Polscy snookerzyści zawojowali Europę na zakończonych niedawno Mistrzostwach Drużynowych i U-21 na Malcie. Kacper Filipiak przywiózł do kraju młodzieżowy tytuł mistrzowski i w nagrodę w następnym sezonie zagra wśród 96. profesjonalistów, a drużyna reprezentacyjna wywalczyła srebrny medal i dzięki temu zobaczymy ją na Pucharze Świata, który odbędzie się latem tego roku w Tajlandii.


W obliczu takich okoliczności inauguracja XI Edycji Ligi Snookera w kameralnym poznańskim klubie wydaje się być stłumioną. W moim odczuciu jednak jest to kolejne ważne wydarzenie, które napędza machinę popularyzującą snookera w naszym regionie w niemniejszym stopniu, niż sukcesy naszych kolegów na ME.
W końcu to właśnie w tej Edycji pada długo oczekiwany rekord frekwencji i aż 45 zawodników będzie się zmagać przy zielonych stolach o ostateczną klasyfikację przed letnią przerwą ligową. Wystartuje też kilkoro debiutantów. To właśnie im przyglądałem się uważnie podczas pierwszej kolejki i muszę przyznać, że mile mnie zaskoczyli swoją walecznością. Żaden z nich się nie spalił w blokach, każdy coś ugrał i chociaż przegrywali czterokrotnie w 8 spotkaniach, to tanio skóry nie sprzedali. Nie zaryzykuję więc zbytnio, jeśli powiem, że na koniec rozgrywek I Etapu w 3 Lidze nie powinno być nikogo z zerowym dorobkiem punktowym, a to z pewnością wpłynie na atrakcyjność pojedynków w ostatnich kolejkach.
W Grupie A debiutantom się oberwało w dwóch przypadkach. Mateusz Gajewski przegrał z Przemkiem Ticem, ale po walce – zdobywał równo po 44 punkty w każdym frejmie i gdyby nie faule to kto wie, czy nie wyniósł by kompletu punktów z tego pojedynku. Nieźle także zagrał Adam Komisarek, trochę nerwowo z początku, ale otrząsnął się dość szybko i podjął walkę z Łukaszem Jamroziakiem. Doświadczenie tego drugiego wzięło jednak górę. Niespodzianką być może jest dobre otwarcie rozgrywek przez Damiana Tomaszewskiego, który pokonał Joannę Krawczyk – biorąc jednak pod uwagę liczbę sporą godzin przetrenowanych przez Damiana ostatnimi czasy i widoczne postępy w grze wynik ten nie wciska w fotel.  Ostatni z nowicjuszy ligowych w tej grupie – Owen Murray, zagra dopiero w najbliższą niedzielę.
Tomasz Kasiński zremisował z powracającym do ligi Piotrem Adamczakiem. Mimo mocnego początku meczu i wyraźnego zwycięstwa w pierwszej partii Piotr równie gładko przegrał w drugiej. Tomasz Krajewski, zawodnik jeszcze bliżej nikomu nie znany w naszym klubie, uległ swojemu imiennikowi – Bystrzyńskiemu. Sądząc po wyniku źle nie było, ale jako, że na oczy nie widziałem, to Krajewskiemu przyglądać się będę dopiero w maju i wtedy coś powiem więcej o tym zawodniku. W kolejnych spotkaniach podział punktów między Michałem Kozickim a Dariuszem Paprockim oraz kolejne opłaty frycowe, czyli przegrana Ireneusza Gmerka z Przemysławem Słomińskim, który wyraźnie ma apetyt na awans i bardzo bojowo podszedł do tego meczu.
W ostatniej grupie trzecioligowej znów mała niespodzianka i zgubione punkty Johna Lennona w pojedynku z Andrzejem Musiałem. Po niemrawym początki i paru ciężkich snookerach (świadkowie twierdzą, że bardzo szczęśliwych) Andrzej Musiał przydusił i wycisnął Lennona urywając mu partię i tym samym punkcik. Równie dobrze spisał się kolejny debiutant – Aleksander Zok, z tym, że to on rozpoczął mocnym uderzeniem a potem nie dał rady obronić prowadzenia, bo wyraźnie wkurzony na poziom swojej gry Jakub Kozubski wbił dwa brejki notowane i zagrał wreszcie na przyzwoitym poziomie. Dalej w Grupie C bez niespodzianek – przegrał Michał „Car Remisów” Kaczmarek z Radkiem Lewandowskim – i to nie dziwi, bo Michał ostatnio pracuje nad techniką gry i przez jakiś czas będzie miał problemy z trafianiem; oraz Jakub Małecki wykorzystał swoje doświadczenie ligowe zwyciężając w końcówce pierwszego frejma i dobijając Przemysława Semika w drugim podejściu już w znacznie okazalszym stylu.
Podsumowując – debiutanci dali radę. Nie sądzę, żeby byli „chłopcami do bicia”. Z kolejki na kolejkę będą coraz pewniejsi, będą grać lepiej, bez drżenia rąk, a po pierwszych sukcesach w pojedynczych frejmach zaczną chcieć wygrywać mecze – i na to będziemy czekać!

W 2 Lidze na uwagę zasługuje przede wszystkim "walec" jakim przejechał po Ani Gruszkiewicz jej oponent. Sebastian Wawrzyniak nie dość, że wygrał pojedynek, to odnotował cztery brejki (w tym „26 a mogła być życiówka…”) i pierwszego frejma zamiótł bezkompromisowo – pozwalając Ani wbić jedynie jedną czerwoną bez poparcia w kolorze. Widok to niecodzienny - 1pkt na koncie Gruszkiewicz po zakończeniu partii, ale „Deszczówka” jeszcze pokaże, że stać ją na dobrą grę – tego jestem pewien.
Poza tym przyzwoity mecz rozegrał Cyrus Sidor i zgarnął 3 punkty kosztem Pawła Deckerta, który w meczu rozgrywanym awansem z kolei ograł Remika Augustyniaka rekompensując sobie straty. Dobrze rozgrywki otworzył także Maciej Undrych wygrywając z Marcinem Dzbanuszkiem. Pozostałe mecze w zostały przełożone.

Cztery spotkania wśród  pierwszoligowców poszły zgodnie z algorytmem rozstawienia. Gładko. Wygrywali potencjalnie lepsi i to w stosunku 2:0. Emocje jednak nadejdą już niebawem…