Trzaskający mróz za oknem i poczekalnie przychodni przepełnione rekordowymi liczbami chorych na grypopodobne infekcje. Jest to jedna z głównych przyczyn przekładanych spotkań ostatniego tygodnia. Niemniej jednak przesuwane gry trzeba w końcu rozegrać, zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliża się koniec zimowej edycji Ligi Snookera 12ft. Zostały nam już jedynie dwie rundy. Także nie ma czasu załamywać rąk przez nienajlepsze zdrowie i trzeba atakować szczyt niczym Denis Urubko, bo tak jak i w jego w przypadku, dla snookerzystów za chwilę skończy się czas na rozgrywanie meczów.

lesniak
Tomasz Leśniak

W pierwszej lidze pełno wszędzie było Tomka Leśniaka. Z czterech rozegranych spotkań, mogliśmy go obserwować w trzech. Głogowianin miał do nadrobienia zaległe mecze i zaczął to robić w bardzo obiecujący sposób. W pierwszym spotkaniu, po bardzo wyrównanym pojedynku wygrał 3:0 z Miłoszem Kaczmarkiem. Ozdobą zmagań były dwa ostatnie frejmy, które kończyły się na ostatniej czarnej. Dla Tomka było to pierwsze, debiutanckie zwycięstwo w najwyższej klasie rozgrywek. W pozostałych dwóch meczach szczęścia miał już nieco mnie – oba spotkania przegrał, ale zarówno w meczu z Tytusem Pawlakiem jak i Mikołajem Stęsikiem urwał po frejmie, dającym mu punkt do tabeli.

Na drugie miejsce w tabeli wdrapał się właśnie Mikołaj Stęsik. Zwycięstwo z Leśniakiem a przede wszystkim wygrana bez straty frejma z Kaczmarkiem spowodowała, że Mikołaj wszedł klinem między Marcina Jamroziaka a Wiktora Doberschuetza. Nad tym drugim ma dwa punkty przewagi, ale… …no właśnie. Aż trzy mecze ma od niego rozegrane więcej. Bezpiecznie można zapewne stwierdzić, że Doberschuetz wkrótce go prześcignie.

kasiol
Tomasz Kasiński

Drugoligowcy swoje spotkania rozegrali w sobotni poranek. Zawody rozgrywali głównie zawodnicy drugiej części tabeli. Do największej niespodzianki weekendu urasta zwycięstwo Tomasza Kasińskiego z Pawłem Deckertem. Ostatni zawodnik tabeli zwyciężył lidera po skrajnie wyrównanym pojedynku. Oba frejmy wygrał Kasiński na ostatnich czarnych. Tomek dzięki temu zanotował swoje pierwsze zwycięstwo w tej edycji i w perspektywie dwóch ostatnich meczów do rozegrania, otworzył sobie furtkę dającą szansę na utrzymanie w pomarańczowej tabeli. Stracone dwa frejmy oznaczały dla Pawła spadek z miejsca pierwszego na trzecie.

O wielkim pechu może mówić Piotr Adamczak. Jego spotkanie z Marcinem Smorawskim skończyło się przegraną 1:2, ale to on sam sobie może dziękować za ten rezultat. Było to spotkanie z cyklu, którego nie wygrywa jeden zawodnik, tylko bardziej przegrywa na własne życzenie drugi. Na ostatniej bili w decydującym frejmie Piotr przy wbijaniu czarnej umieścił bowiem białą w kieszeni. Faul i koniec frejma a więc i meczu.

tyszer
Karol Tyszer

W trzeciej lidze cisza przed burzą. Rozegrano tylko trzy mecze, ale te kluczowe dla kolejności na czele tabeli, zostaną rozegrane w niedzielę, kiedy to Grzegorz Sroka rozegra mecze z braćmi Bartkowiakami. Póki co w najgorszej sytuacji jest Przemysław Tic, który w miniony weekend przegrał kolejne dwa mecze. Ma ich na koncie już siedem i nadal czeka na pierwsze zwycięstwo w tej edycji. Najbardziej widowiskowym spotkaniem było starcie Karola Tyszera z Filipem Ratajczakiem. Filip, gdzie temu drugiemu całkiem nieźle poszło w ten sam weekend w Mistrzostwach Polski na 6 czerwonych, w których to doszedł do fazy pucharowej, zupełnie nie mógł się odnaleźć w rywalizacji ligowej. Tyszer wbijał brejka za brejkiem i w dwóch partiach wbił ich w sumie aż osiem. Ratajczak tak był onieśmielony dyspozycją rywala, że w drugiej, ostatniej partii zdobył jedynie 3 punkty. Oba frejmy oczywiście przegrał.

Dość naśmiewania się z Wojtka Ptaka! W końcu ta edycja jest jego edycją. Sześć zwycięstw, jeden remis i zdecydowane przewodnictwo w tabeli. Minionej niedzieli dość sprawnie poradził sobie z Magdaleną Bielą i jest praktycznie pewien, że w drugim etapie rozgrywek czwartoligowych (rozpoczynających się po 11 marca), będzie grał z liderami innych grup o miejsca 1-3 w końcowej kolejności czwartej ligi. Zażarta walka trwa za jego plecami. Trzech zawodników ma po 11 punktów, z czego w najlepszej sytuacji jest Miłosz Bąbelek, który nie dość, że ma z tej trójki najmniej rozegranych meczów, to minionej niedzieli pokonał bezpośredniego rywala, Marcina Blachowskiego. Bąbelek i Ptak to ostatni niepokonani zawodnicy w grupie A.

niko
Nikodem Jankowiak

W grupie B natomiast lideruje Nikodem Jankowiak. Podobnie jak Ptak ma on tylko jeden remis na koncie. Niepodobnie jednak ma on rywala, który teoretycznie może się z nim zrównać punktowo w tabeli. Tomasz Sobczak w miniony weekend odniósł dwa pewne zwycięstwa i przy dwóch meczach rozegranych mniej traci do lidera sześć punktów. Zwycięstwa odniósł nad Jarkiem Chełminiakiem i…. No właśnie. Nad Andrzejem Kurczewskim. Mecz ten odbył się, mimo że w tabeli możecie zaobserwować walkower. Zresztą możecie go zaobserwować przy każdym meczu Andrzeja. Pierwszy raz w historii zastosowana została zasada wprowadzana kilka edycji temu, opisana w Regulaminie Ligi w punkcie 4.4:

"W sytuacji, kiedy zawodnik oddaje dużą liczbę walkowerów, gdy liczba rozegranych przez niego meczów będzie niższa niż 50% spotkań ze wszystkich przewidzianych na daną edycję (nie uwzględniamy baraży), wyniki rozegranych meczów automatycznie zmieniane są na spotkania przegrane walkowerem."

Andrzej po rozegraniu czterech spotkań z dziesięciu przewidzianych do rozegrania w tej edycji został zmuszony w wyniku osobistych spraw do rezygnacji z dalszego udziału w tej edycji Ligi Snookera 12ft. Z tego powodu przegrane przez niego mecze z Marcinem Trurlem, Tomaszem Sobczakiem, Jarkiem Chełminiakiem i remis ze Sławkiem Ciemnieckim zostały zweryfikowane jako walkower na korzyść jego przeciwników.

Jacek Mierzejewski poprzez dwa czwartkowe zwycięstwa nad Mateuszem Rusinem i Michałem Błaszczykiem umocnił się na pozycji lidera. Wrogowie jednak nie śpią. Presję wytrzymuje Radosław Lewandowski. Co prawda Marcin Wołoszczuk nie postawił mu zbyt wymagających warunków, ale kiedy dochodzi presja pościgu, można wywalić się na najłatwiejszych meczach. W bardzo dobrej pozycji do pościgu jest również Marcin Szofer, który ma aż trzy spotkania mniej rozegrane od Mierzejewskiego i jeśli obróciłby je wszystkie w zwycięstwa, to do niego będzie należeć pozycja lidera. No ale właśnie „jeśli”. Tabele zamyka wspomniany Wołoszczuk, który w swojej debiutanckiej edycji nadal czeka na swojego pierwszego wygranego frejma.