„Liga będzie ciekawsza” powiedział trener Maciej Skorża wiele lat temu, kiedy jego drużyna przegrała. Przewrotne stwierdzenie, które porażkę przekuwa we względnie jakąś ogólną wartość dodaną. Co prawda Wiktor Doberschuetz takich słów nie wypowiedział, ale słowa te pasowały by jak ulał. Finisz edycji zimowej Ligi Snookera 12ft to zestaw emocji, trzęsień ziemi, zmiany układu sił i nieoczekiwanych scenariuszy, jakich dawno nie uświadczyliśmy. Sensacje jak transfer Ronaldo do Juventusu, czy jak odkrycie, że ludzie walczyli z dinozaurami. I to zarówno na szczycie jak i na nizinach. Ligowych – nie geograficznych.

pawlak
Tytus Pawlak - Mistrz Ligi Snookera 12ft edycja ZIMA 2019

Już sobota zaczęła się nietypowo. Wiadomo było, że w walce o tytuł Mistrza Ligi zostały trzy nazwiska: Doberschuetz, Pawlak, Bartkowiak. Dwóch pierwszych rozpoczęło zmagania w stylu sprzed 10 lat, kiedy to jeden frejm trwał co najmniej 40 minut. Gdy ostatnio zawodnicy z czuba pierwszej tabeli przekraczali dwugodzinny czas na rozegranie meczu, na tronie Piotrowym zasiadał nadal Polak a w kraju nad Wisłą więcej użytkowników miał portal społecznościowy grono.net niż facebook. Na szczycie tabeli zatem i w przywilejowanej pozycji znajdował się Tytus Pawlak. To Mistrz Ligi Wiktor Doberschuetz musiał gonić lidera. Trzyfrejmowy pojedynek może nie przyniósł worka brejków, ale emocji nie brakowało. Już na pierwszy rzut oka na miny zawodników, wybory dokonywanych zagrań świadczyły o horrendalnie wysokiej stawce spotkania. Wiktor stratę odrobił, ale odrobił ją w małym stopniu. Zwyciężając 2:1 dystans do rywala zmniejszył jedynie o jedno oczko z początkowych czterech.

Doberschuetz musiał wygrać ostatni mecz bez straty frejma. I to nie z byle kim, bo z Łukaszem Bartkowiakiem zajmującym drugie miejsce w tabeli. Obrona tytułu stała się zatem trudna jak całkowite zrozumienie procedury brexitu. Gdy w pierwszym frejmie Łukasz prowadził 36:0 bardziej zorientowani kibice w klubie robili już wielkie oczy jak bohaterowie japońskich kreskówek. Gdy później okazało się, że pierwszy frejm do wyłowienia zwycięzcy potrzebował ostatniej czarnej, ci sami kibice już trochę wygłupieni sytuacją stwierdzili, że sytuacja w sumie to chyba wróciła do normy. Ale czarną wbił Bartkowiak. Skutki? Mistrzem Ligi został pierwszy raz w historii Tytus Pawlak. Skutki? Po siedmiu tytułach z rzędu Wiktor Doberschuetz nie obroni tytułu Mistrza Ligi. Druga partia to Wiktor, którego wszyscy pamiętają. Pewny, coś tam wbijający. Efektem tego zdobył dwa razy więcej punktów niż przeciwnik. Trzecia odsłona to akt sztuki zatytułowany „Wypalenie”. Brak złości sportowej u byłego mistrza, oddanie kontroli przebiegu gry oraz całkiem niezła gra Bartkowiaka. Doberschuetz przegrał tym samym drugie spotkanie w tej edycji, ale przegrał też walkę o drugie miejsce. A i fakt najniższego stopnia podium wcale nie był gwarantowany, gdyż następnego dnia rozgrywały się mecze, czego skutkiem mógł być dalszy spadek Wiktora.

Szansę na wskoczenie na najniższy stopień podium miał jeszcze Marcin Karłyk. I to całkiem sporą szansę, gdyż grał z Marcinem Dzbanuszkiem, który niezależnie od wyniku nie zmieniłby swojej pozycji w tabeli. Teoretycznie więc Karłyk miał przeciwnika mniej zmotywowanego w przeciwieństwie do siebie samego. Co więcej, szanse na podium podwyższał fakt, że potrzebował po prostu zwycięstwa – niekoniecznie 3:0. 2:1 też mu robiło imprezę. Po zawaleniu przez Marcina pierwszej partii było wiadomo, że Dzbanek bez grający o nic, to Dzbanek lepszy niż Dzbanek grający o coś. Swoją drogą świeżo upieczony zawodnik 1 Ligi Snookera PZSiBA, pokazał, że nie do końca sobie radzi z presją psychiczną. Ostatecznym dowodem ile w tej materii pracy przez Marcinem jest trzeci przegrany frejm, a więc i mecz, a więc i batalia o trzecie miejsce.

Z pierwszej ligi spada Tomasz Bystrzyński, który mimo że osiągnął całkiem niezły rezultat na Mistrzostwach Polski Seniorów, w Lidze Snookera 12ft szło mu katastrofalnie. Jedyne zwycięstwo jakie zanotował, to mecz oddany mu walkowerem przez Piotra Słodzinkę. Bardzo podobne występy zaliczył również Maciej Śniegowski, który powędruje klasę niżej razem ze Spiderem.

smoraw
Marcin Smorawski

W drugiej lidze dosłownie do ostatnich meczów ważyły się istotne rozstrzygnięcia. W ostatnim meczu Karol Tyszer – Robert Wójcik, gdzie Tyszer grał o to by awansować bezpośrednio do pierwszej ligi a nie poprzez baraże a Wójcik nie grał już o nic, wygrał oczywiście znów ten co grał o nic. 2:1 dla Wójcika oznaczało pozostanie nadal na pozycji 7, czyli mecz barażowy o utrzymanie z trzecioligowcem a dla Tyszera dodatkowy mecz z Maciejem Undrychem.

Niemniej ciekawie było w spotkaniu przedostatnim. Tu również nierówny podział presji wystąpił. Marcin Smorawski był już pewnego miejsca pierwszego w tabeli a Piotr Gazda walczył o to by wystąpić w barażach dających szansę na pierwszą ligę. Jak się skończyło? Ponownie wygrał ten, dla którego ten mecz nie miał stawki. Marcin pewnie wygrał 2:0 nie będąc w żadnym frejmie nawet przez chwilę zagrożonym.

Z drugą ligą żegna się Alex Kantsiaruk, który ewidentnie nie zagrał tego do czego nas zdążył przyzwyczaić we wcześniejszych edycjach. Jak na dłoni było niekiedy widać brak zaangażowania oraz tak charakterystycznej dla niego pewności gry. Jedno skromne zwycięstwo 2:1 – to jedyny sukces Alexa w tej edycji. Czy odnajdzie się na nowo w trzeciej lidze w przyszłej edycji?

Z drugą ligą żegna się po jednej edycji Krzysztof Błaszczak. Krzysztof strzelił sobie nie tyle co w stopę, a w kolano, oddanym niedawno walkowerem, co przesunęło go ostatecznie pozycję niżej. Dzięki temu sprezentował Pawłowi Deckertowi podarunek w postaci deski ostatniego ratunku, czyli meczu barażowego o utrzymanie. Krzychu ostatni mecz przegrał 0:2 z Rafałem Zimniakiem, co jakby nie miało znaczenia, gdyby nie punkt ujemny za niepojawienie się na meczu tydzień wcześniej.

kaczmarek
Miłosz Kaczmarek

W zeszłej edycji w czwartej lidze, w tej edycji w trzeciej. Sebastian Wawrzyniak i Miłosz Kaczmarek solidarnie przedzierają się przez niższe ligi, kontynuując swój marsz w kierunku najwyższej klasy gier. Obaj rozegrali tam sporo edycji (Wawrzyniak nawet raz zdobył tytuł Mistrza Ligi), jednak po wycofaniu się z rozgrywek zaczynać musieli od najniższego poziomu. Seba nie przegrał tradycyjnie ani jednego spotkania a Miłosz, mimo że pogubił sporo punktów, to zdołał utrzymać pozycję wicelidera.

Tomasz Kasiński zafundował nam i sobie powtórkę z rozrywki. Zajmując trzecie miejsce, podobnie jak w zeszłej edycji będzie rozgrywał mecz barażowy o awans z tym samym przeciwnikiem – Pawłem Deckertem. Trzy miesiące temu Paweł dość łatwo obronił się przed spadkiem. Czy stali sparingpartnerzy zaskoczą nas innym rozstrzygnięciem? Zobaczymy już w najbliższą sobotę.

Kompletnie nie wyszła ta edycja Piotrowi Adamczakowi. Po kilku edycjach spędzonych w czwartej lidze, awans do trzeciej miał być jego początkiem powrotu do wyższych klas gier, gdzie wiele lat temu był stałym bywalcem. Dostanie się na te niebiesko-pomarańczowe salony jest dla Piotra póki co misją niewykonalną.     Przegrał wszystkie osiem spotkań, dodatkowo na ostatnim meczu w ogóle się nie pojawiając.

Z trzeciej ligi ponownie będzie próbował spaść John Lennon. W zeszłej edycji mimo przegranego meczu barażowego, pozostał w trzeciej lidze, gdyż kilka osób z wyższych pozycji się wycofało i John pozostał w tej klasie gier poprzez uzupełnienie ich braku. W tej edycji Lennon bardziej się przyłożył do spadania i zajął miejsce z degradacją bez dodatkowego meczu. Dwie wygrane to za mało by liczyć na więcej. Czy Irlandczyka zobaczymy w najniższej klasie gier? Historia nas nauczyła, że nie z takich niskich pozycji zawodnicy byli wciągani klasę wyżej niż ta, w której powinni nominalnie grać.

Czwarta liga to doskonałe miejsce do przeżywania interesującego finiszu, jaki mieliśmy miniony weekend w pierwszej lidze. Czwartoligowcy rozgrywają jedną kolejkę więcej, z powodu, że grupy są bardziej liczne i ostatnia kolejka pierwszej rundy jest przed nami. Niektórzy już zakończyli rozgrywki, ale pozostali nadal mogą nam dostarczyć grubych emocji. W grupie A wiadomo jakby więcej. Najważniejsze pytanie brzmi: Donke czy Jachimowski? Oraz: Czy Wołoszczuk zrobi różnicę? Lider Bartosz Donke rozegrał już wszystkie mecze tego etapu w czwartej lidze i ma dwa punkty przewagi nad Robertem Jachimowskim, który w sobote zagra ostatnie spotkanie. Z Marcinem Wołoszczukiem. Jeden urwany frejm przez Marcina oznacza przepływ niesamowitych wyrazów przyjaźni z Głogowa do Poznania. Tylko zwycięstwo 2:0 da Robertowi awans na pierwsze miejsce i bezpośrednią promocję do trzeciej ligi na wiosenną edycję. Wołoszczuk w sumie jedynie o ewentualny awans z miejsca 7. w tabeli na miejsce 6. Stawka raczej symboliczna, a jak pokazały przykłady w tym artykule meczów gdzie jeden zawodnik gra o konkretną nagrodę a drugi nie, to szanse Wołoszczuka w sobotę są większe aniżeli może to wynikać z pozycji zawodników w tabeli.

Ciekawa rozgrywka dokona się jeszcze w dolnej tabeli. Celem będzie uniknięcie otrzymania tytułu czerwonej latarni tabeli A. Wszyscy będą uciekać przed zajęciem ostatniej pozycji a pole manewru jest spore, gdyż pięciu z sześciu ostatnich zawodników ma jeszcze minimum dwa mecze do rozegrania. Proces reperowania pozycji rozpocznie w sobotę Dominik Teda, który okupuje ostatnie, 11. miejsce. I myślę, że proces ten z pewnością mu wyjdzie nieźle.

strugalka
Jarosław Strugała

Iście węzeł gordyjski utworzył się nam w grupie B. Na jej czele znajduje się Jarosław Strugała, który po rozegraniu wszystkich dziesięciu spotkań uzyskał całkiem przyzwoity wynik, notując jedynie jedną porażkę i dwa remisy. No i co z tego, skoro aż czterech zawodników nadal może go prześcignąć? Kazik Czernecki ma do rozegrania jeden mecz. Wygra – jest pierwszy. Marcin Blachowski ma do rozegrania dwa mecze. Wygra oba – jest pierwszy. Kuba Wieliński ma do rozegrania trzy mecze. Wygra trzy – jest pierwszy. Jarek Chełminiak ma do rozegrania trzy mecze. Wygra trzy – jest pierwszy. Niby prosta sprawa dla każdego. Jednak wszystkie te warunki nie wystąpią jednocześnie. Bo Wieliński ma jeszcze mecz z Chełminiakiem. Bo Blachowski ma jeszcze mecz z Wielińskim. Bo Czernecki ma jeszcze mecz z Blachowskim. Ale to będzie piękny weekend w 12ft. Zobaczymy wiele łez złości, frustracji, jęku bezradności. Usłyszymy nieraz huk kamieni spadających z serc zwycięzców oraz głębokich westchnień poczucia ulgi. Zwycięzcom będzie śnił się snooker po nocach. Przegranym będzie śnił się snooker po nocach. Będą słowa uznania dla zwycięzców. Będzie szydera z fuksiarzy. Będzie szydera z przegranych. W sumie tak – więcej będzie szydery. Jedno jest pewne. W sobotę i niedzielę w 12ft na pewno nie będzie nudno, zwłaszcza że w zestawie meczów będą również mecze barażowe z lig wyższych.

Za tydzień rusza króciutki drugi etap rozgrywek czwartej ligi – runda finałowa. W meczu do dwóch wygranych frejmów zmierzą się zwycięzcy grup o to kto jest pierwszy a kto drugi w całej czwartej lidze. Wiceliderzy zagrają o miejsca 3-4 (czyli również o konkretnych trzecioligowych przeciwników w barażach). Zawodnicy z miejsc trzecich w grupach zagrają o miejsca 5-6. I tak dalej tym systemem. Poza jednym wyjątkiem. Mecz zawodników z ostatnich, jedenastych miejsc się nie odbędzie, gdyż Antoni Hańczak odda go walkowerem, jako konsekwencja jego decyzji o wycofaniu się z rozgrywek.

Przypominamy również o zbiżającym się turnieju snookerowym PORS w przerwie pomiędzy edycjami ligi. Na pewno rozgrywamy go najpierw systemem grupowym a następnie pucharowym. Odbędzie się on w weekend 6-7 kwietnia, choć przy dużej ilości gier możemy go zacząć wcześniej. Zgłoszenia przyjmowane są do wtorku 2 kwietnia do godziny 21:00.

Kolejna edycja – wiosenna Ligi Snookera 12ft wystartuje weekend później, czyli 13-14 kwietnia a zapisy do niej będą przyjmowane do wtorku 9 kwietnia.