nie trafia pierwszym uderzeniem bili rozgrywanej, a możliwe jest trafienie w linii prostej jakiejkolwiek części jakiejkolwiek bili, która jest lub może być bilą rozgrywaną, sędzia ogłasza FAUL I CHYBIENIE, chyba że któryś z zawodników potrzebuje snookera przed wykonaniem lub w wyniku wykonania tego zagrania, a sędzia jest przekonany, że chybienie nie było zamierzone.
c) Jeżeli chybienie zostanie ogłoszone [...] i ponadto możliwe było centralne trafienie bili rozgrywanej lub takiej, która mogła być rozgrywana (w przypadku bil Czerwonych dotyczy to w pełni widocznej średnicy dowolnej bili Czerwonej, która nie jest przesłaniana przez bilę kolorową), wówczas:
    i) następna nieudana próba trafienia pierwszym uderzeniem bili rozgrywanej w zagraniu wykonywanym z tej samej pozycji jest ogłaszana jako FAUL I CHYBIENIE niezależnie od różnicy punktowej, oraz
    ii) jeśli zostanie nakazana gra z pozycji poprzedniej, faulujący musi być ostrzeżony przez sędziego, że trzeci taki faul spowoduje przyznanie frejma przeciwnikowi


Tak więc, ani słowa nie ma w regulaminie o pozycji snooker, a tym bardziej o pozycji “chiński snooker”, która jest potoczną nazwą określającą pozycję białej przyklejonej bądź niemal przyklejonej do innej bili na stole. Niemniej, proszę zauważyć, że punkt b) wyklucza zastosowanie przepisu o potrójnym chybieniu w momencie, gdy bila biała schowa się za narożnikiem kieszeni, ponieważ nie jest “możliwe jest trafienie w linii prostej jakiejkolwiek części jakiejkolwiek bili, która jest lub może być bilą rozgrywaną”.
Wracając do meczu - w trzecim podejściu Marcin, ku mojemu, przeciwnika oraz kilku osób przy barze wybrał rozwiązanie najbardziej ryzykowne. Zrezygnował z odprowadzenia białej bili w kierunku wolnostojącej czerwonej i pokierował ją od bandy ku zasłoniętej. I chybił…
...ale szczęśliwie zaliczył jedną z dwóch pozostałych czerwonych. Nie pytałem Dzbanka, czy tak chciał, ale znam go nie od dziś i wiem, że jeśli to byłby fuks to gestem przeprosiłby przeciwnika, a tego nie zrobił. Musiał więc to skalkulować. Trzeba mieć jaja jak Dzbanuszek, żeby to wykombinować ;)
Marcin mecz wygrał 2:0, a w pozostałych pojedynkach nadal od zwycięstwa do zwycięstwa idzie Pan Paweł Deckert. Trochę szczęście, trochę rutyna, ale najważniejsze jest to, że po zaledwie czterech spotkaniach wskoczył na miejsce 1. w tabeli. Teraz jednak zacznie się pod górkę, a pierwsze zachwianie formy nastąpiło w meczu z Piotrem Adamczakiem. Owo “pod górkę” oznacza mecze z najlepszymi wśród pomarańczowych, bowiem kolejno czekają zawodnicy z czuba - Karłyk, Dzbanuszek, Undrych i Smorawski, a na dokładkę nieobliczalny Kasiński.
Ponadto zwycięstwa odnieśli także: Maciej Undrych i Szymon Grewling - obaj po 2:0.
W 3 Lidze bez niespodzianek. Maciej Stęsik uporał się ze swoim imiennikiem - Szulczewskim, ale potrzebował do tego aż trzech partii. Szulczuś obudził się na chwilę we frejmie drugim, ale w pozostałych dwóch ustępował wyraźnie pola Stęsikowi. Tenże, jeszcze tego weekendu dorzucił drugie zwycięstwo, tym razem 2:0 z Filipem Ratajczakiem. Dwa zwycięstwa bez strat odniósł także Michał Bartkowiak, między innymi wespół z ze swoim bratem Łukaszem okładając bez litości Johna Lennona. To właśnie w meczu Łukasza z Johnem miała miejsce kolejna sytuacja, w której konieczna była interwencja SG zawodów.
Otóż, po zagraniu Lennona bila czerwona zatrzymała się tuż nad rantem kieszeni, a po kilku sekundach wpadła. Po ilu? Po 5, po 10, a może po 2. Tak na prawdę nie ma to znaczenia, bo nie ujmują tego żadne przepisy. Jest taka niepisana zasada, że liczy się 3 sekundy od momentu znieruchomienia bili, ale przecież nikt nie będzie stał ze stoperem i mierzył co do setnej. Poza tym nie chodzi tu o znieruchomienie bili, która stoi nad krawędzią, a o koniec zagrania. W myśl przepisów: Zagranie nie jest zakończone, dopóki jakakolwiek bila znajduje się w ruchu. A więc jeśli bile toczą się po stole (lub też poza nim) a obserwowana bila wisi nad krawędzią i znalazła się tam w wyniku potrącenia przez inną bilę w trakcie tego zagrania, to owe 3 sekundy powinniśmy zacząć odliczać dopiero od momentu znieruchomienia wszystkich bil na stole. Podarujmy sobie zatem tę nieformalną regułę. Tym bardziej, że nie sposób zaobserwować delikatnego ruchu bili, która przez parę sekund przełamuje barierę nad kieszenią - wierzcie mi, że stojąc tuż obok niej często wyraźnie widać, że ani przez chwilę nie zastygła w miejscu.
W omawianym przypadku jednak, minęło znacznie więcej czasu. John przyjął, że bila nie wpadła i rozpoczął ruch w kierunku licznika udostępniając tym samym stół przeciwnikowi. Kiedy przechodził obok kieszeni czerwona doń wpadła.
Zastosowanie miał więc przepis o Bili poruszonej przez osoby inne niż rozgrywający:


Jeżeli bila pozostająca w bezruchu lub poruszająca się zostanie poruszona lub zostanie zmieniony jej tor ruchu w sposób inny niż przez rozgrywającego, będzie ona ustawiona przez sędziego w miejscu zajmowanym poprzednio lub w miejscu, w którym powinna się ostatecznie zatrzymać, bez orzekania kary.
i) Przepis ten dotyczy również przypadków, kiedy czynniki zewnętrzne lub inne osoby, za wyjątkiem partnera rozgrywającego, spowodują poruszenie bili przez rozgrywającego.
ii) Zawodnik nie może być ukarany za poruszenie bil przez sędziego.
Całość zabrała może 10 sekund sumarycznie.

 

Tabela 3 Ligi prezentuje się dość ciekawie. Łukasz i Michał Bartkowiakowie na podium przedzieleni są Grzegorzem Sroką. Bez punktów nadal Robert Wójcik i Przemek Tic, co na cztery kolejki przed końcem rozgrywek nie wróży niczego dobrego.

W żółtych tabelach kosmetyczne zmiany w Grupie A i B. Zarówno Wojtek Ptak jak i Nikodem Jankowiak wywalczyli sobie spokojną końcówkę fazy grupowej i spokojnie powinni dociągnąć do jej szczęśliwego zakończenia. W Grupie C jednak sytuacja tylko pozornie wskazuje na to, kto ma największy apetyt na zwycięstwo w pierwszym etapie. Jacek Mierzejewski po dwóch zwycięstwach odniesionych w czwartkowe popołudnie wskoczył niespodziewanie z 3. na 1. pozycję, pozostawiając o 4 punktów z tyłu Radosława Lewandowskiego. Tego samego, który zagwarantował Jackowi drugi wpis w kolumnie porażek niespełna tydzień temu. O 5 punktów za Jackiem jest z kolei Marcin Szofer, który także okazał się lepszym w starciu z Mierzejewskim i chociaż działo się to dość dawno, to wspominam ten mecz ponieważ lidera od dwóch ścigających dzielą nie tylko punkty, ale również liczba rozegranych spotkań. Jacek ma ich 7, Radek 5, a Marcin tylko 4. I kto się będzie śmiał ostatni? Zobaczym, pewne jest jedno - Radek z Marcinem są na musiku.