Rok po roku, edycja po edycji proceder ten niby postępuje. Dekadę temu wszystko było od linijki. Ostatnimi czasy natomiast obraz staje się coraz bardziej rozmazany. Mamy za sobą trzecią kolejkę Ligi Snookera 12ft i o dziwo, wszystko wróciło do względnego porządku. Co prawda mamy dwóch zawodników, którzy jeszcze nie uruchomili ani razu  białej bili przy stole oraz jednego delikwenta z pięcioma meczami rozegranymi, ale poza nimi brak jakichś skrajności. Wszyscy idą ławą, sytuacja w tabelach jest przejrzysta i odzwierciedla rzeczywisty poziom umiejętności zawodników.

pawlak
Tytus Pawlak

Ocenę tego co się wydarzyło zacznijmy od najbardziej nieuporządkowanej klasy gier, czyli od pierwszej ligi. W 2019 Wiktor Doberschuetz i Maciej Undrych byli widziani przy stole tak często ludzie rzucający kamieniami w żywe dinozaury… …choć są ludzie, którzy by powiedzieli, że to oznacza, iż byli widziani. Na domiar tego wszystkiego w miniony weekend rozegrano tylko jeden mecz w pierwszej lidze. Co ciekawe – ważny był on dla lidera tabeli jak i dla zawodnika ją zamykającego. Co ciekawe – dla tego ostatniego, czyli Tomasza Bystrzyńskiego, mimo przegranego meczu oznaczało odbicie się od dna. Co prawda przegrał 1:2, ale należy zaznaczyć, że to dopiero jego pierwszy wygrany frejm w dopiero trzecim meczu. Jego pogromca – Tytus Pawlak, dzięki dwóm oczkom dopisanym do tabeli wylądował na jej szczycie. W sumie w trzech meczach zdobył on 7 punktów z 9 możliwych, więc raczej nie należy tego zaliczać do kategorii „ucieczki” reszcie peletonu.

wojcik
Robert Wójcik

Druga liga ostro ruszyła z kopyta. Do Poznania zawitał kaliszanin Grzegorz Sroka i od razu narobił zaległości. Rozegrał trzy mecze. Ze zmiennym szczęściem. Rozpoczął z wysokiego „C”, kiedy to rozbił bezproblemowo Krzysztofa Błaszczaka 2:0, przy okazji wbijając drugi brejk tej edycji w wysokości 29 oczek. Drugie spotkanie to przysłowiowa druga strona medalu. Tym razem to Grzegorz musiał znieść gorycz porażki 0:2. Mecz z Robertem Wójcikiem był bardzo zacięty, walka trwała do ostatnich bil i aż szkoda, że to widowisko zamknęło się w dwóch partiach. Na podmęczonego Srokę tym maratonem czekał już Piotr Gazda, który z zaskoczenia rzucił się na przeciwnika wyrywając mu pierwszego frejma. Kolejne dwie odsłony to już spokojna gra Sroki, wbijanie brejków i kontrola przebiegu meczu. Ze straty 0:1 skończyło się na 2:1.

W sobotę pierwszy raz w tej edycji poczuliśmy zapach walkowerów. Mianownikiem obu był Filip Ratajczak. Co ciekawe sam raz przyjął karę frejma za spóźnienie powyżej 15 minut, a sam raz musiał wyczekiwać na swojego przeciwnika, przez co dzięki przyznanego frejma walkowerem wyszedł na prowadzenie 1:0. Interesującym jest fakt, że oba te mecze Filip wygrał. Stratę 0:w z Robertem Wójcikiem odrobił i zwyciężył 2:1. Alexowi Kantsiarukowi nie pozwolił się rozpędzić i w drugim (a pierwszym rozegranym) frejmie na ostatnich bilach przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

kasiol
Tomasz Kasiński

Tomasz Kasiński i Sebastian Wawrzyniak to jedyni niepokonani zawodnicy w trzeciej lidze po trzech kolejkach. Dość szybko lista niezwyciężonych w tej klasie gier się zawęziła. Czy to oznaka wyrównanego poziomu w zielonej tabeli? Miejmy nadzieję, że tak. Na czoło wysunął się Tomasz Kasiński, który w ostatnim meczu, po perypetiach, wygrał 2:1 z Piotrem Adamczakiem. Zwycięstwo zasłużone, zważywszy na to, że w trzeciej, decydującej partii zmiótł przeciwnika 37:2. Z czysto statystycznej ciekawości warto wspomnieć o frejmie numer 2. Adamczak go wygrał wbijając jedynie 29 punktów. Czy ktoś wygrał mniejszą liczbą punktów czyszcząc do końca stół we frejmie złożonym z 15 czerwonych na stole? Trudno mi sobie przypomnieć taką sytuację, więc niewykluczone, że ta historia zdarzyła się po raz pierwszy. Pełen wynik to 29:26.

jachimowski
Robert Jachimowski

Robert Jachimowski, podobnie jak Sroka, zaczął rozgrywki z opóźnieniem i właśnie dobił do peletonu. Minionej soboty rozegrał dwa mecze z Sławomirem Ciemnieckim i Stanisławem Jackowskim, które bez problemu zamienił w dwa zwycięstwa i 6 punktów. Dorzucił do tego znakomity worek brejków, który spowodował, że oprócz Tytusa Pawlaka jest obecnie najczęściej brejkującym zawodnikiem w lidze. Skazę na jego występach naniósł jedynie remis z Pawłem Błaszczakiem, ale to i tak nie przeszkodziło mu w usadowieniu się na fotelu lidera czwarto ligowej grupy A. W tej grupie miał się odbyć jeszcze jeden mecz, lecz Wiktoria Jendruszek nie dotarła na spotkanie, przez co lekką ręką Marcin Wołoszczuk dodał sobie trzy punkty w tabeli.

A więc tylko dwa mecze grupy A – pozostałe sześć rozegrała grupa B. Co ciekawe – w miniony weekend nie odnotowano w czwartej lidze ani jednego remisu. Najbardziej bezwzględni byli Mateusz Rusin oraz Jarosław Chełminiak, którzy odnotowali po dwa zwycięstwa. Fakt ten wywindował obu zawodników na prowadzenie w tabeli grupy B. Prawdziwym egzekutorem okazał się Rusin, który swoim przeciwnikom znacznie ograniczył zdobycze punktowe. Antoni Hańczak w obu partiach ledwo przekroczył 20 punktów, natomiast Paweł Stacherzak wbił odpowiednio 7 punktów w pierwszym frejmie i 5 w drugim.

Najwyższy brejk w czwartej lidze minionego weekendu wbił Jakub Wieliński. De facto jest to w ogóle najwyższy czwartoligowy brejk tej edycji. Podczas tego podejścia kulki wyjmował mu Kazimierz Czernecki. Spotkanie zakończyło się szybkim 2:0 dla Wielińskiego. Dzięki temu zwycięstwu utrzymał się w środku tabeli. Nie wiadomo czy ostatecznie przysłuży mu się ono w walce o awans do trzeciej ligi, ale finansowo na pewno. To pierwszy brejk, przez który ma rabat od opłaty startowej w przyszłej edycji. Czekamy na kolejne!