Bliżej nam do końca edycji niż do jej początku. W miniony weekend było dużo grania, głównie z powodu poprzekładanych meczów z początku majówki. Przy takiej ilości gier dostaliśmy pełen pakiet przeżyć. Były błyskawiczne frejmy (Leicherta), maratony meczowe (Sroka), dogrywki (Stęsik/Bystrzyński), dzień konia (Stęsik), czy czarne serie (Śniegowski, Jamroziak). Sypnęło brejkami, gdzie przez jednego z nich Mikołaj Stęsik wdrapał się na trzecie miejsce na liście brejków. No ale po kolei.

stesik
Mikołaj Stęsik

To nie Marcin Jamroziak a Mikołaj Stęsik urasta do głównego faworyta pościgu za Wiktorem Dobreschuetzem. Starszy ze Stęsików zanotował optymalnie udany weekend. Najpierw zdominował Macieja Undrycha, który jakąś tam walkę nawiązał z nim dopiero w trzecim frejmie – również przegranym. Później także bez straty partii pokonał Tomasza Bystrzyńskiego. Ten jednak postawił mu nieco bardziej wymagające warunki – dwa frejmy były zacięte do samego końca a jeden z nich wymagał rozegrania dogrywki, by wyłonić zwycięzcę. Tym oto sposobem Mikołaj zainkasował 6 ze swoich wszystkich 14 punktów w tej edycji. Wywindowało go to na pozycję lidera, co jednak daje złudne poczucie przewagi. Doberschuetz ma rozegrane o dwa mniej mecze a Jamroziak o jeden mniej.

Co do tego ostatniego – pościg Jamroziaka za tytułem Mistrza Ligi spina się obecną historią Lecha Poznań, który utracił praktycznie szanse na mistrzostwo. Ten weekend był dla niego tak samo makabryczny. Uległ 1:2 zarówno Marcinowi Dzbanuszkowi jak i Tomaszowi Leśniakowi. Dwa punkty zdobyte na sześć możliwych praktycznie wyklucza go z walki o tytuł Mistrza Ligi Snookera 12ft.

sroka
Grzegorz Sroka

Grzegorz Sroka wrzucił piąty bieg. Minionej soboty kaliszanin zaliczył morderczy maraton złożony z trzech meczów pod rząd. Morderczy, dlatego że w każdym z nich musiał rozegrać trzeci, decydujący frejm. Co ciekawe – każdy frejm decydujący rozstrzygnął na swoją korzyść. Trzy zwycięstwa dały mu solidny zastrzyk punktowy ustawiając go na prostej do pierwszej ligi. Wypracował taki zapas, że jeśli nie zawali tego w ostatnich czterech meczach, to Srokę będziemy na jesień oglądać w pierwszej lidze.

Powoli zarysowuje się wyraźna granica w dolnej części tabeli drugiej ligi. Do dołującego Pawła Deckerta dołączył Piotr Adamczak, który po czterech meczach ma jeszcze bardziej dramatyczny bilans spotkań: 4 porażki i jeszcze gorszy niż Paweł bilans frejmów. Daniel Koza z Piotrem Gazdą mają iluzorycznie lepszą sytuację. Iluzorycznie gdyż zwyciężyli, ale zagrali już więcej spotkań niż ostatnia dwójka. Nikt z tej czwórki nie wygrał minionego weekendu.

ptactwo
Wojciech Ptak

Imponuje swoją skutecznością Robert Wójcik. Trzecioligowy lider gra zupełnie odmiennego snookera niż w zeszłej edycji. Wszystkiemu winnemu była kontuzja, której Robert się na dobre pozbył. Od razu widać skok jakościowy w jego grze, przez co zaczyna przypominać Wójcika, który kiedyś sięgnął nawet czwartego miejsca w pierwszej lidze. Tym razem pokonał niełatwego przeciwnika, jakim zawsze jest Tomasz Kasiński. Wójcik rozpracował go podręcznikowo – oba frejmy spokojnie wygrał, każdorazowo z przewagą ponad trzydziestopunktową.

Pierwszego zwycięstwa doczekał się w końcu Wojciech Ptak. Trzecioligowy debiutant na pierwszą wiktorię musiał czekać cztery mecze. Przyjemność tą sprawił mu Szymon Grewling, który w żadnym z dwóch frejmów nie nawiązał zbytniej walki. Żółtodziub Ptak w obu partiach zdobywał dwukrotnie więcej punktów niż przeciwnik.

Czwarta liga wkracza powoli w finisz pierwszego etapu gier. Kończy się on po siódmej kolejce, czyli 20 maja. Oznacza to, że wszystkie mecze muszą do tego dnia zostać rozegrane i gry z szóstej czy siódmej kolejki dalej niż ta data nie mogą być przekładane, gdyż od weekendu 26-27 maja rusza druga faza gier czwartoligowych. Spośród obecnych grup A, B i C najwyraźniej prowadzi Marek Leichert. Minionej soboty dołożył dwa szybkie zwycięstwa – nad Jarkiem Chełminiakiem oraz Mateuszem Rusinem. Pięć zwycięstw na pięć rozegranych gier. Z niemalże stuprocentową pewnością Leichert w drugim etapie gier zmierzy się ze zwycięzcami grup B i C o to kto z nich zajmie miejsca 1-3 w całej czwartej lidze.

lajas
Marek Leichert

W tej edycji rozczarowuje postawa Radosława Lewandowskiego, który zimą wystąpił w barażu o trzecią ligę. Tym razem Radek póki co z wszystkich możliwych wyników ma najwięcej porażek. Szanse na powtórkę sukcesu z zeszłej edycji raczej są małe. Wyniki poniżej oczekiwań notują również Jarosław Chełminiak oraz Mateusz Rusin. Ciekawie obserwuje się zmagania w grupie A ze względu na występy Sergiya Mikrukowa. Notuje on naprzemiennie remisy ze zwycięstwami a przy kiepskiej postawie przeciwników wywindowały go te rezultaty na drugą pozycję. Jeśli ją utrzyma, to w drugim etapie gier czwartoligowych zmierzy się o miejsca 4-6 w całej czwartej lidze, a więc powalczy o miejsce 4 premiowane meczem barażowym do trzeciej ligi.

W grupie B mamy jedynego zawodnika, który rozegrał już wszystkie mecze. Marcin Michałowski z siedmiu spotkań wycisnął osiem punktów, co w ostatecznym rozrachunku prawdopodobnie wystarczy jedynie na pozycję w drugiej połowie grupy B. Rozgrywki w tej części czwartej ligi są mocno spłaszczone. Liderujący Tomasz Sobczak, co prawda nie przegrał, ale większość spotkań zremisował. Na miejsce pierwsze wypchnęło go zwycięstwo z Adrianem Wośkiem, któremu notuje sporo gorsze wyniki niż w zeszłej edycji. Efektem tego piąta Kinga Pietrzak traci jedynie dwa punkty do miejsca pierwszego i sprawa najwyższych miejsc czołowych miejsc na dwie kolejki przed końcem pierwszego etapu gier jest cały czas jak najbardziej otwarta.

W grupie C sytuacja wygląda podobnie jak w B. Dużo remisów, spłaszczona tabela. Poza jednym wyjątkiem. Alex Kantsiaruk rozegrał jedynie dwa mecze. Obrócił je w dwa pewne zwycięstwa. Najbliższy weekend będzie jego czasem prawdy. Ma do rozegrania trzy mecze. Jeśli przejdzie pozytywnie tę próbę odjedzie przeciwnikom w tabeli i swobodnie się rozsiądzie w fotelu lidera, czekając na drugi etap gier. Obecni dwaj pierwsi zawodnicy minionej soboty sprawili Alexowi prezent, notując między sobą remis. W ten ani Artur Urbaniak ani Michał Kozicki nie uciekł reszcie stawki.