Tegoroczna edycja zimowa Ligi Snookera okazała się gorąca, jak mało która dotychczas. Ósma runda gier przyniosła rzeczywistość, która jeszcze dwa tygodnie temu byłaby odbierana jako majaki narkomana po złotym strzale. Wiele osób obserwujących Ligę zapewne po ostatniej kolejce wypowiedziało słynne wakacyjne zaklęcie wypowiadane w biurach podróży: „jeszcze z czymś takim się nie spotkałem”. Ale do rzeczy – po pierwsze… …a właściwie to po raz trzeci – Wiktor Doberschuetz!

wiktor
Wiktor Doberschuetz
Mistrz Ligi Snookera 12ft - edycji ZIMA 2011

Dziesięć edycji musieliśmy czekać, aby dokonano tej sztuki. Wiktor został pierwszym zawodnikiem, któremu udało się zostać Mistrzem Ligi, nie odnosząc w po drodze ani jednej porażki. Ponadto może się on poszczycić osiągnięciem, którego nie posiada nikt inny – jemu jako pierwszemu udało się zwyciężyć w Lidze aż trzykrotnie. Dalej na liście Mistrzów Ligi z dwoma tytułami na koncie plasują się Karol Szuba-Jabłoński, Marcin Gdula oraz Maciej Undrych.
Układ gier oraz przebieg obecnej edycji sugerował, że kwestie tytułu mistrzowskiego rozstrzygną się w ósmej kolejce, kiedy to Wiktor Doberschuetz miał się zmierzyć z Karolem Szuba-Jabłońskim. Karol, nadrabiający zaległości ligowe z powodu wyjazdu, potknął się jednak w najmniej oczekiwanym momencie. W starciu z Przemysławem Poźniakiem, jedynym z kandydatów do spadku do drugiej ligi, nie ugrał nawet frejma. Przemek w tym meczu zaimponował skutecznością a także małą liczbą popełnianych błędów, których Karol nie umiał dostatecznie wykorzystać. Trzy punkty, które zainkasował Poźniak mogą okazać się kluczowe w walce o utrzymanie w pierwszej lidze.
Nie umniejszyło to jednak roli pojedynku Doberschuetz – Szuba-Jabłoński. Zwycięzca praktycznie był już zwycięzca Ligi. Choć zapewne nie da się ukryć, że porażka Karola z Przemkiem, spowodowała u Wiktora odruch drapieżnika, który poczuł już krew ofiary i zauważył, że nie jest ona już taka groźna.
Pierwszy frejm zapewne zabolał Wiktora jak niezaleczona górna siódemka. Karol wbił w nim (póki co) najwyższego brejka tej edycji – 48. punktów. Dwudziestosiedmiopunktowe podejście Doberschuetza mogło tylko zmniejszyć rozmiar porażki w tej partii. Od tego momentu Wiktor już nie pozwalał Karolowi na zbytnie „rozpędzanie się”. Kontrolował przebieg następnego frejma doprowadzając do remisu. W ostatniej odsłonie pojedynku zdobyty dystans przy pomocy dwudziestodwupunktowego brejka utrzymywał do końca pojedynku. Nerwowe ostatnie chwile i próby ustawiania snookera przez Karola obserwowano w najwyższym napięciu. Chwile później już było wiadomo – zwycięstwo w meczu rozegranym awansem z Pawłem Deckertem oraz zwycięstwo w meczu z Karolem – daje Wiktorowi upragniony trzeci tytuł mistrzowski! Gratulacje!
Na dnie tabeli pierwsze zmiany – Tomek Apolinarski przypomniał sobie jak się wygrywa. Zwycięstwo nad Pawłem Deckertem (bezpośrednim przeciwnikiem w strefie spadkowej), dało mu 3 punkty oraz przede wszystkim nadzieje na wyjście z rejonu bezpośredniego spadku do drugiej ligi. Niestety, nie wszystko już jest od niego zależne – ta kwestia będzie wynikiem również innych spotkań wśród potencjalnych spadkowiczów. Kto spadnie niżej, kto będzie grał w barażach – na kolejkę przed końcem wszystko jest możliwe, przez co 9. runda gier zapowiada się naprawdę atrakcyjnie.

fry
Fryderyk Bukowski - Zwycięzca drugiej ligi

Po dwóch przegranych barażach i notorycznym odbijaniu się od wrót pierwszej ligi, Fryderyk Bukowski stracił ostatecznie cierpliwość i postanowił wygrać drugą ligę, przez co bez żadnych ceregieli awansuje do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po ostatnim zwycięstwie jest już stuprocentowym zwycięzcą „zaplecza ekstraklasy”. Jego ofiarą był zawodnik, który jeszcze w połowie edycji był obok Fryderyka murowanym kandydatem do bezpośredniego awansu. Jednak trzy porażki z rzędu spowodowały, że Bartłomiej Kuśnierz, bo o nim mowa, może mieć jedynie nadzieje na zajęcie miejsca uprawniającego do meczu barażowego o pierwszą ligę.
Drugą pozycję niespodziewanie okupuje Maciej Śniegowski. Wystarczy mu zwycięstwo w ostatniej kolejce, aby tę pozycję utrzymać i awansować. Sztuka ta jednak nie będzie taka prosta – jego przeciwnikiem będzie zmotywowany Remigiusz Augustyniak, który potrzebuje punktów ligowych, niczym wyrzucona na brzeg ryba wody, aby utrzymać się w drugiej lidze. O tym, że jego plan „ratowania wyniku”, tradycyjnie wprowadzany pod koniec edycji, jest skuteczny, świadczą jego dwie ostatnie wygrane przeciwko wspomnianemu Kuśnierzowi czy Dzbanuszkowi.

kozubian
Jakub Kozubski

Maciej Undrych i Michał Błaszczyk – ci dwaj trzecioligowcy są na ostatniej prostej prowadzącej prosto do drugiej ligi. Ostatni z pierwszej trójki najniższej klasy rozgrywek – Jarosław Chełminiak, ma jeszcze szanse na bezpośredni awans. Musi jedynie pokonać w ostatnim meczu pokonać Undrycha. Wówczas zmieni Błaszczyka w tabeli na drugiej pozycji, który spadnie na trzecie miejsce i to on wtedy będzie zmuszony rozegrać baraż o drugą ligę.
W grupie grającej o ostatnią szansę awansu do drugiej ligi, czyli o miejsce 4. w trzeciej lidze a więc tym samym o mecz barażowy z siódmym zawodnikiem klasy wyższej, w jedynym spotkaniu zanotowaliśmy na pozór mało znaczący remis. Piotr Wojciechowski i Michał Białek podzielili się punktami, jednak stawia to w lepszej sytuacji Michała, gdyż zwycięstwo w ostatnim meczu nad Tomkiem Kasińskim daje mu na 100% pozycję czwartą. Gdyby Piotr wygrałby z Tomkiem, musiałby liczyć na stratę punktów Michała w ostatnim meczu, dopiero wówczas będzie miał prawo dostąpić do barażu. Wszystkie te dywagacje mogą być jednak mało znaczące, gdyż stawka jest na tyle wyrównana, że to pauzujący w ósmej kolejce Tomek Kasiński może wygrać oba swoje mecze i bezdyskusyjnie wyprzedzić swoich rywali.
W grupie grającej o miejsca 10-12 w trzeciej lidze warto zauważyć wyraźne zwycięstwo między zawodnikami podobnego pokroju: Jakub Kozubski wygrał gładko z Tomaszem Bystrzyńskim 2:0, W grupie grającej o miejsca niższe doszło do ciekawego spotkania pomiędzy Łukaszem Jamroziakiem a Mateuszem Rusinem. Spotkanie ciekawe było o tyle, że są to zawodnicy, którzy zajęli miejsca piąte w swoich grupach pierwszej fazy rozgrywek, lecz osiągnęli w nich zupełnie różny dorobek punktowy. Mateusz do końca grał o najwyższą pozycję i zdobył wówczas w sumie 11 punktów, natomiast Łukasz tylko nieco ponad połowę z dorobku Mateusza – 6 punktów. Teoretycznie w spotkaniu pomiędzy nimi mieliśmy zdecydowanego faworyta do zwycięstwa, tymczasem… …padł remis. Zawodnicy grający o niższe pozycje nie dostarczyli w minionym weekendzie nam emocji – spotkania zostały przełożone na późniejszy termin.