Za nami już pierwsze odszranianie samochodów, najgrubsze kurtki co chwila w użyciu a poczekalnie przychodni lekarskich wypełnione zakatarzonymi pacjentami. Słowem: zima. Za oknem nieraz sypnęło już białym puchem. Co prawda temperatura powoduje, że śnieg na dłużej nie może się utrzymać niczym Marcin Smorawski w pierwszej lidze. Ale obaj z uporem powracają. Liga Snookera 12ft zatem jest już oficjalnie rozpoczęta i tradycyjnie, kiedy na ulicach Poznania gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w klubie zazwyczaj gramy pierwszą kolejkę edycji zimowej.

bartko
Łukasz Bartkowiak

Cztery kobiety – rekord wszech czasów naszej Ligi. Dotychczas nie zdarzyło się, by w jednej edycji płeć piękna była tak tłumnie reprezentowana. Sumarycznie w odsłonie zimowej ligi wszystkich zawodników i zawodniczek zgłosiło się 52. Rozgrywki w trzech najwyższych klasach przebiegają na standardowych zasadach. Czwarta liga została podzielona na dwie grupy, gdzie po rozegraniu meczów na zasadzie „każdy z każdym” w obrębie danej grupy, w weekend 23-24 marca zostanie rozegrana pomiędzy grupami finałowa kolejka. Zwycięzca grupy A zagra ze zwycięzcą grupy B o to kto ostatecznie jest pierwszy a kto drugi w całej czwartej lidze. Wiceliderzy grup zagrają o miejsca 3-4 itd. Oficjalny koniec tej edycji nastąpi w ostatni weekend marca, kiedy zostaną to rozegrane baraże pomiędzy trzecią a czwartą ligą.

Tradycyjnie już w pierwszej kolejce więszkość zawodników zaspała. Dużo spotkań zostało przełożonych na kolejne weekendy. Rozgrywki w pierwszej lidze również zatem ruszyły z rezerwą. Nieco ociężale. Zagrano trzy mecze – co ciekawe, wszystkie skończyły się rzadkim wynikiem 3:0. Marcin Karłyk ośmielony sukcesami w Otwartych Mistrzostwach Polski pewnie zajął się Tomaszem Bystrzyńskim i ograł go bez straty frejma, choć w trzeciej partii popularny „Spider” nawiązał już równorzędną walkę. W tabeli lideruje Łukasz Bartkowiak, dla którego jest to druga edycja w najwyższej klasie gier. W pierwszej zrobił udany rekonesans, poznał przeciwników i poziom gry a drugą swoją edycję w niebieskiej tabeli zaczął od niekwestionowanych zwycięstw 3:0 nad Marcinem Dzbanuszkiem i wspomnianym już Bystrzyńskim. W żadnym z sześciu frejmów jego zwycięstwo nie było zagrożone.

W drugiej lidze zagrano również jedynie trzy mecze, ale przyniosły one zdecydowanie więcej ciekawostek i emocji. Bardzo zacięty drugoligowy mecz otwarcia splótł ze sobą po raz pierwszy w historii losy Marcina Smorawskiego i Krzysztofa Błaszczaka. Awansujący edycja po edycji o jedną klasę Błaszczak postarał się o niespodziankę i pokonał 2:0 rutyniarza Smorawskiego.

tyszer
Karol Tyszer

Interesujące rzeczy działy się w spotkaniu Alexa Kantsiaruka z Karolem Tyszerem. Alex przyzwyczaił nas do tego, że prze w górę ligi jak walec niewiele zwalniając w swojej drodze do pierwszej ligi. Co prawda od święta trafi mu się jakaś komplikacja (w stylu jedna przegrana na edycję), jednak niespecjalnie to wpływa na jego sytuację w tabeli. Tu na otwarcie drugiej ligi edycji zimowej musiał od razu uznać wyższość przeciwnika. Pierwszy frejm co prawda wygrał Karol na czarnej, ustalając wynik frejma 72:70. Drugi to już znany wszystkim obraz Kantsiaruka demolującego przeciwnika 70:20. Trzecia odsłona to największe zaskoczenie. Tyszer praktycznie podwoił swojego największego brejka wbijając w jednym podejściu 46 oczek. Co prawda Alex próbował gonić do ostatnich bil na stole, jednak bez powodzenia. Ciekawy mecz, którego efektem ubocznym jest umieszczenie na liście brejków mocnego kandydata na najwyższy brejk edycji zimowej.

Trzecia liga nie gorsza od dwóch wyższych – również zagrano tylko trzy mecze. Mimo że wszystkie gry zakończyły się wynikiem 2:0, to najwięcej emocji przyniosło spotkanie Radka Lewandowskiego z Tomkiem Sobczakiem. Pierwszego frejma Tomek potraktował chyba jeszcze rozgrzewkowo, gdyż nie stanowił dla przeciwnika żadnego zagrożenia. Drugi był zgoła odmienny. Nie trzeba widzieć tablicy wyników podczas frejma, żeby domyślić się, że partia jest stykowa i zacięta – wystarczy obserwować zachowanie Sobczaka przy stole. Napięte, elektryczne ruchy, zniecierpliwienie i frustracja ewidentnie mówią, że każda bila ma znaczenie. Tak było również w tym wypadku. Ostatnią, decydującą bilę wbił Lewandowski ustalając wynik frejma na 56:54.

Dwie gry zagrała już Kinga Pietrzak. Obie ze zmiennym szczęściem, mimo że grała z czwartoligowcami zeszłej edycji mogącymi pochwalić się doświadczeniem z pierwszej ligi z bardziej zamierzchłych czasów. Oba mecze co ciekawe miały podobny wymiar. Najpierw w sobotę Miłosz Kaczmarek nic nie mógł poradzić na skutecznie poczynającą sobie Kingę. Pięć dni później Kinga była po drugiej stronie barykady i bezradnie obserwowała poczynania przy stole Sebastiana Wawrzyniaka.

rusin
Mateusz Rusin

W czwartej lidze najaktywniejsi w miniony weekend byli gracze, którzy grali o niższe pozycje w zeszłej edycji. Zniecierpliwieni oczekiwaniem na kolejną edycję dali sobie upust od razu w pierwszej kolejce. Taki Dawid Strzeliński czy Mateusz Rusin mają już za sobą trzy spotkania za sobą. Dawid, grający w grupie A, w swoim meczu otwarcia wywalczył punkt z Pawłem Błaszczakiem. Potem niestety zarówno ze Stanisławem Jackowskim jak i Wiktorią Jendruszek było już tylko gorzej. Dwa razy 0:2 w beret.

Mateusz Rusin od soboty 12 stycznia jest oficjalnym zwycięzcą najdłuższego i najbardziej zaciętego korespondencyjnego pojedynku w historii 12ft. Trwał on 10 lat. Od meczu z Kazimierzem Czerneckim (1:1) niesie palmę pierwszeństwa jako jedyny zawodnik, który zagrał we wszystkich 34. (słownie: TRZYDZIESTU CZTERECH) edycjach. Z końcem 2018 roku odpadł mu ostatni rywal – Marcin Jamroziak. Mateusz w trzech meczach poradził sobie zdecydowanie lepiej niż Strzeliński. Oprócz remisu z Kazikiem zaliczył taki sam rezultat z Michałem Błaszczykiem i zwycięstwo z Darią Reńską. Lider grupy B.