Temperatury za oknem coraz śmielej wzrastają, jak i temperatura w rozgrywkach Ligi Snookera 12ft. Po pięciu kolejkach śmiało możemy już mówić o całej serii niespodzianek oraz o tym co nas niezmiernie cieszy – brak faworytów. Praktycznie nikt nie odskoczył na szczyt tabeli z dużą przewagą, oraz mało kto ociąga na dole tabeli. Jest do dobry prognostyk dla tych, którzy liczą na to, że czerwcowe spotkania będą miały o wiele więcej emocji, niż nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego, czy ostatni sezon Gry o Tron. Myślę, że Liga jest w stanie zaoferować bardziej nieprawdopodobne rozwiązania i zwroty akcji niż wymienione dwa przykłady wyżej.

slodki
Piotr Słodzinka

Przeglądanie tabeli pierwszej ligi to trochę jak czytanie z fusów. Niby coś tam wiadomo, ale jak się człowiek zastanowi, to w sumie niewiele. Więcej mamy zgadywania co może się wydarzyć w przyszłości, aniżeli prognoz na podstawie twardych faktów. Co wiemy? Urzędujący Mistrz Ligi Snookera 12ft Tytus Pawlak ugrzązł póki co gdzieś w środku tabeli notując ciężki nokdaun od okupującego przedostatnią pozycję Marcina Smorawskiego. Może sama porażka nie jest sensacją, ale jej rozmiar (0:3) już jest.

Na czele tabeli znajduje się Wiktor Doberschuetz. Przez wiele lat przyzwyczailiśmy się do widoku jego nazwiska na szczycie, jednak w tej edycji obrał dziwny styl, który go tam zaprowadził. Gra w kratkę, czyli dobitne zwycięstwa 3:0 przeplata porażkami. Kluczowym dla końcowej klasyfikacji może się okazać rezultat meczu z Łukaszem Bartkowiakem. Wiktor nie dał szans wicemistrzowi z zeszłej edycji, pewnie wygrywając z nim bez straty frejma. W drugiej partii Bartkowiak nawiązał jakąś walkę, ale tego dnia to było zdecydowanie za mało na Doberschuetza. Mimo porażki i kiepskiej pozycji w tabeli Łukasz w jednej kategorii nadal góruje nad Wiktorem. Na liście brejków znajduje się on na szczycie z podejściem 45 punktów, którym to poczęstował Grzegorza Srokę w pierwszym meczu inaugurującym edycję wiosenną Ligi Snookera 12ft. Wiktor goni to osiągnięcie a patrząc po liczbie i wysokości notowanych brejków – do tej pogoni się przykłada.

W czubie tabeli, z małą stratą i dobrą pozycją wyjściową do ataku na szczyt znalazł się Piotr Słodzinka. Nie są to typowe rejony dla tego snookerzysty, który edycja po edycji ląduje w środku tabeli po zrealizowaniu celu (choć nie zawsze) uniknięcia meczu barażowego. Czyżbyśmy obserwowali przełomową edycję? Wszakże Piotr już zaznał dwukrotnie uczucia zajęcia drugiego stopnia na podium, lecz było to w tak dawnych czasach, kiedy kodeks drogowy mówił, że 50 metrów przed jadącym samochodem musi biec człowiek z czerwoną chorągiewką. Co jest istotne – w walce o najwyższe pozycje Piotr już ma atuty, których nie mają jego najgroźniejsi przeciwnicy. Bezpośrednie spotkania z obecnym liderem Doberschuetzem oraz z Tomaszem Leśniakiem z trzeciego miejsca Słodzinka rozstrzygnął na swoją korzyć. Te wygrane będą istotne w przypadku, gdy zrówna się z nimi punktami.

kaczmarek
Miłosz Kaczmarek

W drugiej lidze w tej edycji znalazł się Sebastian Wawrzyniak, kontynuujący swój powrót do pierwszej ligi. Jesienią grał w czwartej, zimą w trzeciej. Przyszedł czas na przedsionek naszej snookerowej ekstraklasy. I co ciekawe – widać, że poziom wzrasta. Co prawda nie hamuje to pochodu Sebastiana, ale nie trudno zauważyć, że gdy w dwóch poprzednich edycjach przegrał w sumie tylko trzy frejmy, w tej edycji stracił już dwie partie. Co więcej – spotkanie z Krzysztofem Błaszczakiem przy stanie 1:1 w decydującej partii rozstrzygnęło się dopiero na ostatniej czarnej. Widmo pierwszej porażki Wawrzyniaka po powrocie do Ligi staje się nagle bardzo realne.

Jak cień podąża za nim Miłosz Kaczmarek. To również zawodnik z pierwszoligową przeszłością i również, jak Sebastian powrócił do rozgrywek jesienią zeszłego roku. Co prawda awanse uzyskuje w mniej spektakularny sposób, bo ciągle musi oglądać plecy Wawrzyniaka a czasem nawet wygrać baraż o awans, ale póki co skutecznie prze on do góry. Co prawda tej edycji zaliczył już on wpadkę w postaci porażki z Pawłem Deckertem, jednakże Miłosz zapewne do samego końca edycji pozostanie w gronie kandydatów do awansu do pierwszej ligi.

adamczak
Piotr Adamczak

Mimo że Robert Jachimowski nie stracił w żadnym meczu frejma, to znajduje się na pozycji wicelidera w trzeciej lidze. Chwilowo (choć kto wie – może już na stałe) na pierwszej pozycji znajduje się Jarosław Strugała, który po rozegraniu kilku spotkań awansem ma punkt przewagi nad Robertem. Patrząc na to jakie rezultaty meczów składają się na sumę punktów Jarka w tabeli, można póki co wyrokować, że ostatecznie zajmie miejsce gdzieś w środku tabeli. Wygrał pięć spotkań na siedem możliwych, ale jednocześnie zdobył 13 punktów na 21 do zgarnięcia. Dość powiedzieć, że jedna z dwóch porażek Strugały to właśnie przegrana 0:2 ze ścigającym go z komputerową dokładnością i bezdusznością Jachimowskiego.

Bogata historia Ligi Snookera 12ft to również cała seria statystyk i rekordów. Ostatnio poprawiono jeden z tych najbardziej zakurzonych. Ponad 10 lat Piotr Adamczak czekał na tę chwilę. Bariera, która przez dekadę była nieprzekraczalna. Szlaban nie do sforsowania od edycji ZIMA 2009. Wówczas zdobył się na wbicie brejka 23 punkty i dopiero minionej niedzieli poprawił to osiągnięcie. Najwyższy brejk ligowy Piotra to obecnie 25 punktów, który wbił w wygranym spotkaniu z Kazikiem Czerneckim. Życzymy szybszego tempa w pobijaniu rekordów, niż po dwa oczka, choćby z tej prostej przyczyny, że ludzie tak długo nie żyją. A że Adamczak na to w zupełności stać to już inna sprawa.

blachosky
Marcin Blachowski

W czwartej lidze w grupie A szykuje się nam klasyczny finisz z wyścigiem o miejsce lidera do samego końca. Dwa stare wiarusy zaprawione w pradawnych bojach snookerowych znajdują się na czele tabeli, poniekąd wypchnięci tam przez swoje doświadczenie. Mowa o jedynym zawodniku grającym nieprzerwanie od pierwszej edycji Ligi (ZIMA 2008) Mateuszu Rusinie i o Jarku Chełminiaku, który dołączył do Ligi od następnej edycji. Miliony rozegranych partii siłą rzeczy musiały przynieść efekt. Obaj zawodnicy zwyciężyli czterokrotnie, raz remisując i nadal czekając na kogoś kto ich w wiosennych rozgrywkach pokona. Najbardziej interesujące spotkanie tej grupy, pomiędzy wspomnianymi liderami przewidziane jest na siódmą kolejkę 1-2 czerwca.

Trzech debiutantów tej grupy: Tomczak, Wachowski, Borowczyk radzi sobie podobnie i utrzymują się w środku stawki. Co prawda Krzysztof Borowczyk jako jedyny z tej trójki nie posmakował jeszcze zwycięstwa, ale jesteśmy raczej spokojni, że to w tej edycji jeszcze nastąpi. Grupa A jest ciekawa jeszcze pod innym względem – tutaj już każdy zdobył punkty do tabeli. Pierwszy rzut oka sprawia jednak, że widzimy Michała Błaszczyka z zerowym dorobkiem. Ten stan rzeczy jest jednak spowodowany rozdawnictwem Michała, polegającym na oddaniu trzech meczów walkowerem, przez co punkty zdobyte za zwycięstwo z Darią Reńską po prostu wyparowały.

W grupie B Wojciech Ptak bardzo poważnie myśli o powrocie do trzeciej ligi i wespół z Marcinem Blachowskim, który wyjątkowo nie zawalił edycji na początku, okupują dwa miejsca pierwsze w tabeli. Układ tej tabeli jest dość przewrotny, gdyż Mariusz Kukułka wracający do ligi ma rozegranych mniej spotkań. Również Michał Bułatowicz pojawiający się w rozgrywkach po wieloletniej przerwie ani razu jeszcze nie uruchomił białej tipem – pierwsze spotkania rozegra dopiero na początku czerwca. Stąd historia, która dzieje się w grupie B to w skrócie: Ptak i Blachowski próbują zbudować największą przewagę a potem będą obserwować ze zniecierpliwieniem czy ona wystarczy na nadrabiających opóźnienia w rozgrywaniu spotkań Kukułkę i Bułatowicza. A! I jeszcze jedno: Wołoszczuk ogarnij się!